Wskaźniki koniunktury w przemyśle zawsze postrzegane były jako jeden z najbardziej niezawodnych barometrów kondycji gospodarki. Na ich podstawie można było ze sporym prawdopodobieństwem przepowiadać też dynamikę wzrostu gospodarczego. Ostatnie miesiące przyniosły jednak zjawisko wcześniej niespotykane. W październiku, listopadzie i grudniu wszystkie wskaźnik koniunktury gospodarczej gwałtownie się załamały. Dzisiaj ocenianie na tej podstawie kondycji gospodarki mrozi krew w żyłach.
Badaniami koniunktury w Polsce zajmuje się kilka instytucji. Najbardziej popularne są prace Głównego Urzędu Statystycznego oraz londyńskich ekonomistów Royal Bank of Scotland (RBS; przed fuzją badanie prowadzone były pod szyldem banku ABN Amro). Ich celem jest zbadanie nastrojów kadry zarządzającej przedsiębiorstw. Reprezentatywna grupa co miesiąc wypełnia ankietę, w której deklaruje, czy spodziewa się poprawy, czy pogorszenia sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa i kraju.
- Na tej podstawie można było oceniać stan gospodarki nie tylko w obecnym kwartale (GUS podaje dane o PKB z dwumiesięczny opóźnieniem), ale też przewidywać wzrost gospodarczy w najbliższym półroczu – mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku.
Dziś wskaźniki koniunktury są najniższe w historii badań. Spadły tak mocno, że gdyby tempo wzrostu gospodarczego miało pójść w dół równie mocno, oznaczałoby to, że rozpoczyna się właśnie recesja ze spadkiem PKB nawet o 4 proc. Według ekonomistów taka dynamika oznaczałaby prawdziwą katastrofę ekonomiczną, ale to nam – ich zdaniem – nie grozi.
Czy zatem wskaźniki koniunktury przestały być wyrocznią? O tym w dzisiejszym „PB”