W czasie pandemii rajstopy nie są towarem pierwszej potrzeby. Skutki spadku popytu wyraźnie czują ich producenci i dystrybutorzy. Od połowy stycznia największa z krajowych firm w branży, właściciel marki Gatta, chroni się przed wierzycielami po tym, jak sąd zgodził się na otwarcie postępowania sanacyjnego. W sanację weszły dwie spółki – Ferax, czyli właściciel marki Gatta, oraz należąca do niego i mająca bazę produkcyjną w tym samym mieście spółka Wola, skoncentrowana na asortymencie dziecięcym.
- Decyzja o ubieganiu się o ochronę przed wierzycielami i uruchomieniu postępowania sanacyjnego zapadła dosyć wcześnie - sytuacja spółek jest na tyle dobra, że można je wyprowadzić na prostą. Postępowanie restrukturyzacyjne to najlepsze rozwiązanie, chroniące przedsiębiorstwo w obliczu pandemii. Pozwala na prowadzenie rozmów z wierzycielami bez uszczerbku dla ciągłości biznesu i zmian w zarządzie spółki. Dzięki temu można uniknąć upadłości i ochronić miejsca pracy – uważa Patryk Filipiak, zarządca postępowania sanacyjnego w Feraksie i Woli, a jednocześnie doradca restrukturyzacyjny i prezes firmy ZFR.
Zadłużenie obu spółek wobec banków Santander i ING, a także dostawców, wynajmujących i strony publicznej przekracza 100 mln zł.
- Przygotowanie szczegółowego spisu wierzytelności jeszcze trwa. Skupiamy się na naprawie biznesu, w terminie trzech miesięcy powstanie plan restrukturyzacyjny. Mniej więcej za rok spółka będzie gotowa, aby uzgodnić z wierzycielami warunki układu. Nie widzimy zagrożeń dla funkcjonowania grupy – przychody pozwalają pokryć bieżące koszty działalności i płacić wynagrodzenia. Relacje z dostawcami są nadal dobre i spółka nie została odcięta od surowców, trzeba jednak zweryfikować i poprawić model działania obu firm – mówi Patryk Filipiak.
Kulminacja kłopotów
Danych finansowych za ostatni rok jeszcze nie ma, ale pandemia nie jest jedynym źródłem problemów Gatty, bo już wcześniej grupa notowała straty. W 2019 r. Ferax miał 238 mln zł przychodów, o 7,7 proc. więcej niż rok wcześniej, notując przy tym jednak 4,5 mln zł straty netto. Rok wcześniej na czysto stracono 9 mln zł, a ostatnie zyski pokazano w 2017 r.
Biznes Woli jest wyraźnie mniejszy – w 2019 r. było to 49 mln zł przychodów (z czego jedna czwarta pochodziła ze sprzedaży towarów Feraksowi, który zajmował się dalszą dystrybucją) przy 4,9 mln zł straty. W poprzednich latach balansowano na krawędzi rentowności.
- Pandemia znacząco utrudniła sytuację Gatty,. Właściciel marki już od jakiegoś czasu realizował plan naprawy, ale pandemia zastopowała organiczną odbudowę wyników. Z mojego punktu widzenia jest kilka kwestii strukturalnych, z którymi trzeba się zmierzyć - mówi Patryk Filipiak.

Jakie problemy trzeba rozwiązać? Zdaniem zarządcy to m.in. zbyt wiele indeksów produktowych w ofercie obu spółek, co sprawia, że proces produkcyjny jest bardziej skomplikowany. Do tego dochodzi równie skomplikowany model dystrybucji, prowadzonej w sklepach własnych, dzięki umowom z sieciami drogerii i marketów, za pośrednictwem hurtowników, na rynki eksportowe i – wreszcie – w ograniczonym zakresie w internecie.
- To chyba wszystkie możliwe sposoby dystrybucji. Strukturę organizacyjną trzeba uprościć, nie rezygnując z dochodowych kanałów sprzedaży, procesy wewnętrzne poprawić, wykonać pracę u podstaw. Moim zdaniem w grupie jest też spory niewykorzystany potencjał, choćby w marce Wola. Produkuje świetne skarpetki, a w jej rajstopkach chodziły chyba wszystkie dzieciaki w czasie PRL. Teraz firma potrzebuje odpowiedniego pozycjonowania oraz marketingu - mówi Patryk Filipiak.
Trudne negocjacje
Ferax zatrudnia około 1200 osób, a 400 pracuje w Woli.
- Z łącznej liczby 1,6 tys. pracowników mniej niż 300 zatrudnionych jest w sklepach, a reszta w dużym zakładzie produkcyjnym w Zduńskiej Woli, który mógłby działać w bardziej ergonomiczny sposób. Żeby była jasność – naszym priorytetem jest ochrona miejsc pracy, a postępowanie sanacyjne ułatwi osiągnięcie tego celu - mówi Patryk Filipiak.
Odrębną sprawą są negocjacje z właścicielami galerii handlowych, w których działają sklepy pod szyldem Gatta. Takich sklepów jest 150. Jest też ponad 30 placówek prowadzonych przez franczyzobiorców.
- Lockdown dotknął wszystkie firmy działające w galeriach, ale pierwszy - wiosną ubiegłego roku - nie był jeszcze najgorszy. Wprowadzono mechanizm umożliwiający zawieszenie pobierania czynszów, wiążąc to z wydłużeniem okresu umowy na dotychczasowych warunkach. Wtedy wydawało się to dobrym pomysłem, ale przy drugim i trzecim lockdownie stało się już jasne, że dotychczasowe warunki przestały być rynkowe, a zawieszanie umów i ich przedłużanie to w praktyce tylko przedłużanie agonii - uważa Tomasz Henclewski, pełnomocnik Fareksu w negocjacjach z wynajmującymi.
Postępowanie sanacyjne daje możliwość odstępowania od umów – w tym umów najmu – za zgodą sędziego komisarza.
- To otwiera Gatcie ścieżkę do rezygnowania z trwale nierentownych lokalizacji, co bez sanacji nie byłoby możliwe. Oczywiście wypowiadanie umów to absolutna ostateczność – nie chcemy straszyć wynajmujących, że albo dadzą nam wielkie rabaty, albo wyjdziemy z lokalizacji bez kar umownych. Mówimy jednak, jaka jest rentowność danego sklepu i jakie stawki czynszów dałyby nam pole do dalszego działania. Tam, gdzie nie dojdziemy do porozumienia, będziemy musieli zamykać sklepy – mówi Tomasz Henclewski.
Przedstawiciele spółki zapewniają, że sklepowe półki nie będą świecić pustkami, jak dzieje się często w przypadku sieci detalicznych w restrukturyzacji.
- O to często pytają nas przedstawiciele galerii handlowych. Ryzyka pustych półek nie ma, bo mamy własną bazę produkcyjną, nie sprowadzamy - jak inne marki na rynku - asortymentu z Azji. Zarówno sklepy stacjonarne, jak i sklep internetowy działają płynnie, codzienna sprzedaż oraz wysyłki są realizowane zgodnie z zamówieniami, konsumenci mają stały i swobodny dostęp do pełnej oferty produktowej, a także bez przeszkód mogą korzystać m.in. z prawa do reklamacji czy zwrotu zakupionego towaru – mówi Tomasz Henclewski.
Sytuacja rynkowa jest dla Gatty niekorzystna, abstrahując już od spraw finansowych, które są przyczyną sanacji. Popyt na rajstopy jest zdecydowanie mniejszy, bo po prostu dużo osób pracuje z domu i przy ograniczonej mobilności czy braku spotkań zawodowych rajstopy niszczą się znacznie wolniej niż normalnie. „Normalnie” może już nie być, bo po pandemii niekoniecznie wrócimy do takiego dress code’u, jaki obowiązywał przed. Dla firmy, która dużą część sprzedaży realizowała z tzw. wysp w galeriach handlowych, lockdowny były poważnym ciosem, a dodatkowo musi się ona zmagać z rosnącą konkurencją, walczącą cenowo. Gatta to jednak silna, dobrze odbierana marka, a świat na rajstopach się nie kończy. W czasie pandemii wiele firm wymyśliło się na nowo, modyfikując asortyment czy zmieniając kanały dystrybucji. Przy tak rozpoznawalnej marce można sobie wyobrazić mocniejsze wejście w inne niż rajstopy kategorie modowe, skierowane do kobiet.
Szukanie wsparcia
Zdaniem Patryka Filipiaka sanacja w Gatcie to tylko zapowiedź wielu takich procesów w najbliższych miesiącach.
- Wyniki spółek produkcyjno-handlowych oraz handlowych doznały mocnego uszczerbku w wyniku pandemii, co z kolei wpływa na relacje z bankami i możliwość uzyskania kredytów. Spodziewam się, że wiosną nadejdzie fala postępowań restrukturyzacyjnych. Minie wtedy rok od pozyskania przez spółki subwencji od PFR, czyli skończy się okres, w trakcie którego otwarcie restrukturyzacji wiązało się z koniecznością zwrotu pełnej kwoty wsparcia z tarczy – mówi Patryk Filipiak.
Właściciel marki Gatta jednak w znaczącej mierze nie skorzystał z tarczy PFR. W Systemie Udostępniania Danych o Pomocy Publicznej poza wielokrotnymi dotacjami od PFRON na zatrudnianie niepełnosprawnych pracowników jest tylko jedna gwarancja od BGK (na 8,8 mln zł) oraz trzy odroczenia płatności podatkowych. Dlaczego nie było większego wsparcia?
- Bardzo intensywnie staraliśmy się o dofinansowanie z tarczy antykryzysowej i tarczy finansowej PFR. Złożyliśmy wnioski i zaangażowaliśmy w tę sprawę duży zespół osób, w tym cały zarząd. Niestety, okazało się że wymogi biurokratyczne wobec dużych firm – a więc liczne zaświadczenia, oświadczenia itd. – były tak skomplikowane i wygórowane, że nie otrzymaliśmy żadnego dofinansowania – mówi Tomasz Henclewski.
Przedstawiciel grupy wskazuje m.in., że firmy ubiegające się o pomoc publiczną muszą składać oświadczenie banków, że zgadzają się one na priorytet egzekucji na rzecz PFR.
- Takie oświadczenia banków są praktycznie nie do uzyskania. Podobnych biurokratycznych problemów przy staraniach o dofinansowanie z tarczy mieliśmy kilkadziesiąt i niestety, mimo wielkiego zaangażowania, otrzymaliśmy odmowę właśnie z papierowych powodów. Wiemy, że tego typu problemy przy tarczy miało wielu dużych przedsiębiorców – mówi Tomasz Henclewski.
Teoretycznie rozwiązaniem dla grupy i marki mógłby być zewnętrzny inwestor, np. fundusz wyspecjalizowany w tzw. distressed assets, czyli aktywach zagrożonych upadłością.
- Być może będziemy rozpatrywali opcję inwestorską, ale wyłącznie z silnym partnerem, który znacząco wzmocniłby brand. Nie chodzi o to, by ktoś teraz kupił za bezcen spółkę, która wciąż jest liderem rynku rajstop w Polsce, a potem przeprowadził taką samą restrukturyzację, jaką teraz można przeprowadzić we współpracy z zarządem – mówi Patryk Filipiak.
Niewykorzystana pomoc
PFR potwierdza, że obie spółki z grupy wystąpiły najpierw o pożyczkę preferencyjną, której warunkiem otrzymania było wykazanie straty na poziomie EBITDA w okresie pandemii. Po due diligence wykazano jednak, że obie spółki w tym okresie miały zysk (w wyniku wejścia w sprzedaż maseczek), więc z tego instrumentu wsparcia skorzystać nie mogły. A z innych? Według PFR spółki zrobiły wiele, by pomocy… nie uzyskać.
„Zespół rozpoznający wnioski podjął starania, by sprawdzić, czy nie występują w spółkach potrzeby płynnościowe, by umożliwić im skorzystanie z pożyczki płynnościowej. W tym kontekście zespół transakcyjny zweryfikował prognozy przygotowane przez spółkę Ferax, które nie wykazały zapotrzebowania na gotówkę (prognozy zakładały jej dodatnie saldo przez cały okres 12 miesięcy prognozy). Z kolei Wola do dnia, w którym poinformowała PFR o rezygnacji z udziału w programie, nie przedstawiła spójnych danych finansowych, które pozwoliłyby ocenić zapotrzebowanie tej spółki na dodatkowe środki" - informuje biuro prasowe PFR.
PFR podkreśla, że wielokrotnie kontaktował się ze spółkami i wskazywał, jakie dane muszą zostać uzupełnione. Uzupełnione jednak nie zostały.
„Informacja o otwarciu postępowania sanacyjnego była dla PFR przykrym zaskoczeniem, szczególnie w przypadku spółki Wola, gdyż pojawiła się ona w momencie gdy PFR oczekiwał na zadeklarowaną przez spółkę aktualizację danych finansowych. W toku weryfikacji obu wniosków PFR nie wymagał od któregokolwiek ze wskazanych wnioskodawców żadnych danych, informacji czy zobowiązań, innych niż standardowe dla wszystkich procesów prowadzonych w ramach programu, i które powinny zostać pozyskane zgodnie z regulaminem i decyzjami Komisji Europejskiej zatwierdzającymi program" - informuje PFR.