Giełda dla mocno zapracowanych

KSA
opublikowano: 2008-09-02 00:00

Od wczoraj ranne ptaszki mogą handlować na warszawskiej giełdzie już od 9 rano. Szykuje się też rozwiązanie dla nocnych marków.

Od wczoraj ranne ptaszki mogą handlować na warszawskiej giełdzie już od 9 rano. Szykuje się też rozwiązanie dla nocnych marków.

Warszawska giełda dostosowuje się do standardów europejskich — pod takim hasłem rozpoczęła się wczorajsza sesja na GPW. Rynek akcji otworzył się o godz. 9.00, a instrumentów pochodnych — o 8.30.

— Rywalizacja o inwestorów jest coraz większa. Zrobiliśmy ważny krok w kierunku wzmocnienia pozycji GPW na rynku — argumentował decyzje o wydłużeniu sesji Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Specjaliści są jednak zgodni co do tego, że większe znaczenie dla rynku będzie jednak mieć decyzja o wydłużeniu handlu po południu. Planowane jest przesunięcie zamknięcia z 16.30 na 17.00 lub 17.30. Główny powód to możliwość zdyskontowania w większym stopniu informacji płynących zza oceanu, na wpływ których warszawska giełda jest bardzo podatna.

— Nie spieszymy się z decyzją, bo musimy m.in. wziąć pod uwagę to, co dzieje się na rynku pracy — mówi Ludwik Sobolewski.

Przedstawiciele domów maklerskich narzekają na brak rąk do pracy. Gdy sesja będzie dłuższa — będzie jeszcze gorzej.

— Weźmiemy też pod uwagę media — to, w jakim trybie pracują redakcje, o której godzinie zamykane są wydania. Zależy nam na tym, żeby pełne informacje o notowaniach były dostępne następnego dnia w gazetach — tłumaczy Ludwik Sobolewski.

Decyzja o tym, o której ostatecznie będzie się zamykać sesja, ma zostać podjęta do końca I kwartału 2009 r.

— Zmiana zostanie zapewne wprowadzona w życie w połowie przyszłego roku — mówi Ludwik Sobolewski.

Prezes przyznał jednak, że to może nie być koniec zmian na giełdzie. Zastanawia się bowiem nad uruchomieniem rynku „after hours”. Handel odbywałby się popołudniami i wieczorem.

— To bardzo wstępny pomysł. Nie przeszliśmy jeszcze z fazy zastanawiania się nad tym do myślenia o tym — wyjaśnia Ludwik Sobolewski.

Byłoby to rozwiązanie nie tylko dla zapracowanych indywidualnych graczy.

— Skorzystałyby na tym na przykład spółki, które mają azjatyckich inwestorów — argumentuje Ludwik Sobolewski.

Możesz zainteresować się również: