Od wtorku inwestorzy nie mają już wątpli- wości — papiery Ganta należą do obligacji podwyższonego (choć jeszcze nie najwyższego) ryzyka. Wskazuje na to spadek notowań obligacji poniżej ich wartości nominalnej. Ceny spadły do 97-99 proc. nominału w zależności od serii. Odbyło się to przy wyraźnie zwiększonych obrotach, nawet pięciokrotnie wyższych od średniej z ostatnich miesięcy. Na postawę inwestorów wpływa oczywiście zawartość raportu finansowego za drugi kwartał. Pojawiła się w nim nie tylko strata operacyjna i na sprzedaży, ale też poważne zastrzeżenia audytora. Spółka ma wysokie krótkoterminowe zobowiązania, które mają pokrycie w niesprzedanychmieszkaniach, ale nie w gotówce.
Skala transakcji wskazuje, że w handlu brali udział głównie inwestorzy indywidualni. Instytucjonalni po pierwsze nie mogliby wrzucić na Catalyst odpowiedniej liczby obligacji, nie wywołując małej paniki, po drugie są w szachu. Pierwsza instytucja, która odmówi Gantowi rolowania kredytów lub obligacji, może poważnie zagrozić płynności dewelopera i wywołać lawinowe konsekwencje. W tym roku Gant musi wykupić obligacje za 10 mln zł, w przyszłym za ponad 70, by wymienić tylko te, które są notowane.