Jeszcze do niedawna był jeden Sopot Festival. Telewizji publicznej. I kropka. A teraz? Mamy już dwa: Festiwal Jedynki TVP i Sopot Festival TVN.
W najmniejszym ośrodku Trójmiasta od tego roku odbywają się trzy największe festiwale trzech konkurencyjnych stacji: Programu 1 TVP, TVN oraz Polsatu. Władze miasta zacierają ręce.
Nadmorska rywalizacja
Oto Sopot Festival, „historycznie związany” z publiczną telewizją, przejął komercyjny TVN. Wszystko się zaczęło, gdy kończyła się dziesięcioletnia umowa między sopockim samorządem a TVP. Niby nic: wystarczy przecież podpisać nową. Ale...
— Poprzedni zarządzający publiczną telewizją nie bardzo chcieli utrzymywania Sopot Festivalu w tej formule. Można było nawet odnieść wrażenie, że w ogóle nie byli zainteresowani tą imprezą... Fakt, kiedy u steru zmieniła się ekipa, widać było, że jej akurat bardzo zależy — mówi Wojciech Fułek, wiceprezydent Sopotu, zasiadający w Radzie Artystyczno- Programowej 42. Sopot Festivalu.
— Można mieć wiele uwag krytycznych do poprzedniego zarządu. To był kardynalny błąd... Jeżeli się inwestuje kilkadziesiąt lat w markę, to nie pozbywa się jej ot, tak — wyjaśnia Piotr Gaweł, wiceprezes zarządu TVP ds. marketingu i reklamy.
Czas naglił. Umowa dobiegała końca i przedstawiciele miasta nie chcieli czekać. Postanowili zorganizować mały przetarg. Oferty przedstawiły TVN i telewizja publiczna. I to komercyjna stacja okazała się zwycięzcą.
— Propozycja TVN była atrakcyjniejsza. I — wbrew pozorom — nie chodziło o termin, bo to dla nas sprawa drugorzędna. Najważniejsze wydało nam się przywrócenie konkursu i gwarancja trwania festiwalu. Poza tym TVN zaproponował atrakcyjny pakiet promocyjny dla miasta — tłumaczy motywy wyboru Wojciech Fułek.
Czyli większa aktywność TVN w Sopocie — i to nie tylko związana z festiwalem, ale i samym miastem. I faktycznie od pewnego czasu w ramówce ten komercyjnej stacji pojawiły się nowe programy — np. „Kierunek Sopot”, „Mój Sopot”, promujące nadmorski kurort.
— Zainteresowaliśmy się sopockim festiwalem, bo to po prostu największe tego typu wydarzenie w Polsce. Nazywamy to małą olimpiadą rozrywki. Wcześniej festiwal był doskonale wylansowany, choć przez ostatnie lata podupadł — tłumaczy zainteresowanie TVN Adam Górko, dyrektor festiwalu z Impresariatu ITI.
Potwierdza to Piotr Walter, prezes TVN.
— Naszym marzeniem było spektakularne rozpoczęcie jesiennej ramówki, a festiwal w Sopocie idealnie się do tego nadaje.
Stary i nowy
TVN zaproponował kilka zmian, na których zależało miastu: przywrócił konkurs, nieorganizowany od 1999 r. Pojawi się też trzeci dzień koncertowy.
— Proszę nie zapominać, że Sopot staje się właściwie miastem festiwalowym. W ciągu roku jest ich aż dwanaście! Zaczynając od tych największych — Sopot Festivalu, Festiwalu Jedynki i Top Trendów Polsatu — po Festiwal Dwa Teatry i Festiwal Chóralny... Sezon trwa bardzo długo, choć po 1 września miasto trochę pustoszeje. I także dlatego dobrze, że sezon przedłuży się jeszcze o jeden weekend — wyjaśnia Wojciech Fułek.
Sam festiwal także ma się zmienić.
— Chcemy zrobić go inaczej. Pokażemy nowoczesne oświetlenie i scenografię. Będzie bardziej różnorodnie. Wystąpi kilkudziesięciu wykonawców. Wiem, że utrzymanie widza przed telewizorem na półtoragodzinnym koncercie jednego artysty jest trudne. Dlatego będzie się dużo działo... Stąd pomysł na powrót do nagrody. Konkurs, głosowanie — to wszystko dodaje tempa! — wylicza Adam Górko.
Przed decyzją
Na początku wydawało się, że władze Telewizji Polskiej jednak zrezygnują z festiwalu w Sopocie, bo miały inne plany.
— Wcześniej przymierzaliśmy się do dużej imprezy w Sopocie: koncertu Jennifer Lopez na hipodromie, ale artystka odwołała trasę koncertową ze względu na rolę w filmie — przypomina Maciej Grzywaczewski, dyrektor Programu 1 TVP.
Przy Woronicza toczyły się dyskusje: zastanawiano się, czy, co i jak zorganizować.
— Telewizja Polska przez 40 lat bardzo wiele wyłożyła, by stworzyć festiwal w Sopocie. I dlatego postanowiliśmy, że Jedynka będzie miała swój festiwal, aby widzowie dostali coś atrakcyjnego — tłumaczy Piotr Gaweł.
W środowisku i prasie pojawiło się hasło „wojna na festiwale”. Jan Dworak odżegnywał się od niej, ale Piotr Walter mówił miesięcznikowi „Press” tak: „Nikt tej wojny nie wygra, a prawdopodobnie wszyscy poniosą straty. Uporządkujmy fakty. W zeszłym roku władze Sopotu zdecydowały o przyznaniu TVN praw do organizacji festiwalu. Potem zmieniły się władze TVP. Na prośbę nowego prezesa Jana Dworaka miasto, za naszym przyzwoleniem, dało TVP ostatnią szansę, rozpisując konkurs ofert między TVN i TVP. Wygraliśmy. Rok później TVP postanowiła zorganizować własny festiwal w Sopocie, na kilkanaście dni przed oryginalnym Sopot Festivalem, organizowanym przez TVN. Dziś z autentycznym zdumieniem obserwuję desperacki wysiłek TVP, by zdewaluować wartość marki Sopot Festival, którą sama za publiczne pieniądze budowała od ponad 40 lat”.
— Decyzja o organizacji Festiwalu Jedynki zapadła tak naprawdę po sukcesie festiwalu w Opolu — mówi Maciej Grzywaczewski.
Czyli dwa miesiące przed festiwalem, który rozpoczął się 19 sierpnia.
— Włożyliśmy mnóstwo uwagi i wysiłku, by to wszystko tak szybko spiąć. Ale mamy doświadczenie, oprawę logistyczną i wiemy, jak się to robi. Czasami co prawda może być widać niedociągnięcia, ale uważam, że jak na dwa miesiące przygotowań — dobrze sobie poradziliśmy — ocenia Maciej Grzywaczewski.
Racje
Ta decyzja — jak się rzekło — zaskoczyła TVN.
— Liczyliśmy, że kolos nie zadrży w posadach, gdy straci jeden ze swoich eventów. Myśleliśmy, że spokojnie przyjął porażkę. Tymczasem mam wrażenie, że kolosowi puszczają nerwy. To normalne, że przy takich imprezach „ludzie się zmieniają”. A tu nagle, gdy TVN przejął Sopot Festival, TVP nie zachowała spokoju. Okazało się, że telewizja publiczna może być elastyczna — mówi Adam Górko.
Władze TVP zaprzeczają, że wybór terminu miał jakikolwiek związek z konkurencyjnym festiwalem.
— Trzeci tydzień sierpnia to utrwalona w publicznej świadomości data festiwalu w Sopocie. Chcieliśmy nawiązać do tradycji. Gdy powstawał polsatowski Top Trendy, nie przypominam sobie, by TVP zarzucała konkurentom zemstę lub „zabór mienia” — wyjaśnia Piotr Gaweł.
— Dwa tygodnie przerwy są w sam raz... Zresztą w Sopocie odbywa się kilka festiwali, i to zwłaszcza latem. A jeżeli już mówić, że coś było nie tak. Przypomnę, że w drugim dniu naszego festiwalu TVN zrobił na molo koncert. A wiemy, że — według wcześniejszych terminów — miał się odbyć później — dodaje Maciej Grzywaczewski.
Telewizja Polska chciała też wpleść festiwal w rocznicowe obchody.
— Czyli w pewnym stopniu powiązać festiwal Jedynki z obchodami dwudziestopięciolecia Solidarności. Stąd pomysł na koncert pierwszego dnia festiwalu. Mieliśmy dobry koncept... Byłem przekonany, że ludzie chętnie posłuchają kultowych piosenek sprzed 20 lat — mówi Maciej Grzywaczewski.
Głośno, głośniej, najgłośniej
Obie stacje zapowiadają, że dalej będą urządzać sopockie imprezy.
— Już wyciągamy wnioski, bo zamierzamy kontynuować Festiwal Jedynki. Jakie zmiany? Chcemy, by trwał trzy dni. Ale ogólna zasada będzie podobna. Nikt tu już nic większego nie wymyśli — twierdzi Maciej Grzywaczewski.
Podobnie wypowiada się Adam Górko.
— Z Sopotem podpisaliśmy umowę na pięć lat. Będziemy dalej organizować festiwal, a tegoroczny jest sprawdzianem, do którego bardzo długo i starannie się przygotowaliśmy — deklaruje.
A teraz?
Telewizja publiczna jest już po festiwalu. Wyniki oglądalności? Bardzo dobre. Średnio festiwal w Sopocie oglądało 3,1 mln widzów — to wprawdzie o 900 tys. mniej niż w zeszłym roku, ale ten rezultat daje 31,6 proc. udział w rynku ogólnopolskim. A to znacznie więcej niż w tym czasie miały Polsat i TVN — o niemal 20 proc. W 2004 r., gdy TVP organizowała koncerty pod marką Sopot Festival, relację oglądało 4 mln widzów, co daje 33,4-proc. udział w rynku.
Ten plon świadczy także po prostu o tym, że widzowie chętnie oglądają festiwale. Szczególnie, gdy mogą je skojarzyć z czymś znanym i lubianym.
— Nie spodziewamy się pobić oglądalności TVP, ale chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik — podkreśla Piotr Walter.
A promocja?
TVN dość wcześnie wystartował z ostrą kampanią. Po blokach reklamowych można zobaczyć reklamówki festiwalu, które zachęcają nie tylko do oglądania, ale i głosowania na najlepszych wykonawców.
Ostro z popularyzacją swego festiwalu ruszyła wcześniej też TVP. Zresztą — jak mówi Piotr Gaweł — to pierwszy raz, gdy marketing w TVP tak funkcjonował przy podobnych okazjach. Przygotowano wioskę telewizyjną, a cały Sopot przybrał barwę Jedynki — czyli niebieski.
Obie kampanie na pewno przyczyniły się — i przyczynią — do poprawy oglądalności. Prawdopodobnie konkurencyjne festiwale zamiast odbierać sobie widzów, jeszcze przyciągną nowych. Bo nic tak nie pobudza ciekawości jak rywalizacja.