Firma, która ma sukces murowany

Anna Dermont
opublikowano: 18-04-2007, 00:00

Jacek Julkowski wiedział, że budowlanka to dobry interes. Ludzie budowali, budują i będą budować. Zdobył więc fach w tej branży.

gazela biznesu Toruńska firma budowlana Inell

Jacek Julkowski wiedział, że budowlanka to dobry interes. Ludzie budowali, budują i będą budować. Zdobył więc fach w tej branży.

Pierwsze zawodowe szlify zdobywał w spółdzielni studenckiej Technoserwis —głównie były to drobne prace remontowe. Po studiach na Politechnice Gdańskiej przyszedł czas na znalezienie stałego zajęcia.

— Zostałem kierownikiem budów w Toruńskim Przedsiębiorstwie Budowlanym —wspomina współzałożyciel firmy Inell.

Ambicja nie pozwalała Julkowskiemu stanąć w miejscu. Chciał się rozwijać. W 1995 r. nadarzyła się okazja.

— Zostałem kierownikiem budowy w Mostostalu Gdańsk, dwa lata później dyrektorem oddziału toruńskiego, a w 2000 r. otrzymałem propozycję pracy na stanowisku prezesa tegoż oddziału. Przyjąłem ją bez wahania — miałem doświadczenie, wiedzę i umiejętności kierownicze. Mimo że w 2002 r. toruński oddział Mostostalu ogłosił upadłość, lata tam spędzone umożliwiły mi poznanie wszystkich procesów związanych z zarządzaniem dużym przedsiębiorstwem. Tam nauczyłem się, że największy potencjał firmy to dobrzy pracownicy — mówi Jacek Julkowski, prezes firmy.

Zawsze jest wyjście

W 2003 r. razem z kolegami z poprzedniej pracy Wie-sławem Marcinkowskim i Piotrem Ziemińskim założył w Toruniu firmę budowlaną Inell.

— Wiedzieliśmy, że zdobyte doświadczenie i kontakty, jakie nawiązaliśmy w branży, będą najcenniejszym kapitałem —mówi z uśmiechem jeden z założycieli firmy.

Plan działania był jasny — wprowadzić firmę na rynek usług wykonawczo-montażowych w zakresie konstrukcji stalowych w branży konstrukcyjno-budowlanej.

— Nie nastawialiśmy się na realizację zleceń wielkobudżetowych. Założyliśmy, że będziemy działać na rynkach lokalnych i realizować kontrakty rzędu 2 - 6 mln zł — tłumaczy Jacek Julkowski.

Jedynym problemem utrudniającym rozwój firmy były pieniądze. Z pomocą przyszedł Ryszard Karkosik, który został głównym udziałowcem i umożliwił zakup sprzętu oraz wydzierżawienie siedziby. Pierwsze pieniądze Inell zarobił w drugim roku działalności na realizacji zlecenia dla spółki Elena.

— Znali nas z wcześniejszej współpracy i bez obaw powierzyli prace modernizacyjne na terenie swojego zakładu — dodaje prezes firmy Inell.

Kolejny milowy krok firma postawiła w 2004 r., gdy właściciel gruntu, na którym miał stanąć sklep sieci Lidl, polecił Inell inwestorom. Kontakt to nie wszystko. Trzeba było zaprezentować firmę tak, aby na jednym zleceniu się nie skończyło.

— Włożyliśmy bardzo dużo wysiłku w budowę tego obiektu. Pracowaliśmy na 200 proc. swoich możliwości — szybko, skutecznie i nie szukaliśmy problemów. A jak jakieś były np. z „papierkami”, nie zrzucaliśmy tego na barki klienta, tylko sami staraliśmy się coś zaradzić — mówi Wiesław Marcinkowski.

Pomysł, ludzie, sukces

Strategia działania oparta na trzech złotych zasadach: szybko, skutecznie i bezproblemowo — opłaciła się. W 2005 r. Lidl zlecił firmie Inell wykonanie kolejnych sześciu sklepów, w 2006 następnych ośmiu, a w 2007 jeszcze pięciu. Były też projekty dla firm takich jak Bakoma (modernizacja magazynów terenowych) czy spółki Boryszew (budowa nowych wydziałów produkcyjnych). Obecnie Inell prowadzi prace na Śląsku (Czechowice-Dziedzice, Brzeszcze), w Warszawie (rozbudowa pawilonu Leroy Merlin) i na północy kraju w Braniewie. Właściciel podkreśla, że do sukcesu firmy przyczynili się ludzie pracujący w Inellu.

— To młody, zdolny i fajny zespół. Za jakieś 10 lat ci ludzie będą już na tyle samodzielni, że rozkręcą firmę na dobre. A na razie uczą się i korzystają z doświadczenia moich kolegów, z którymi założyłem Inell. To nie tylko wymagający i konsekwentni nauczyciele, ale też bardzo skuteczni. Firma zawdzięcza im większą część sukcesu — oni prowadzili wszystkie kontrakty, negocjacje i szukali nowych zleceń — mówi Jacek Julkowski.

Plany? Inell zamierza otworzyć oddział w Anglii.

— Skoro pracuje tam coraz więcej naszych rodaków, to dlaczego nie mieliby pracować w filii firmy z Polski? — pyta retorycznie Jacek Julkowski.

Większości ułatwiłoby to na przykład załatwianie tak zwanej papierkowej roboty z pracodawcą. Zagraniczny oddział to również szansa dla tych pracowników, którzy już sprawdzili się w kraju. Inell mógłby zaoferować im korzystne warunki pracy na Zachodzie. Na razie składa swoją ofertę firmom z Wielkiej Brytanii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu