ETI celuje w podium

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2018-07-17 22:00

Z 13 tysiącami klientów niemieckie biuro będzie w pierwszej dwudziestce w Polsce. W trzy lata chce być największym specjalistą od Egiptu.

Z 13 tys. klientów niemieckie biuro będzie w pierwszej dwudziestce w Polsce. W trzy lata chce być największym specjalistą od Egiptu.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Czym wyróżnia się ETI
  • Ilu klientów miał polski oddział w ubiegłym roku, ilu planował w tym i dlaczego musiał zweryfikować w dół te prognozy
  • Czy firma zamierza oferować inne kierunki niż Egipt

Wydawałoby się, że polski rynek turystyczny czeka już tylko konsolidacja, bo ponad 30 dużych biur to sporo, a w 2017 r. ponad 70 proc. przychodów wygenerowały trzy największe z nich: Itaka, TUI i Rainbow. Jednak rok temu do walki o polskiego klienta postanowił włączyć się Express Travel International. ETI to niemieckie biuro założone 20 lat temu przez Mai- -Jennifer Köhl i Mohameda Samira, małżeństwo, do którego należy sieć 18 hoteli Red Sea w Egipcie. To część szerszej ekspansji, bo do biur w Austrii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, Słowacji, w Słowenii i Szwajcarii ETI dołożyło jednocześnie z polskim oddział w Czechach. Cała grupa miała w 2017 r. 380 tys. klientów.

ZAWODOWIEC: Grzegorz Karolewski został szefem ETI w Polsce trzy miesiące temu. Od 2013 r. był szefem przedstawicielstwa Qatar Airways w Polsce, wcześniej, przez kilka lat — dyrektorem generalnym Oasis Tours, a jeszcze wcześniej pracował w Lot i Centralwings.
Fot. Marek Wiśniewski

Zderzenie z rzeczywistością

— Nasze katalogi pojawiły się w połowie ubiegłego roku. Latem mieliśmy jeszcze niewielu klientów, większość wysłaliśmy zimą, łącznie — 5 tys. osób, co jest dobrym wynikiem na start — ocenia Grzegorz Karolewski, szef ETI w Polsce. W tym roku plany były znacznie bardziej ambitne.

— Chcieliśmy trzykrotnie zwiększyć wolumeny i zdobyć 15 tys. klientów. Ze względu na nadpodaż, głównie spowodowaną dużym wzrostem oferty Itaki i TUI, musieliśmy zredukować naszą o kilkanaście procent. Spodziewam się, że obsłużymy 12-13 tys. klientów — mówi Grzegorz Karolewski.

Przyznaje, że promocyjne ceny oferowane przez czołowych touroperatorów zmusiły ETI do obniżek. Na razie firma inwestuje.

— W przyszłym roku powinniśmy zacząć przynosić zyski — przewiduje szef ETI w Polsce.

Biuro wciąż jednak ma ambitny plan, by wyprzedzić pierwszą trójkę touroperatorów wyspecjalizowanych w Egipcie, do których dziś należą Exim, Sun & Fun i Best Reisen.

— Chcemy tę pozycję zdobyć w trzy lata. Będziemy wówczas konkurować skutecznie z większymi biurami, dla których Egipt jest jednym z wielu kierunków: Coral Travel Wezyr Holidays, Itaką i TUI sprzedającymi najwięcej wyjazdów do tego kraju — mówi Grzegorz Karolewski.

Więcej agentów i kierunków

Na razie budowana jest świadomość marki.

— Koncentrujemy się na współpracy z agentami: biurami internetowymi, jak Wakacje.pl czy Travelplanet.pl, sieciami salonów sprzedaży (właścicielem największej sieci liczącej 200 punktów są Wakacje.pl), największymi lokalnymi agentami oraz mniejszymi biurami. Ta ostatnia grupa jest niezwykle istotna, bo nawet jeśli sprzedaje mniej, to jej siła tkwi w masie. Zależy mi na szerokiej sprzedaży, nie tylko w dużych miastach, ale i mniejszych ośrodkach z mniej niż 100 tys. mieszkańców, a nawet z kilkoma tysiącami mieszkańców — mówi Grzegorz Karolewski.

ETI współpracuje z ponad tysiącem agentów, a docelowo ma ich być 1500. Strona internetowa jest ważnym kanałem dystrybucji, który firma będzie rozwijać, ale najważniejsi są agenci. Spółka nie będzie inwestować we własne salony, choć w Niemczech je posiada. W przyszłym roku ETI poszerzy ofertę o jeden, dwa, a może nawet trzy z kilkunastu kierunków oferowanych przez spółki z Niemiec i Austrii.

— Nie zapadła jeszcze decyzja, które kierunki — Grecję, Bułgarię czy Tunezję, a może jeszcze inne. Chcielibyśmy jednak zdywersyfikować ofertę, choć przez 20 lat ETI przeżył kilka egipskich kryzysów, więc potrafi sobie radzić zarówno z kryzysami politycznymi, jak i innymi problemami, np. atakami rekinów, które kilka lat temu odstraszały turystów w Szarm el-Szejk — mówi Grzegorz Karolewski.