W ostatnich dniach na chińskich serwisach społecznościowych mnożą się wpisy o kolejnych przypadkach nagłej śmierci z przepracowania, wsparte skargami użytkowników, że ich szefowie także zmuszają ich do siedzenia w pracy po godzinach.

48-letni pracownik Komisji Regulacji Bankowych zmarł po tym, jak kolejny raz do świtu siedział nad pilnym raportem. W podobnych okolicznościach zmarli nagle również 24-letni pracownik agencji PR, 25-letni audytor w PricewaterhouseCoopers LLP czy szef ds. wizerunku w fabryce samolotów Shenyang Aircraft.
Bezpośrednimi przyczynami biurowych śmierci były tam zawały serca, wylewy i udary.
Rosnąca śmiertelność wśród pracowników biurowych pojawiła się jednocześnie ze wzrostem siły przebicia chińskich pracowników w ogóle, coraz częściej jednoczących się w walce o lepsze warunki pracy. - Wiadomość ta nie dotarła chyba do białych kołnierzyków - zauważa w swoim tekście
Temple University, według którego Chiny są ciągle krajem na dorobku i ludzie wciąż "kupują" tam konfucjański etos pracy. - Nie dotknęła ich jeszcze "grypa dostatku" (ang. affluenza), która pomogła Japończykom zdystansować się do również leżącego w ich naturze pracoholizmu - wyjaśnia Kingston.
Przypomina, że w Japonii również istnieje problem śmierci z przepracowania, nazywany tam osobnym terminem "karoshi". Do walki ze zjawiskiem włączył się także rząd, który nie tylko przyjął już specjalną ustawę wspomagającą przedsiębiorców w zapobieganiu pracoholizmowi pracowników lecz również wypłaca odszkodowania rodzinom potrafiącym udowodnić, że ich mężowie lub żony zmarli właśnie z powodu "karoshi". W 2012 r. dostało je 813 rodzin.
W Chinach podobnych programów jeszcze nie ma, a tamtejsza Inspekcja Pracy na razie jest na etapie dostrzegania problemu.
