Finansowy przewrót w samorządach

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 12-12-2011, 00:00

Oto królik z kapelusza ministra finansów: limit deficytu na poziomie 8 mld zł i drastyczny mechanizm korygujący.

W środowisku samorządowym zawrzało. Po kilku miesiącach ciszy Ministerstwo Finansów (MF) nieoczekiwanie wróciło do tematu kagańca nakładanego na samorządowe deficyty. W piątek po południu opublikowało projekt reformy, która oznacza prawdziwą rewolucję dla wielu lokalnych władz.

— Te propozycje odbierają nam autonomię. Prowadzimy bardziej odpowiedzialną politykę finansową niż rząd, dlatego nie zasłużyliśmy na takie traktowanie — mówi Marek Wójcik, dyrektor Związku Powiatów Polskich.

Szczęśliwy numerek

Projekt zakłada m.in., że łączny deficyt wszystkich samorządów nie będzie mógł przekraczać 8 mld zł (2012 i 2013 r. limit ma wynosić 10 i 9 mld zł). W przeciwnym razie uruchomiona zostanie procedura sanacyjna. Polega na tym, że w poszczególnych samorządach relacja deficytu do przychodów nie będzie mogła być wyższa niż ta sama relacja w skali całego sektora (patrz ramka obok). Dla wielu jednostek takie ujęcie może oznaczać drakońskie oszczędności.

— Ten mechanizm jest zbyt restrykcyjny — powoduje „karę” niewspółmierną do „winy”. Wystarczy, że łączny deficyt nieznacznie przekroczy limit 8 mld zł, a reguła spowoduje znaczne oszczędności. W konsekwencji deficyt sektora może spaść wyraźnie poniżej 8 mld zł. Takie cięcia byłyby przesadne i nieuzasadnione — mówi Marek Wójcik.

Mechanizm w skrajnym, teoretycznym wariancie zakłada możliwość, że przebicie progu 8 mld zł będzie wywołane przez 1 zł w jednym samorządzie, tymczasem procedura sanacyjna spowoduje cięcia w większości instytucji. Skąd wzięło się akurat 8 mld zł? Resort finansów w uzasadnieniu pisze, że „wynika to z analiz sektora finansów publicznych, w tym sektora samorządowego”. — To żadne wyjaśnienie. Rząd wziął tę kwotę z sufitu — mówi Marek Wójcik.

Krótka pamięć

Kiedy pół roku temu wybuchł spór między rządem a samorządami, po kilku tygodniach negocjacji udało się osiągnąć porozumienie. Rząd jednak zapomniał o tych ustaleniach.

Samorządy mają czas do 31 sierpnia na określenie dla Ministerstwa Finansów (MF) prognozy, jaki będzie w następnym roku ich wynik finansowy. Jeśli zapowiedziały nadwyżkę lub równowagę, nie mogą ostatecznie uchwalić budżetu z deficytem. Jeśli zapowiedziały deficyt, nie mogą ostatecznie uchwalić budżetu z deficytem wyższym od prognozy. MF może zażądać dodatkowych informacji od samorządów, co do których ma zastrzeżenia.

— Jestem zaskoczona tą propozycją MF. Pół roku temu wypracowaliśmy kompromis, zgodnie z którym limit deficytu miał wynosić 0,6 proc. PKB. To korzystny dla rządu poziom, bo zgodnie z wymogami UE deficyt finansów państwa nie może przekraczać 3 proc. PKB, a my odpowiadamy za jedną trzecią tych finansów. W tamtym limicie się mieściliśmy. W nowym? Trudno powiedzieć — mówi Danuta Kamińska, skarbnik Katowic, przewodnicząca Rady Skarbników Unii Metropolii Polskich.

Propozycja rządu zakłada też mechanizm, zgodnie z którym samorządy, które w jednym roku miały poślizg w inwestycjach, w kolejnym roku mogły mieć nieco wyższy deficyt niż inne. Część samorządowców ten pomysł chwali — twierdzą, że opóźnienia w programach inwestycyjnych są częste i nie zawsze można ich uniknąć. Inni uważają jednak, że taki system jest niesprawiedliwy, bo premiuje nieporadność. — Opóźnianie inwestycji podnosi jej koszty i sprawia, że obywatele nie otrzymują tego, co im obiecano. Takie działania nie powinny być nagradzane — mówi Marek Wójcik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu