Francusko - polski taniec z Belvedere

Marcin Goralewski
opublikowano: 2009-05-15 05:59

Nasi wierzyciele grają z Polmosem Lublin i chcą bandycko nas przejąć — mówi szef Belvedere. Dziś jednym z wątków zajmie się sąd.

W czwartek wieczorem do Warszawy przylecieli Maurice Picard i Philippe Maitre, zarządca i pełnomocnik sądowy, którzy w lipcu ubiegłego roku we Francji wydali decyzję o ochronie Belvedere, procenta m.in. siódmej na świecie wódki Sobieski, przed wierzycielami. Dzisiaj w polskim sądzie gospodarczym odbędzie się pierwsza rozprawa upadłościowa spółki dystrybucyjnej Bellvedere — Domain Menada, jednej z sześciu krajowych firm z grupy (wobec wszystkich złożono podobne wnioski).

O wtórną upadłość wnosi The Bank of New York Mellon, powiernik grupy wierzycieli Belvedere. Ten sam, który jest stroną w postępowaniu francuskim.

"Niniejszym wnoszę o oddalenie wniosku The Bank of New York Mellon z uwagi na niedopuszczalność prowadzenia postępowania upadłościowego na podstawie (…) francuskiego kodeksu handlowego" — uważa Maurice Picard.

Sędzia twierdzi, że Belvedere jest objęte we Francji ochroną sądową, a nie postępowaniem likwidacyjnym, które zakłada jej wypłacalność wobec wierzycieli.

Dlaczego wierzyciele domagają się upadłości, wbrew — zdaniem Maurice'a Picarda — swoim interesom?

— To oczywiste. Wierzyciele prowadzą nieczystą grę i chcą za bezcen przejąć Belvedere — mówi Krzysztof Tryliński, dyrektor generalny Belvedere w Polsce.

Problemy spółki zaczęły się w ubiegłym roku. Do francuskiego sądu zgłosili się wierzyciele Belvedere. Złożyli wniosek o upadłość spółki, argumentowali, że złamane zostały warunki przyjęte przy emisji długu (floating rate notes).

— To prawda. Złamaliśmy jeden techniczny warunek. Skupiliśmy więcej niż 10 proc. akcji własnych. Nie było jednak jakichkolwiek problemów przy spłacie długu i odsetek — mówi Krzysztof Tryliński.

Problemy to odprysk kryzysu finansowego.

O co chodzi w tej bezprecedensowej batalii, gdzie tkwi prawdziwy problem dowiesz się z lektury piątkowego Pulsu Biznesu.