Firmy boją się wyjazdów za granicę

opublikowano: 27-09-2017, 22:00

Kilka lat po wprowadzeniu płacy minimalnej dla kierowców polskie firmy boją się jeździć za granicę.

Ciągle zmieniające się przepisy, wizja kontroli oraz kar zniechęca do przyjmowania niektórych zleceń. W polepszeniu sytuacji nie pomagają setki doniesień o potyczkach z inspekcją i innych kłodach ochoczo rzucanych pod koła polskim przewoźnikom przez rządy niektórych państw UE.

RYZKO: Z naszych rozmów z przedstawicielami firm transporto- wych wynika, że część z nich rezygnuje z zagranicznych zleceń tylko ze względu na zawiłe formalności związane z przepisami dotyczącymi płacy minimalnej — mówi Mariusz Hendzel, ekspert kancelarii ITD-PIP.ITD-PIP.
Zobacz więcej

RYZKO: Z naszych rozmów z przedstawicielami firm transporto- wych wynika, że część z nich rezygnuje z zagranicznych zleceń tylko ze względu na zawiłe formalności związane z przepisami dotyczącymi płacy minimalnej — mówi Mariusz Hendzel, ekspert kancelarii ITD-PIP.ITD-PIP. Fot. ARC

Setki pytań

Jak wygląda rozliczanie diet? Na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi nie udzieli żaden przewoźnik. Czy ten element rozliczenia to dieta czy może nie? Jaką dokładnie powinna mieć stawkę? Czy kierowca może spać w kabinie? Czy płaca minimalna w Niemczech jest taka sama jak w Austrii? Czy muszę rozliczać się według stawek niemieckich, skoro jest to przejazd tranzytowy? A co robić w trakcie kontroli? I co z tym nieszczęsnym przedstawicielem we Francji? Mnóstwo pytań i jeszcze więcej odpowiedzi. Najczęściej sprzecznych. Tak w skrócie można zobrazować dylematy właściciela firmy, który zastanawia się nad delegowaniem swoich pracowników do krajów UE.

— Rozmawiając z firmami, często słyszymy, że rezygnują z wyjazdów zagranicznych tylko ze względu na zawiłe formalności. Dla nas to niewyobrażalne, że system w taki sposób blokuje przedsiębiorców przed zarabianiem pieniędzy. Kontrakty przepadają, bo zabierają je inni, którzy albo nie boją się nowych przepisów, albo szukają innych rozwiązań, np. zlecają prowadzenie ewidencji na zewnątrz lub inwestują w oprogramowanie. Co gorsza, skala problemu jest naprawdę duża. Znamy nawet przypadki, w których firmy zostały zamknięte z powodu braku zleceń — mówi Mariusz Hendzel, ekspert kancelarii transportowej ITD-PIP.

Być może o to właśnie wprowadzającym przypisy o płacy minimalnej chodziło. Polska — jako jedna z głównych sił transportowych w Europie, z pewnością była solą w oku zagranicznej konkurencji.

— Wprowadzenie płacy minimalnej było dla polskich firm swoistym punktem zero. Przeczuwaliśmy, że te zmiany bardzo mocno przetasują rynek i podzielą go na tych, którzy się zaadaptują, i tych, którzy w perspektywie kilku lat będą rozważać zmianę branży. Dla mnie jako dla świadomego przedsiębiorcy decyzja była prosta. Szukać rozwiązań. Dzięki takiej postawie nie tylko zwiększamy swoje zyski, ale również tworzymy nowe miejsca pracy. Właśnie rozpoczynamy przewozy do Niemiec i pytani o kwestię płacy minimalnej, diet czy delegacji odpowiadamy „nic strasznego”. To prawda, że czasami skala wykonywanych operacji wymaga dodatkowej pracy chociażby przy zgłoszeniach, analizie dokumentów czy ewidencji. Ale przecież istnieje odpowiednie oprogramowanie lub usługowe rozliczanie, które ogranicza naszą pracę do minimum — mówi Marta Burzyńska, właściciel firmy Martrans.

Outsourcing problemu

Wraz z pojawieniem się jakiegoś problemu zwykle pojawiają się usługi pomagające go rozwiązać. W przypadku wprowadzenia płacy minimalnej pojawiło się usługowe rozliczanie kierowców. To jedno z najłatwiejszych rozwiązań. Jedynym obowiązkiem jest przekazanie plików z tachografu, a dalsza praca należy już w całości do osoby zajmującej się rozliczaniem.

Efektem jest otrzymanie gotowych rozliczeń, które należy jedynie odpowiednio oskładkować zgodnie z polskim prawem. Jednak należy uważać przy wyborze podmiotu, który takie usługi miałby świadczyć.

— Jednym z najważniejszych aspektów usługowego rozliczania transportu jest wiedza i doświadczenie. Nie zapomnijmy tego uwzględnić podczas poszukiwania odpowiedniego podmiotu do współpracy. Ślepa interpretacja ustaw lub nawet jej brak i opieranie się na opiniach publikowanych w internecie to nie to. Specjalista, który przejmie prowadzenie ewidencji, musi cechować się doświadczeniem, a nie tylko je deklarować. Istotnym elementem jest również stała współpraca ze służbami kontrolującymi — mówi Mariusz Hendzel, ekspert kancelarii ITD-PIP.

Z pomocą przychodzą również dostawcy rozwiązań IT. Są już programy, które pomagają w dokonywaniu odpowiednich rozliczeń: płacy minimalnej w krajach Unii Europejskiej, ewidencji czasu pracy oraz podróży służbowej.

— Jeżeli zdecydujemy się na zakup oprogramowania, zwróćmy uwagę na to, aby było ono proste i intuicyjne. Nie ma potrzeby wdrażać się w skomplikowane ustawienia. Program ma być narzędziem do realizacji określonych celów i powinno się to odbywać w sposób najmniej angażujący użytkownika — podkreśla Tomasz Szerszeń, ekspert kancelarii transportowej ITD-PIP.

Nigdy nie było prosto

Należy jednak pamiętać, że ze względu na liczbę specjalistycznych regulacji, przy ich jednoczesnym słabym doprecyzowaniu, transport nigdy nie był najprostszym biznesem. Nigdy też nie był wysoce dochodowy.

— Zastosowanie lokalnych pensji minimalnych dla kierowców w ruchu międzynarodowym, zakazy weekendowych odpoczynków w kabinie — przy równoległym chronicznym i pogłębiającym braku kierowców sprawiają, że stała się to profesja dla najtwardszych lub zupełnie nieświadomych. Ci pierwsi zwiększają stopień kompleksowości w firmach, rozbudowując systemy i korzystając z pomocy prawnej. Ci drudzy — zakładają, że jakoś to będzie — opowiada Paweł Trębicki, szef Raben Transport. Największa grupa przedsiębiorców wstrzymuje jednak inwestycje, decydując się wyłącznie na te, które dotyczą odnowienia taboru. Przy rozwijającej się gospodarce i zwiększającej się liczbie zleceń na rynku brakuje więc wystarczającej liczby aut.

— Transporeon w raporcie Transport Market Monitor podsumował, iż w drugim kwartale 2017 r. wskaźnik możliwości przewozowych spadł o 41,7 proc., do poziomu indeksu — 65,8. W porównaniu z II kwartałem 2016 r. wskaźnik możliwości przewozowych był niższy o 25,2 proc. Jest to najniższy poziom od 7 lat. Bardzo podobnie wygląda sytuacja na całym rynku europejskim i nie należy spodziewać się szybkiej poprawy. Oczywiście porównując analogiczne okresy, widać około 5-procentowy wzrost cen usług, ten poziom zaledwie jednak równoważy podstawowy wzrost kosztów po stronie przewoźnika. Spodziewam się więc kolejnych istotnych podwyżek, które wreszcie skłonią firmy do rozwoju. Z doświadczenia zakładam jednak, że nie będzie to okres krótki. Przez najbliższe kwartały należy więc spodziewać się walki o zasoby i dużych zakłóceń w jakości usług — uważa Paweł Trębicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Firmy boją się wyjazdów za granicę