Głowa państwa szklanego sufitu nie przebije

05-08-2018, 22:00

Czas biegnie szybko, dzisiaj upływają trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy.

Kalendarzowym przypadkiem zaprzysiężony został w rocznicę wymarszu w 1914 r. z krakowskich Oleandrów 144-osobowej Pierwszej Kadrowej. W komentarzu z 2015 r. (tytuł przypominamy obok), nawiązywałem do symboliki 6 sierpnia. Orszak prezydenta był plutonem, ale po wyborach parlamentarnych z 25 października 2015 r. tzw. dobra zmiana błyskawicznie rozrastała się w kompanię, batalion, pułk, brygadę, dywizję,

korpus, armię… Powyborcze przejmowanie przez nowych władców aparatu centralnego oraz spółek skarbu państwa — to norma III RP. Natomiast zawłaszczanie do samego dna aparatu ścigania, służby cywilnej, wojska, mediów finansowanych z pieniędzy publicznych, obecnie sądownictwa, w perspektywie samorządu terytorialnego, a potem nawet… mediów prywatnych — to patologia.

Andrzej Duda rozsmakował się w konfiturach prezydentury — wizytach, przemowach, orderach. Głównym jego zadaniem, postawionym przez Jarosława Kaczyńskiego, było/jest ścisłe współdziałanie z matką partią, a przede wszystkim — potulne podpisywanie ustaw, w tym także forsowanych z oczywistymi zarzutami niekonstytucyjności. Pierwszy rok przebiegał pod tym względem wzorowo. Drugi też, ale zakończył się w lipcu 2017 r. szokującą prezesa niesubordynacją — jego wychowanek zawetował trzy ustawy, w tym o Sądzie Najwyższym oraz o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zimna wojna na górze została przygaszona, ale nie zapomniana. W trzecim roku Andrzej Duda nie miał żadnego wpływu na zmianę premiera. Osiągnął jednak sukces jako zwierzchnik armii, doprowadzając do wyrzucenia ministra Antoniego Macierewicza, przy czym w tej sprawie znalazł sojusznika w Mateuszu Morawieckim. Niedługo potem znowu załamał prezesa zawetowaniem tzw. ustawy degradacyjnej.

W tym kontekście trudno się dziwić, że tuż przed trzecią rocznicą Andrzej Duda poniósł największą klęskę prezydentury. Zaangażował cały swój majestat w referendum konstytucyjne, które chciał narzucić Polakom 10-11 listopada. Prezes wziął wreszcie odwet za weta i absurdalny projekt wyrzucił rękami wstrzymujących się od głosu 50 senatorów PiS. Wykorzystując pretekst fatalnej daty, wskazał niewdzięcznikowi miejsce w szyku. Referendum w koszu, ale wypada przypomnieć pewne pytanie. Otóż Andrzej Duda proponował w jednym z wariantów — licząc na jego zwycięstwo — by bezpośrednio wybierany prezydent RP zarazem był szefem rządu, na model amerykański. Tak silnie umocowany znajdowałby się przez pięć lat poza zasięgiem jakiejkolwiek osoby czy organu. Referendum miało być próbą przebicia tytułowego sufitu, rozpiętego nad wszelką władzą przez samozwańczo umocowanego powyżej prezesa. W obecnej Polsce nie jest to jednak możliwe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Głowa państwa szklanego sufitu nie przebije