- Najbardziej prawdopodobny dla mnie scenariusz to kontynuacja hossy na metalach szlachetnych. Srebro powinno zachowywać się lepiej od złota - stwierdził Konrad Ogrodowicz, zarządzający funduszami w Superfund TFI, podczas webinaru zorganizowanego przez F-Trust iWealth w tydzień po tym, jak zaczęła się przecena metali szlachetnych.
Srebro przy tej okazji potaniało około 40 proc., co jest największą przeceną od pięciu lat. Spadek notowań złota był około 20-procentowy, porównywalny do przecen z lat 2003, 2006, 2021 i 2022. Wycena złota jest jednak wciąż o kilkanaście procent wyższa od tej u zarania 2026 r.
- Dla inwestora, który wyjechał na wakacje bez telefonu i innych źródeł dostępu do internetu, nic się nie stało. Na srebrze wygląda to podobnie, aczkolwiek dynamika ruchu jest o wiele większa – zaznacza Michał Kurpiel, wiceprezes F-Trust iWealth.
Konrad Ogrodowicz zakłada, że srebro podrożeje w tym cyklu koniunkturalnym do około 160 USD, a złoto w okolice 7,3 tys. USD. Maciej Kołodziejczyk, zarządzający Investorem Gold uważa, że jeszcze w 2026 r. cena złota znajdzie się w przedziale 5,3-6,3 tys. USD, wynikającym z prognoz Goldmana Sachsa i JP Morgana.
- Strukturalne zwiększenie popytu na złoto, z jakim mamy do czynienia od 2023 r., przekonuje, że w 2026 i 2027 r. złoto powinno rosnąć – twierdzi Maciej Kołodziejczyk.
Jeszcze trzy lata z Donaldem Trumpem
Maciej Kołodziejczyk przede wszystkim nie spodziewa się ograniczenia w zakupach złota przez banki centralne ze względu na kryzys zaufania do amerykańskiego dolara i – szerzej – amerykańskich instytucji. Zwraca też uwagę, że niższe stopy procentowe powodują brak wzrostu kosztu utrzymywania alternatywnych pozycji w kruszcu, a mając przed sobą jeszcze trzy lata kadencji Donalda Trumpa, trudno zakładać, że pozycje na rynku złota zaczną zamykać ci, którzy traktują je jako zabezpieczenie przed ryzkiem geopolitycznym.
- Wydaje się, że rys psychologiczny Donalda Trumpa nie pozwala stwierdzić, iż to ryzyko jakoś istotnie spadnie – twierdzi Maciej Kołodziejczyk.
Mając przed sobą jeszcze trzy lata kadencji Donalda Trumpa trudno zakładać, że pozycje na rynku złota zaczną zamykać ci, którzy traktują je jako zabezpieczenie przed ryzkiem geopolitycznym.
Zarazem sytuuje wzrost kursu złota w 2025 r. o 67,4 proc. na tale wydarzeń historycznych.
- Jeżeli nawiążemy do historii, to był to najlepszy rok dla złota wycenianego w dolarach od 1979 r., czyli od roku, w którym mieliśmy zarówno rewolucję irańską, jak i atak Związku Radzieckiego na Afganistan – przypomina zarządzający Investorem Gold.
Jego zdaniem przecena złota zapoczątkowana ostatniego dnia stycznia 2026 r. była pochodną tego, że dominującą motywacją stało się zajmowanie długich pozycji tylko dlatego, że kurs złota rósł w niedalekiej przeszłości.
- Można wskazać konkretną datę, kiedy cena złota zaczęła się odklejać od wartości uzasadnionej czynnikami fundamentalnymi. To 19 stycznia, czyli początek Światowego Forum Ekonomicznego w Davos – zwraca uwagę Maciej Kołodziejczak.
Jego zdaniem wzrost cen kruszcu do tego dnia był silnie uzasadniony wzrostem ryzyka geopolitycznego, wynikającego z interwencji militarnej Stanów Zjednoczonych w Wenezueli, a potem rozdmuchania sporów z europejskimi sojusznikami wokół Grenlandii.
Natomiast podczas wystąpienia Donalda Trumpa w Davos świat nie dowiedział się niczego nowego o paradygmatach polityki międzynarodowej Stanów Zjednoczonych, a temat Grenlandii został wręcz załagodzony. Można wiec było oczekiwać, że premia za ryzyko geopolityczne zawarta w cenie złota spadnie.. Tymczasem kurs kruszcu dalej rósł.
Po urealnieniu cen nie ma jednak powodów, by złoto dalej taniało, choć krótkotrwale może jeszcze spaść w okolice 4,6 tys. USD.
- Popyt na złoto nie maleje w tych segmentach rynku, które mają siłę cenotwórczą – uważa Maciej Kołodziejczyk.
Przemysł potrzebuje więcej srebra
Perspektyw spadku popytu na srebro nie dostrzega też Konrad Ogrodowicz. Zwraca przy tym uwagę na bardziej przemysłowy charakter tego metalu, przypominając, że jeszcze w 2021 r. branża fotowoltaiczna zużywała 88,9 mln uncji srebra. Według szacunków za rok 2025 popyt z tego sektora wzrósł do 195,7 mln uncji.
- Efektywność wykorzystania srebra w panelach fotowoltaicznych znacząco wzrosła, co znaczy, że na panel wykorzystuje się znaczniej mniej srebra niż kiedyś. Natomiast produkuje się więcej paneli, stąd popyt na srebro z tego sektora rośnie - wyjaśnia Konrad Ogrodowicz.
Dodaje, że opracowuje się nowy typ baterii do samochodów elektrycznych, o nieporównanie większej efektywności do obecnych ogniw, ale zarazem wymagającą 20-krotnie więcej srebra. Konrad Ogrodowicz zaznacza, że obecnie branża aut elektrycznych zgłasza popyt na około 25 mln uncji srebra rocznie, a gdyby przestawiła się na nowe baterie, wzrósłby on do około pół miliona uncji.
- Nie mówię, że jest to scenariusz bazowy, ale to scenariusz wzrostu popytu ze strony producentów samochodów w kolejnych latach. Nawet kilogram srebra do samochodu to nieznaczny koszt i każdy producent samochodów mógłby sobie na to pozwolić, jeżeli te baterie byłyby nieporównanie lepsze – dodaje Konrad Ogrodowicz.
Bagatelizuje przy tym informację o zajęciu przez Bian Ximinga, inwestora z Chin, krótkiej pozycji na srebrze o wartości 300 mln USD.
- 300 mln USD to nie jest duża kwota – ocenia Konrad Ogrodowicz.
