W nocy z soboty na niedzielę na ulicach Rzymu i pod rezydencją Silvio Berlusconiego Włosi świętowali zakończenie „ery bunga—bunga”. Włoski parlament spełnił ultimatum postawione przez premiera — zdecydowaną większością głosów (380 do 26) przyjął pakiet oszczędnościowy przygotowany przez rząd. Silvio Berlusconi dotrzymał słowa i niedługo po głosowaniu złożył na ręce prezydenta dymisję.
Po 17 latach na szczytach władzy (w tym 10 na stanowisku premiera — najdłużej od Benito Mussoliniego) ma odejść z polityki i zająć się biznesami, wycenianymi przez „Forbes” na 5,7 mld EUR (25 mld zł).
Pozorny przełom
Rząd Berlusconiego upadł, ponieważ w ostatnich dniach stracił większość w parlamencie. Nowym premierem ma zostać Mario Monti, ekonomista, były unijny komisarz do spraw konkurencji.
Ma stworzyć technokratyczny rząd, który będzie zarządzał państwem do wyborów parlamentarnych w 2013 r. Jego głównym zadaniem będzie wprowadzenie reform gospodarczych, które uspokoją rynki finansowe i obniżą dług publiczny Włoch, wynoszący obecnie 1,9 bln EUR (8,32 bln zł). Nowy rząd ma poparcie macierzystej partii Berlusconiego Lud Wolności, a także większości partii opozycyjnych. W sumie ma 506 na 630 głosów w niższej izbie parlamentu.
— Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko idzie w dobrą stronę. Obawiam się jednak, że w rzeczywistości tak nie jest. Problem zadłużenia Włoch pozostał, a wkrótce mogą pojawić się kolejne kłopoty, związane z wprowadzaniem reform. Choć Berlusconi był niepopularny, gwarantował przez długi czas stabilizację i był w stanie wprowadzić w życie dwa pakiety reform. Nowy rząd może nie mieć tej siły — ostrzega Marek Wołos, analityk TMS Brokers.
Włochy są obecnie największym zagrożeniem dla strefy euro. Wysokie zadłużenie i kryzys polityczny doprowadziły do tego, że włoski rząd musi rolować długi na morderczych warunkach. W ubiegłym tygodniu rentowności włoskich obligacji dziesięcioletnich przebiły barierę 7 proc. (w szczycie sięgnęły nawet 7,6 proc.).
Tak wysokie odsetki od nowego długu sprawiają, że rząd nie jest w stanie na dłuższą metę regulować zobowiązań. Grecja, Irlandia i Portugalia po dojściu do tego poziomu straciły płynność, opuściły rynek długu i przeszły na finansowanie z UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Włochy na taką kroplówkę nie mogą liczyć, bo potrzebowałyby zbyt dużo pieniędzy. Utrata płynności przez rząd w Rzymie mogłaby więc oznaczać niekontrolowane bankructwo kraju, katastrofę w sektorze bankowym i rozpad strefy euro.
— Z jednej strony, nie wyobrażam sobie Eurolandu bez Włoch. Z drugiej, nie wierzę, by Włochy mogły funkcjonować przy odsetkach od długu wynoszących 6-7 proc. Coś trzeba będzie wymyślić — uważa Jim O’Neill, szef Goldman Sachs Asset Management.
Świat czeka na działanie
Jak twierdzi Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X—Trade Brokers, możliwe są dwa scenariusze. — Pierwszy to bezpośrednie finansowanie włoskiego rządu przez Europejski Bank Centralny (EBC) albo przynajmniej zwiększenie programu skupu obligacji na rynku wtórnym. Drugi wariant to pakiet ratunkowy z MFW, który z kolei pożyczałbypieniądze w krajach BRIC, a może i w USA — twierdzi Przemysław Kwiecień.
Rząd Berlusconiego jest drugim zmiecionym przez kryzys. Dwa dni wcześniej w podobnych okolicznościach upadł rząd Jeorjosa Papandreu w Grecji (na rynkach nazywany G-Pap). Na czele nowego, również technokratycznego rządu ma stanąć Lucas Papademos (L-Pap), były wiceprezes EBC. Według opublikowanego w niedzielę sondażu MRB ma poparcie 75 proc. obywateli.
— Nie zobaczymy ożywienia gospodarczego na świecie, dopóki Europa nie rozwiąże swoich problemów. Formowanie się nowych rządów w Grecji i Włoszech może uspokoić rynki finansowe — oświadczył Barack Obama, prezydent USA.
Włosi oszczędzają
Pakiet reform przyjęty w sobotę przez parlament Włoch — zrównanie do 2026 r. wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65. roku życia, — wzrost VAT z 20 do 21 proc., — zamrożenie płac w sektorze rządowym do 2014 r., — specjalny podatek dla sektora energetycznego, — wzmocnienie kontroli skarbowej.