Elektron awansował na pierwszą powłokę

Jacek Zalewski
opublikowano: 09-05-2007, 00:00

Komentując powołanie dotychczasowego nadministra Przemysława Edgara Gosiewskiego na wicepremiera, największy problem miałem z tytułem. Założyłem, że kreatywność kolegów z innych redakcji wyczerpie w środowych tytułach wszelkie warianty: „Włoszczowa idzie do góry”, „Wierność nagrodzona”, „Czwarty bliźniak” etc.

W końcu tytuł bezwiednie podpowiedział mi sam bohater, ale o tym dalej. Najpierw króciutkie przypomnienie — atom składa się z jądra oraz elektronów rozmieszczonych na powłokach. Pozycję każdego z nich opisują skomplikowane liczby kwantowe, ale ta główna jest prosta — powłoki numeruje się liczbami całkowitymi. Taki uproszczony model atomu idealnie pasuje mi do opisu mechanizmu działania rządu — i to każdego, nie tylko Jarosława Kaczyńskiego. Jądrem jest oczywiście premier, na pierwszej powłoce krążą wicepremierzy, a na drugiej, trzeciej i dalszych — ministrowie. Szefowie resortów tylko nominalnie są równi, faktyczne różnice między ich pozycjami są wielkie.

Wracając do genezy tytułu — otóż kilkanaście dni temu niespodziewanie miałem okazję wysłuchać dosłownie na ucho (taka była konfiguracja w kabinie samolotu) wywodów Przemysława Gosiewskiego. Zdarzyło się to w takiej fazie kryzysu marszałkowskiego, gdy nie było mowy o ofercie dla Ludwika Dorna, a zatem także o wicepremierostwie dla Gosiewskiego. Był wtedy ministrem bez teki, opowiadającym o swej nadrzędnej pozycji wobec Andrzeja Leppera i Romana Giertycha — jako wobec szefów resortów. Podkreślał, że wodzowie koalicyjnych przystawek są wicepremierami wyłącznie dla zaspokojenia ich ego, a funkcjonalnie — szeregowymi ministrami (czyli elektronami z dalszych powłok), których pomysły on, jako szef Stałego Komitetu Rady Ministrów (elektron mocno usadowiony na drugiej) utrąca lub akceptuje, wstrzymuje lub kieruje na posiedzenie rządu etc. Wicepremierzy się takim traktowaniem oburzali, stąd np. alergiczna reakcja Romana Giertycha na wieść o awansie Gosiewskiego.

Wczoraj wydarzyło się tylko tyle i aż tyle, że dotychczasowy nadminister z drugiej powłoki formalnie awansował na pierwszą i stał się równy wicepremierowskim stanem koalicyjnym rywalom. Zachowując stały komitet w ręku, nadal będzie wskazywał ministrom rolnictwa oraz edukacji narodowej ich miejsce w elektronowym szyku, sytuując ich gdzieś koło czwartej powłoki. Taka zmiana nie usprawni funkcjonowania rządu. Utrzymane zostaje „fikcyjne”, stworzone w specyficznej sytuacji specjalnie dla Ludwika Dorna, stanowisko czwartego wicepremiera. Pamiętam, że ćwierć wieku temu w koalicyjnym rządzie Wojciecha Jaruzelskiego zaraz po stanie wojennym wicepremierów było sześciu, bo na taki tytuł zachorowały nie tylko ZSL czy SD, ale nawet PAX. Dziś czasy niby są inne, ale do instytucjonalnego rozwoju rządu Jarosława Kaczyńskiego (oraz jego kancelarii) idealnie pasuje fraza z „Misia”: „słuszną linię ma

nasza władza”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu