FRANCE TELECOM MA WIĘCEJ SZANS NA KUPNO TP SA
O tym, kto wygra wyścig po polski telekom, zdecyduje cena i program restrukturyzacji
Wprawdzie resort skarbu nie podał jeszcze nazw dwóch firm, które złożyły oferty na zakup akcji TP SA, ale nie ma wątpliwości, że są to France Telecom i SBC. O tym, kto wygra, zadecydują przede wszystkim oferty: zarówno cenowa jak i dotycząca restrukturyzacji firmy. Nie mając dostępu do tych informacji, analitycy dają więcej szans Francuzom.
Wyścig o przejęcie polskiego telekomu wchodzi w decydującą fazę. Na dobre walka o pakiet 25 do 35 proc. akcji spółki rozpocznie się 3 września. Wówczas Ministerstwo Skarbu Państwa poda oficjalnie nazwy dwóch firm, które będą rywalizowały o pozycję inwestora strategicznego w TP SA.
Nie ulega wątpliwości, że będzie to najważniejsza prywatyzacja 1999 roku. Dzięki niej budżet ma wzbogacić się o 3 do 5 mld USD (12-20 mld zł). Takich wpływów przynajmniej życzyliby sobie szefowie polskiego rządu. Realna wartość tego pakietu akcji wynosi obecnie (zgodnie z wyceną rynkową) od 2,3 mld USD do 3,2 mld USD (9,2 mld zł-12,8 mld zł). O znaczeniu sprzedaży akcji TP SA najlepiej świadczy fakt, że zakładany na 2000 rok deficyt budżetowy wynosi właśnie 12 mld zł.
Nie tak łatwo
Rząd już zrobił wiele, żeby zwiększyć wartość narodowego operatora. Przede wszystkim Centertel (spółka, w której TP SA ma 66 proc. udziałów) dostał koncesję na GSM 900 i będzie mógł jak równy z równym konkurować z Erą GSM i Plusem GSM. Po drugie TP SA wciąż nie ma konkurencji na rynku połączeń międzystrefowych (to efekt opóźniania przetargu przez resort łączności) i międzynarodowych (to z kolei efekt zapisu w ustawie o łączności).
Ale nasz telekom ma nadal zbyt wiele słabych punktów. Wiadomo, że do głównych zadań inwestora będzie należało obniżenie kosztów własnych spółki, wprowadzenie do jej oferty najnowocześniejszych usług oraz poprawienie jakości obsługi klienta. Negocjacje z kandydatami nie będą jednak łatwe.
— Strategiczny inwestor TP SA będzie zainteresowany tym, aby rząd, który jest większościowym udziałowcem polskiego operatora, zagwarantował mu pewne koncesje. Będzie chciał ograniczyć zatrudnienie w spółce lub zażąda gwarancji ograniczenia dopuszczania na polski rynek telekomunikacyjny nowych operatorów —uważają eksperci z banku inwestycyjnego Dresdner Kleinwort Benson.
Francuski Centertel
France Telecom dysponuje dwoma silnymi atutami. Pierwszym z nich jest znajomość polskiego rynku. France Telecom jest od początku partnerem Telekomunikacji Polskiej w Centertelu, sieci komórkowej dysponującej licencją analogową (NMT) oraz dwiema licencjami cyfrowymi (GSM 900 i 1800).
Można założyć, że jeśli z rywalizacji o TP SA zwycięsko wyjdzie SBC, to Francuzi będą raczej musieli odsprzedać swój pakiet akcji w Centertelu, a to oznacza dodatkowe kłopoty i nie jest chyba na rękę naszemu resortowi skarbu.
Kolejna przewaga France Telecom to silne poparcie polityczne, zwłaszcza w kontekście naszych starań o członkostwo w Unii Europejskiej.
Podczas ostatniej wizyty w Polsce Lionel Jospin, szef francuskiego rządu, wyrażał nadzieję, że to właśnie France Telecom zostanie strategicznym partnerem TP SA. Trudno mu się dziwić, tym bardziej że francuska firma jest nadal w ponad 63 proc. własnością państwa.
Konflikt interesów
SBC inwestując w TP SA musiałoby zrezygnować z kilku dotychczas prowadzonych projektów.
Przede wszystkim jest akcjonariuszem francuskiego Vivendi, które już wkrótce wspólnie z Elektrimem stanie się jednym z głównych konkurentów TP SA na polskim rynku. Ponadto SBC sfinalizuje w najbliższych miesiącach przejęcie innego amerykańskiego operatora — Ameritech. Jego partnerem jest Tele Danmark, a Duńczycy z kolei są akcjonariuszem Polkomtela (19,25 proc), operatora sieci Plus GSM, który konkuruje z Centertelem na rynku telefonii przenośnej.
SBC ma jednak kilka bardzo ważnych atutów. Firma postrzegana jest jako bardzo dynamiczna i agresywna, a te cechy przydałoby się zaszczepić naszej Telekomunikacji. Amerykańska spółka jest również chwalona za jakość zarządzania. W 1998 roku na stu zainwestowanych dolarach zarobiła 2,3 tys. USD.
Zdaniem analityków Dresdner Kleinwort Benson, SBC będzie też mocniej nalegać na opracowanie bardziej radykalnego planu ograniczenia kosztów niż France Telecom. Obejmowałby on na pewno znaczne redukcje zatrudnienia. Panują opinie, że z ponad 70 tys. zatrudnionych w TP SA blisko połowa powinna stracić pracę. Ta kwestia jest chyba najważniejsza, a sposób jej rozwiązania zdecyduje o wzmocnieniu lub osłabieniu pozycji firmy. Zgodnie z oceną analityków, SBC będzie bardziej radykalne w sprawie zatrudnienia, a takie stanowisko zmniejsza szanse firmy w wyścigu o akcje TP SA.
— Bez poznania programów prywatyzacyjnych trudno wskazać faworyta. Pewne jest jednak, że inwestorem TP SA powinna zostać firma, która zdobędzie się na zdecydowaną i skuteczną kurację narodowego operatora — twierdzi Jan Guz z zarządu Netii Holdings, głównego konkurenta TP SA w telefonii stacjonarnej.
Deklaracja MSP
Wiele zależeć będzie — szczególnie ostatecznie wynegocjowana cena — od tego, jaką rolę w sprywatyzowanym już przedsiębiorstwie będzie chciał odgrywać Skarb Państwa. Można założyć, że pozostanie w tej spółce większościowym akcjonariuszem, a w najgorszym wypadku — jeśli sprzeda inwestorowi 35 proc. akcji — sam zachowa identyczny pakiet.
— Mamy sporo wątpliwości, czy Skarb Państwa będzie w stanie efektywnie współpracować z inwestorem strategicznym Telekomunikacji. Doświadczenia chociażby z Węgier i Czech pokazują, że zyski dla przedsiębiorstwa są o wiele wyższe, jeśli decydującą rolę gra w nim inwestor strategiczny, a rola Skarbu Państwa ogranicza się do minimum — twierdzili w opublikowanym w kwietniu tego roku raporcie analitycy Salomon Smith Barney.
Dla potwierdzenia tych obaw przypomnieli chociażby o konflikcie między polskim rządem a Ameritechem. W jego wyniku Amerykanie wycofali się z inwestycji w polski Centertel.
ZMIENIĆ MENTALNOŚĆ: Jednym z najważniejszych wyzwań dla inwestora strategicznego TP SA będzie zmiana mentalności zatrudnionych tam osób. Przede wszystkim zarząd spółki, ale również szeregowi pracownicy powinni zostać nastawieni prorynkowo, bo mimo dużego postępu w ostatnich latach, w firmie wciąż część osób myśli kategoriami biurokratycznymi. TP SA — choć wiem, że będzie to bardzo trudne — powinna pozbyć się również poczucia pozycji monopolistycznej — a co za tym idzie nie blokować konkurencji, wykorzystując przywileje, jakie daje im państwo, główny właściciel tej firmy. Inwestora czeka również przeprowadzenie głębokiej restrukturyzacji, w tym chyba najbardziej kłopotliwej — redukcji zatrudnienia. Nie ma wątpliwości, że firma ma zbyt wysokie koszty własne. Jeśli inwestorowi udałoby się je znacząco obniżyć, to mogliby na tym skorzystać abonenci. Firmę stać by było bowiem na wprowadzenie niższych taryf za połączenia. Liczmy również, że inwestor zrozumie, że TP SA nie może zrzucać odpowiedzialności za własne błędy i złe posunięcia na klientów i konkurencję — mówi Jan Guz z zarządu Netii Holdings. fot. Borys Skrzyński
PROBLEM Z WIZERUNKIEM: Jednym z najważniejszych — jeśli nie najbardziej istotnym — zadaniem inwestora strategicznego TP SA, będzie próba przebudowy wizerunku firmy w oczach opinii publicznej. Obraz spółki, mimo wprowadzonych ostatnio zmian, jest wciąż mizerny. To z kolei, w sytuacji kiedy na rynek wchodzi konkurencja, może tylko i wyłącznie poważnie zaszkodzić spółce. Inwestor ma trudne zadanie, a sam proces poprawienia tego wizerunku będzie bardzo kosztowny, ale jestem przekonany, że warto. Nowy właściciel TP SA powinien również szybko rozszerzyć zakres świadczonych przez firmę usług. Wiadomo, że potrzebna jest również restrukturyzacja zatrudnienia, choć nie jest to tożsame z redukcją. Sądzę, że wiele osób, które powinny stracić pracę, znajdzie zatrudnienie właśnie w nowych segmentach działalności spółki. Inwestor powinien również dobrze rozpoznać obszary, na których TP SA współpracuje i rywalizuje z innymi podmiotami z polskiego rynku. Na tej podstawie musi ułożyć poprawne, dobrze ukierunkowane relacje z tymi firmami. Dotychczas, nikt w firmie nie zmierzył się z tą kwestią — mówi Stanisław Piątek, profesor UW, specjalista od telekomunikacji. fot. Grzegorz Kawecki
KTO LEPSZY: Do końca 1999 r. MSP zdecyduje, czy Paweł Rzepka kierujący TP SA (od lewej) będzie współpracował z Michaelem Bon, prezesem France Telecom czy Edem Whitacre, szefem SBC. Obecnie więcej szans daje się Francuzowi. fot. ARC


