Garncarze z Bolimowa

opublikowano: 09-04-2021, 14:15

W XIX w. w Bolimowie działało 20 warsztatów garncarskich, w których pracowało kilkudziesięciu rzemieślników. Zachował się jeden – prowadzony przez szóste pokolenie rodziny Konopczyńskich. Ceramikę tworzą od ponad 200 lat.

Tradycja:
Tradycja:
Białe naczynia zdobi z jednej strony kompozycja kwiatowa, a na drugiej namalowany jest stylizowany ptaszek siedzący na gałązce. Część wyrobów zdobiona jest również metodą flamerowania, czyli nanoszenia na siebie kolejnych warstw szkliwa, co daje efekt kolorowych zacieków – to techniki stosowane przez Konopczyńskich od początku XX w.
Krzysztof Jarczewski

Bolimów leży w środkowej Polsce, między Skierniewicami, Żyrardowem, Sochaczewem i Łowiczem. Prawdopodobnie to bliskość Łowicza miała wpływ na to, że na naczyniach wytwarzanych w bolimowskich warsztatach pojawiły się kwiaty inspirowane wycinanką i haftem.

Ptaszek na gałązce

Niepowtarzalne:
Niepowtarzalne:
Nie ma co liczyć, że ręcznie robione naczynia będą wyglądały jak praca maszynowa. Będą się odrobinę różniły od siebie, na tym również polega ich wartość – podkreśla Dorota Konopczyńska-Aftewicz z warsztatu garncarskiego rodziny Konopczyńskich..
K.Jarczewski

Glina jest ilastą skałą, o różnych kolorach i właściwościach. W XIX w. powszechnie dostępna w Bolimowie wypalała się na rudy kolor. Żeby wyeksponować wzory, na wierzchu była pokrywana zawiesiną białej gliny, tzw. angobą.

Wówczas warsztat rzemieślniczy mógł być dziedziczony tylko w linii męskiej, choć przy tworzeniu naczyń pracowały całe rodziny. Około 1839 r. Franciszek Konopczyński wżenił się w rodzinę garncarza Jana Walickiego, ojca dwóch córek. Później schedę przejął jego syn Jan, po nim – Walenty, Stefan i Jan. Po latach historia częściowo się powtórzyła – z prapraprawnuczką Franciszka, Dorotą (absolwentką historii), ożenił się Paweł Aftewicz (absolwent pedagogiki).

– Poznając przyszłą żonę, nie wiedziałem, że poznaję córkę garncarza. Przyjeżdżałem w odwiedziny do Bolimowa, pomalutku zacząłem się uczyć toczenia i wsiąkłem w glinę bez reszty. Już jako małżeństwo stwierdziliśmy, że chcemy zajmować się tylko tym – wspomina Paweł Aftewicz.

Dorota Konopczyńska-Aftewicz wskazuje, że historia wzorów, które pojawiają się na ich ceramice, jest związana z majoliką nieborowską.

– W 1881 r. książę Michał Piotr Radziwiłł otworzył manufakturę i zatrudnił do pracy garncarzy z Bolimowa, w tym mojego pradziadka Walentego. Zaś do zdobienia naczyń sprowadzano mistrzów z Włoch i Francji – opowiada.

Bolimowscy garncarze podpatrywali pomysły i techniki zdobienia ceramiki i zaczęli je przenosić do swoich pracowni. W latach dwudziestych XX w. Walenty i Stefan stworzyli wzór, który na naczyniach można zobaczyć do dziś.

Uwieczniony w glinie:
Uwieczniony w glinie:
Ptaszek, który kiedyś przysiadł na schnących naczyniach, to jeden z ulubionych motywów bolimowskich garncarzy.
K.Jarczewski

– Podobno w piękny słoneczny dzień garncarz zrobił dużo naczyń, wyniósł je na dwór, aby wyschły, i poszedł coś zjeść. Pod jego nieobecność przyleciał ptaszek, na jednych naczyniach przysiadł, inne zrzucił machnięciem skrzydeł. Gdy garncarz wrócił, zmartwił się zniszczeniami, ale postanowił uwolnić ptaszka z gliny, która oblepiła mu łapki i skrzydełka. Powiedział jednak: „Pamiętaj, zostaniesz z nami na zawsze, na naszych naczyniach”. I tak się stało – przytacza legendę Dorota Konopczyńska-Aftewicz.

Do dziś białe naczynia zdobi z jednej strony kompozycja kwiatowa, a na drugiej namalowany jest stylizowany ptaszek siedzący na gałązce. Część wyrobów zdobiona jest również metodą flamerowania, czyli nanoszenia na siebie kolejnych warstw szkliwa, co daje efekt kolorowych zacieków – to również technika stosowana przez Konopczyńskich na początku XX w.

Wypał

Precyzja:
Precyzja:
Grudka gliny, z której chce się utoczyć naczynie, musi trafić idealnie na środek koła garncarskiego. Bez tego proces się nie uda. Powstanie naczynie krzywe albo z nierównymi ściankami. Trzeba unikać gwałtownych, raptownych ruchów, nie można się denerwować – mówi Jan Konopczyński (politolog), ojciec Doroty Konopczyńskiej-Aftewicz, również garncarz.
K.Jarczewski

W 1914 r. wybuchła pierwsza wojna światowa. Niedaleko od Bolimowa, wzdłuż Rawki i Bzury, przebiegała linia fontu wschodniego. Konopczyńscy, zmuszeni do opuszczenia domu, pieszo poszli do Warszawy. Zdążyli zakopać na podwórku dwa wozy gotowych do sprzedaży garnków. Gdy wrócili w 1916 r., nie znaleźli nawet jednego. Z domu nie pozostała złamana deska. Gdy udało się im zebrać materiały, postawili dwuizbowy drewniany budynek z piecem garncarskim. Ten dom stoi do dziś, w nim prowadzone są warsztaty garncarskie, można zobaczyć pamiątki rodzinne, najstarsze naczynia i posłuchać historii o pracy garncarzy. Zachował się piec garncarski w kształcie kopuły znajdujący się między czterema ścianami, co skracało czas wypału do 20 godzin. Ostatni raz był używany w 1986 r.

– Garncarz zaczynał toczyć naczynia półtora miesiąca przed wypałem. W piecu mieściło się około 1,5 tys. naczyń średniej wielkości. Po załadowaniu wejście do pieca było zamurowywane, przez 20 godzin dokładano drewno do paleniska. Po dwóch, trzech dobach piec rozkuwano, naczynia można było malować, pokryć szkliwem. Potem były umieszczane w specjalnych osłonach przypominających doniczki z pokrywką, załadunek trwał około tygodnia. I można było zaczynać drugi wypał… – opowiada Dorota Konopczyńska-Aftewicz.

Ułatwienie:
Ułatwienie:
Obecnie garncarze korzystają z gotowych glin. Praca z nimi w dużym stopniu zapewnia powtarzalność technologiczną.
K.Jarczewski

Wypał w obecnie stosowanych piecach elektrycznych jest łatwiejszy – ich pracą steruje komputer. Teraz korzysta się z gotowych glin. Praca z nimi w dużym stopniu zapewnia powtarzalność technologiczną. Kiedyś glinę trzeba było wydobyć i swoje odczekać.

– Podobno taka glina po wydobyciu musiała poleżeć na powierzchni około 10 lat, by wysuszyło ją słońce, przewiał wiatr, zmoczył deszcz, śnieg, przemroził mróz, czyli by uległa procesom wietrzenia skał. Glinę do pracy trzeba było jeszcze przygotować, dolewając wody, szlamując, czyli cedząc przez sito, pozbijać drewnianym młotkiem, przekopać… – wylicza córka i wnuczka garncarzy.

Także dziś nie jest to praca dla niecierpliwych – naczynia powstają w około dwa tygodnie. Po wytoczeniu muszą wyschnąć, trafić do pieca, wystygnąć, po malowaniu i szkliwieniu powtórnie trafić do pieca. Glina nie lubi pośpiechu i nerwowości.

– Grudka gliny, z której chce się utoczyć naczynie, musi trafić idealnie na środek koła garncarskiego. Bez tego proces się nie uda. Powstanie naczynie krzywe albo z nierównymi ściankami. Trzeba unikać gwałtownych, raptownych ruchów, nie można się denerwować – mówi Jan Konopczyński (politolog), ojciec Doroty Konopczyńskiej-Aftewicz, również garncarz.

– Nie ma co liczyć, że ręcznie robione naczynia będą wyglądały jak praca maszynowa – wtóruje mu córka. – Będą się odrobinę różniły od siebie, na tym polega również ich wartość – na niepowtarzalności – podkreśla Dorota Konopczyńska-Aftewicz.

Warsztat w pandemii

Inspiracje:
Inspiracje:
Historia wzorów, które pojawiają się na ceramice bolimowskiej, jest związana m.in. z majoliką nieborowską. W 1881 r. książę Michał Piotr Radziwiłł otworzył manufakturę i zatrudnił do pracy garncarzy z Bolimowa, zaś do zdobienia naczyń sprowadzano mistrzów z Włoch i Francji. Garncarze podpatrywali pomysły i techniki zdobienia ceramiki i zaczęli je przenosić do swoich pracowni.
K.Jarczewski

Zwykle w sezonie pod warsztat podjeżdżało kilka autokarów dziennie z wycieczkami szkolnymi, odbywały się warsztaty, rodzina jeździła na targi, kiermasze. Pracownię odwiedzali turyści z 40 krajów. Teraz tego wszystkiego zabrakło. Naczynia jednak cały czas powstają, trafiają m.in. do kilku stale współpracujących sklepów, mają odbiorców indywidualnych. To również czas na nowe pomysły.

– W odpowiedzi na zainteresowanie klientów zaczęliśmy robić garnki rzymskie do pieczenia chleba. Pracujemy też nad technologią naczyń, w których będzie można gotować na ognisku. Takie garnki muszą być zrobione z innej gliny – specjalnie schudzonej piachem – i inaczej wypalane, aby nie pękały w kontakcie z ogniem – mówi Paweł Aftewicz.

Garncarze z Bolimowa robią też ceramikę na potrzeby filmów, m.in. „Faraona”, „Krzyżaków”, „Ogniem i mieczem”, „Wiedźmina”, „Pana Tadeusza”, „Zemsty”, a ostatnio do nowej wersji „Chłopów”, która ma mieć premierę w przyszłym roku.

– Praca z gliną jest wspaniała, bo zawsze tworzymy coś nowego. Ostatnim wyzwaniem było jajo, które później było wysadzane diamentami – z duszą na ramieniu je robiłem, ale rezultat był niespotykany – mówi z pasją garncarz.

Dużym wyzwaniem jest wydawałoby się prosta forma, jaką jest płaski talerz. Bywa jednak, że przy schnięciu lub wypalaniu pęka.

– Nasze naczynia są podtaczane, glina na dnie od zewnątrz jest częściowo wybierana, tam odciskane są pieczątki z sygnaturą. Trzeba uważać, żeby dno nie było zbyt cienkie – wyjaśnia Paweł Aftewicz.

Znak firmowy:
Znak firmowy:
Naczynia są podtaczane, glina na dnie od zewnątrz jest częściowo wybierana, tam odciskane są pieczątki z sygnaturą. Trzeba uważać, żeby dno nie było zbyt cienkie.
K.Jarczewski

– Musimy również pracować nad technologią, bo potrzeby klientów się zmieniają. Ludzie chcą myć naczynia w zmywarce, podgrzewać w nich potrawy w mikrofali. Dobrze, że z gliny można zrobić bardzo dużo kształtów – ogranicza nas tylko wyobraźnia – wtóruje mu żona.

Dorota i Paweł mają dwie nastoletnie córki Olę i Zosię, które próbują toczyć na kole garncarskim i… kontynuują kolejna rodzinną tradycję – działają w Ochotniczej Straży Pożarnej w Bolimowie.

– W warsztacie specjalizują się w malowaniu okazjonalnych naczyń, to bardzo dopracowane wzory. Jeżeli kiedyś zechcą kontynuować garncarską tradycję, to byłoby siódme pokolenie garncarzy – uśmiechają się rodzice.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane