Adam skacze. Iza myśli o przyszłości. Skończyła studia i rozkręca biznes.
„Puls Biznesu”: Żona zawsze wierzy w sukces męża, dlatego nie zapytam o to, czy Adam Małysz zdobędzie jutro mistrzostwo świata. Myślę, że mi pani wybaczy?
Iza Małysz: Wybaczam.
Mam za to o wiele trudniejsze pytanie. Czy Wisła, pani rodzinne miasto, wykorzystała przez ostatnie sześć lat sukcesy największego polskiego skoczka narciarskiego?
Cóż, turystów jest masa. Powiedzmy sobie jednak szczerze: ludzie, którzy tu przyjeżdżają, nie mają co robić. W tym sensie wiele trzeba w Wiśle zmienić. Wieczorami nie ma się po prostu dokąd wybrać. Sklepy również zamyka się bardzo wcześnie.
Niech pani nie mówi, że w stolicy Beskidów nie ma gdzie wieczorami choćby potańczyć.
Jest coś w hotelu Gołębiewski. Ale na mieście — nie za bardzo. Poza tym brakuje imprez, koncertów.
Czym to jest spowodowane? Wiślanie nie lubią hulanek? Nie chcą mieć drugiego Zakopanego?
Tych dwóch miejscowości nie da się przyrównać. To dwie inne mentalności mieszkańców.
Czyli decyduje naturalna wstrzemięźliwość, pragnienie świętego spokoju mieszkańców Wisły, w większości ewangelików.
Być może. Na pewno nie da się ukryć, że na sukcesie Adama równie wiele, o ile nie więcej, ugrało Zakopane. Weźmy choćby przykład skoczni. Budowa obiektu w Wiśle-Malince mocno się przeciąga. Wedle planów, konkursy miały się tam odbywać już dwa lata temu. W tym samym czasie w Zakopanem któryś rok z rzędu rozgrywa się konkursy pucharu świata i letnie grand prix.
A wiślanie skorzystali na sukcesie Adama? Na małyszomanii?
Ogólnie rzecz biorąc, Wisła nie odbiega szczególnie od średniej krajowej. Ludziom łatwo nie jest. Panuje bezrobocie. Co tu zresztą mówić, skoro większość moich znajomych powyjeżdżała za granicę za chlebem.
Gorzko to brzmi.
Taka jest brutalna prawda, nie ma co ukrywać. Po wyborach zmieniły się w Wiśle władze. Być może zatem miasto czeka nowe otwarcie. Bardzo na to liczę.
Czy to prawda, że twardą ręką zarządza pani funduszami rodziny Adama i Izy Małyszów?
Trudno powiedzieć.
Od lat działa fundacja, w ubiegłym tygodniu uruchomiła pani pierwszy sklep z odzieżą, pod marką Małysz Fashion.
Ze sklepem wszystko zaczęło się od marzeń. Myślę, że mi się powiedzie. Gdybym tego nie zakładała, nie byłoby po co startować z tym przedsięwzięciem. Trzeba zawsze wierzyć w to, co się robi, i mieć pozytywne nastawienie. Lubię się dobrze ubrać, a sklepu z dobrą odzieżą brakowało mi w Wiśle.
Dużo kosztuje uruchomienie sklepu?
Niech pan nie żartuje.
Z biznesowej gazety jestem, to pytam.
Jak pan jest z „Pulsu Biznesu”, to pan sobie policzy.
Sto tysięcy?
Na pewno uruchomienie działalności w Polsce kosztuje przede wszystkim sporo zachodu.
Drogie te ciuchy są u pani? Zagraniczne, polskie? Odzież sportową też pani sprowadza?
Mamy ubrania niemieckie, francuskie, włoskie. Polskie też. Ceny nie są bardzo wygórowane. 200, 300 złotych maks. Zastanawiam się też nad wprowadzeniem ubrań sportowych.
Podobno Małyszowie zamierzają uruchomić galerię z pamiątkami i trofeami Adama w Wiśle. W urzędzie miasta usłyszeliśmy, że będzie ona pod zeskokiem nowej skoczni w Malince.
Nie wiem, co słyszeliście, ale galeria ma powstać w siedzibie fundacji. Tu, gdzie jesteśmy, gdzie jest też sklep. Myślę, że ruszymy w ciągu miesiąca, dwóch. Pierwotnie zakładaliśmy, że otwarcie nastąpi w 2004 roku. Niestety pożar tego domu zniweczył nasze plany. Potem musiałam jeszcze przez chwilę skupić się na skończeniu studiów. Stąd pewna obsuwa.
Można wiedzieć, jakie studia się kończy tuż przed zostaniem bizneswoman?
Administrację.
To proszę jeszcze zaspokoić ciekawość kibiców i zdradzić, co można będzie zobaczyć w galerii?
Na pewno medale mistrzostw Polski, srebrne i brązowe krążki olimpijskie z Salt Lake City, medale mistrzostw świata — może również z Sapporo. Na razie na pewno z Lahti i Val di Fiemme oraz wiele nagród i pucharów, w tym trzy Kryształowe Kule za zwycięstwa w pucharze świata. Będą też narty, kombinezony i inny sprzęt Adama.
Pamiątki też będziecie sprzedawać? Upadł ich producent.
To sprawa menedżera Adama. Pana Federera. Zobaczymy.
Trochę lakoniczna ta wypowiedź.
Proszę pytać Federera.
Było o sklepie, było o galerii, może zatem powie pani dwa słowa o działaniu fundacji.
Pomagamy sportowcom, młodym chłopakom, żeby tak jak mój mąż mogli być w przyszłości mistrzami. Nie tylko skoczkom. Pomagamy też w rehabilitacji fizycznej i psychicznej sportowcom, którym kontuzje złamały kariery. Mamy zresztą sporo sukcesów. Stypendia sportowe pobierali u nas bracia Kotowie. To chłopcy, którzy powoli zaczynają rywalizować z seniorami. Mamy również pod opieką nieoficjalnego trzykrotnego mistrza świata młodzików w skokach Tomka Byrta. Organizowaliśmy też konkursy skoków.
Czyli następcy Adama w Wiśle rosną?
Rosną — i to chyba największy sukces małyszomanii w naszym mieście. n
