ETS to tylko i aż jeden ze składników cen energii. Co zrobi z nim Unia?

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-03-20 11:02

Szczyt Rady Europejskiej w Brukseli zakończył się w czwartek przed północą, dlatego konkluzje noszą datę 19 marca 2026 r., chociaż szefowie unijnych instytucji ogłosili je na konferencji już 20 marca.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jak Unia Europejska zamierza przekazać Ukrainie 90 mld euro, mimo sprzeciwu Viktora Orbána i co to oznacza dla przyszłości premiera Węgier

- jaki jest rzeczywisty wpływ unijnego systemu handlu emisjami (ETS) na rachunki za prąd i czy jest on najmniejszym składnikiem ceny energii

- jakie zmiany w systemie ETS są planowane, aby złagodzić jego wpływ na gospodarkę i czy Polska ma na nie wpływ

- czym jest ETS2 i dlaczego ten zbliżający się podatek od emisji dwutlenku węgla dotknie bezpośrednio wiele gospodarstw domowych w UE

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pisemny dorobek posiedzenia kolegialnej głowy Unii Europejskiej obejmuje 61 punktów pogrupowanych w siedem rozdziałów: Ukraina, Bliski Wschód, konkurencyjność i jednolity rynek, obronność i bezpieczeństwo, migracja, multilateralizm, inne kwestie.

Notabene wojnie obronnej Ukrainy poświęcony został dodatkowy 17-punktowy dokument oraz bardzo ważna deklaracja Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej (KE), że unijna pożyczka w kwocie 90 mld EUR zostanie Kijowowi przekazana „w taki czy inny sposób” mimo sprzeciwu Viktora Orbána. Premier Węgier ze strachu przed utratą władzy w wyborach – odbędą się już 12 kwietnia – idzie w posunięciach antyukraińskich na całość, stał się na własne życzenie czarną owcą Rady Europejskiej (RE) i zostałoby przez kolegów premierów przyjęte z wielką ulgą, gdyby na kolejnym szczycie już się nie pojawił.

Prezydenci/premierzy wzywają KE do rewizji ETS

Z polskiego punktu widzenia wyjątkowo ważny był wątek ETS (Emissions Trading System). Unijny mechanizm handlu emisjami dwutlenku węgla przewiduje kupowanie coraz droższych uprawnień po wykorzystaniu przyznanej każdemu państwu puli darmowej.

Wątek ETS wstawiony został do rozdziału konkluzji o konkurencyjności i jednolitym rynku. Zapisywany unijnym slangiem dorobek posiedzeń RE od lat bardzo zasadnie przyrównuję do pamiętanych u nas z dawnego ustroju uchwał plenarnych Komitetu Centralnego PZPR.

Jako dowód polecam próbkę, jak w konkluzjach z 19 marca ujęty został nabrzmiewający wątek ETS. Otóż RE wezwała KE, by „pilnie przedstawiła ukierunkowane środki obejmujące wszystkie komponenty cen energii elektrycznej i dotyczące konkretnych działań na rzecz obniżenia cen energii elektrycznej i zaradzenia nadmiernej zmienności w perspektywie krótkoterminowej, w tym w odniesieniu do sektorów energochłonnych, z uwzględnieniem różnych sytuacji w poszczególnych państwach członkowskich. W tym kontekście KE jest również proszona, by w ścisłej współpracy z państwami członkowskimi opracowała krajowe tymczasowe i ukierunkowane środki w celu złagodzenia znaczącego wpływu paliw i powiązanych składników kosztów na koszty wytwarzania energii elektrycznej, jak również wpływu wszystkich innych składników kosztów”.

Von der Leyen mówi o najmniejszym komponencie

W odpowiedzi na to polecenie głowy UE szefowa rządu Ursula von der Leyen podała udziały czterech składników w cenach energii elektrycznej. Odsetki zostały przez służby KE uśrednione, albowiem w unijnych państwach zróżnicowane są na przykład podatki. W każdym razie procentowe udziały w cenie prądu oszacowane zostały następująco: koszt wytworzenia – 56; opłaty przesyłowo-sieciowe – 18; podatki i narzuty – 15; ETS – 11. Z tych danych liczbowych wynika, że unijny system handlu emisjami to nieco ponad jedna dziesiąta ceny energii, czyli tylko/aż – zależy jak się ocenia. Dla urzędników to jedynie komponent najmniejszy z czterech, dla płacących za energię odbiorców – ciężki kosztowy balast.

ETS jest skuteczny, ale wymaga zmian

Rozpętana przez Donalda Trumpa najnowsza wojna na Bliskim Wschodzie potwierdziła, że Europa wciąż nie jest odporna na skoki cen energii. Aby zminimalizować ich skutki, KE na szczycie przedstawiła premierom/prezydentom 27 państw zarys planu działań ratunkowych. ETS uznany został natomiast za instrument skuteczny, który znacznie zmniejszył uzależnienie UE od importu paliw kopalnych i doprowadził do znacznych inwestycji w zieloną transformację energetyczną.

Zgodnie z wnioskami wielu państw, w tym rządu Polski, wymaga jednak zmian, które KE do lipca opracuje. Jednym z pomysłów jest tzw. wzmacniacz inwestycji w ETS, którego budżet ma wynieść około 30 mld EUR. Jego podstawą ma być rozdanie 400 mln uprawnień do emisji, zaś celem – finansowanie projektów dekarbonizacyjnych. Przekładając to ekologicznie na dosyć brutalną prozę życia – jedno uprawnienie to jakby żeton do wykorzystania na trucie.

A co będzie z ETS2?

Ani konkluzje szczytu RE, ani zapowiedzi KE nie dotyczą wątku ETS2. Tymczasem ten zbliżający się generalny podatek od emisji dwutlenku węgla dotknie wszystkich korzystających z gazu, węgla i oleju opałowego – czyli bardzo wiele gospodarstw domowych.

Plan obniżenia emisji gazów cieplarnianych zderzy się bezpośrednio z kosztami ponoszonymi przez obywateli państw UE. Za jakiś czas na którymś tam szczycie RE wezwie KE do zaradzenia następnemu problemowi, który jeszcze niedawno nawet teoretycznie nie istniał.

Możesz zainteresować się również: