Funkcjonariusze IV RP słownie się pozagryzają

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-08-24 00:00

Drugi dzień obrad sparaliżowanego Sejmu przyniósł przebłyski normalności, objawiające się wynikami głosowań. Po hipernerwówce ze środy wyrażaliśmy — nieco na wyrost — obawy, czy anty-PiS-owskiej koalicji nie przyjdzie do głowy, w odwecie za betonową postawę marszałka Ludwika Dorna, zagłosować przeciwko udzieleniu rządowi absolutorium z tytułu wykonania budżetu w 2006 r. Ale na to głosowanie odbudowała się koalicja rządząca w ocenianym roku. Absolutorium przyjęto 230:200, przy 2 wstrzymujących się i 28 nieobecnych. Po jednej stronie znalazło się PiS z Samoobroną, LPR i kołami prawicowymi, po drugiej zaś — PO, SLD, PSL i dwaj posłowie niemieccy.

Wśród nieobecnych znajdował się premier Jarosław Kaczyński, który wczoraj dopiero wieczorem wrócił do Warszawy z urlopu. To postawa zdumiewająca — szef rządu przerywał sierpniowy urlop kilka razy z powodów ważnych tylko dla niego, a zrekompensował sobie ten czas akurat wtedy, gdy Sejm już się zebrał i gdy dosłownie z godziny na godzinę postępuje rozkład jego władzy. Symbolicznie ukarał krnąbrny parlament własną nieobecnością. Z drugiej strony — skoro bracia Kaczyńscy już zdecydowali o wyborach, to z ich punktu widzenia bardziej efektywne było wytyczanie w urlopowym spokoju ścieżki prawnej na wypadek, gdyby 7 września nie znalazło się co najmniej 307 posłów głosujących za skróceniem kadencji.

Wszystkie ważne sprawy państwa znajdują się w cieniu przybierającego coraz bardziej operetkowy wymiar słownej wojny dwóch filarów IV RP — usuniętego ministra Janusza Kaczmarka i trwającego ministra Zbigniewa Ziobry. Eskalacja śmieszności postępuje — wczoraj Ziobro prezentował swoje prawdy otoczony tłumem szefów służb siłowych. Słuchaczami prawd Kaczmarka byli zaś drugi dzień członkowie sejmowej komisji ds. służb specjalnych, w której pracę zaingerował zaniepokojony marszałek/likwidator Dorn.

Dzisiaj przedostatnie — przynajmniej taki jest plan — posiedzenie Sejmu obecnej kadencji się skończy, ale konwulsyjne drgawki będą wstrząsać wierchuszką aparatu władzy IV RP przynajmniej do 7 września, a pewnie i dłużej.