Taki wniosek można wyciągnąć z serii publikacji miesięcznych wskaźników z polskiej gospodarki za grudzień. Gospodarka słabnie i powoli osuwa się w stronę stagnacji. Produkcja nastawiona na sprzedaż zagraniczną wciąż jednak rośnie. Może to być wynik relokacji zamówień do Polski, wpływu wojny w Ukrainie oraz odetkania łańcuchów dostaw w motoryzacji.

W poniedziałek GUS opublikował uważnie śledzone przez rynek dane o sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej oraz produkcji budowlanej za grudzień.
Sprzedaż detaliczna wzrosła w grudniu o 0,2 proc. r/r (w cenach stałych) po wzroście o 1,6 proc. w listopadzie. Realny spadek wynagrodzeń powoli przekłada się więc na hamowanie popytu konsumpcyjnego. Sprzedaż jest jeszcze podtrzymywana przez fakt, że wielkość populacji Polski jest wyższa niż przed rokiem. Sprzedaż na głowę mieszkańca już jednak wyraźnie maleje. Prawdziwe załamanie przechodzi handel sprzętem RTV/AGD i meblami, który w grudniu zanotował spadek o 10,4 proc. r/r. Od 2005 r. tylko trzy razy dynamika była niższa – raz po kryzysie finansowym i dwa razy w trakcie pandemii.
Jednocześnie przypomnę, że przewidywania konsumentów odnośnie ważnych zakupów zaczęły się nieznacznie poprawiać, więc możliwe, że wkrótce wystąpi dołek w tej branży. Od drugiego kwartału dynamika realnych wynagrodzeń oraz nastroje ludności powinny się lekko poprawiać.
Produkcja budowlano-montażowa obniżyła się w grudniu o 0,8 proc. r/r, po wzroście o 4 proc. w listopadzie. Spadek nie jest głęboki na tle historycznych cykli, bo w przeszłości w trakcie spowolnienia produkcja budowlana spadała zwykle o 15-20 proc. Na razie załamanie w mieszkaniówce jest rekompensowane przez rosnące zamówienia w obszarze infrastruktury. Po notowaniach spółek giełdowych widać zaś, że inwestorzy liczą na duże zamówienia finansowane z funduszy UE. W ostatnich miesiącach spółki mające duże portfele zleceń infrastrukturalnych (m.in. Budimex, Torpol, Mirbud) wyraźnie zyskiwały.
Najlepiej ze wszystkich obszarów trzyma się przetwórstwo przemysłowe. W grudniu produkcja w całym przemyśle wzrosła o 1 proc. r/r, a w przetwórstwie o 3,4 proc. r/r. Co więcej: sektory skoncentrowane na eksporcie zwiększyły produkcję o niemal 10 proc. r/r. Wśród nich znajdują się: motoryzacja, sprzęt elektryczny (głównie baterie do samochodów elektrycznych) oraz produkcja maszyn.
Jest potencjalnie kilka powodów, dla których sektor eksportowy wciąż zwiększa produkcję mimo stagnacji sprzedaży detalicznej w Europie i na świecie. Przede wszystkim możemy obserwować relokację zamówień do Polski – to zjawisko było widoczne w ostatnich 5-10 latach, a dziś może przybierać na sile. Ponadto odetkanie łańcuchów dostaw umożliwia zachodnioeuropejskim fabrykom realizację zaległych kontraktów, co podnosi aktywność w całym łańcuchu dostaw. Ten czynnik powinien jednak stopniowo tracić na znaczeniu, bo jego wpływ trwał co najmniej od połowy roku (jak długo można realizować zaległe zamówienia). Wreszcie wpływ na wysoką aktywność eksportową może mieć wojna i istotne dostawy realizowane przez polskie fabryki na rzecz Ukrainy. Pisałem o tym kilka dni temu.
Poniedziałkowe dane potwierdzają, że gospodarka jest w dołku, a głównym tego powodem jest wstrząs inflacyjny, prowadzący do redukcji realnych płac i wysokich stóp procentowych. Dopóki jednak nie zobaczymy spadków zatrudnienia i wzrostu bezrobocia, dopóty to spowolnienie będzie można uznać za dość łagodne.
