Goch wystawia się na sprzedaż

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2005-03-15 00:00

Pomorski browar wstrzymał produkcję. W tym sektorze to nie pierwszy taki przykład. I nie ostatni.

Właściciel Browaru Goch z Bytowa szuka chętnego, który kupi jego warzelnię. Dopuszcza też możliwość produkcji zleconej przez zewnętrznego kontrahenta. Sam o miejsce na rynku już nie walczy.

— We wrześniu 2004 r. wyprodukowaliśmy ostatnią partię piwa, ale zakład jest gotowy, by wznowić działalność. Zostały maszyny, linia do produkcji piwa w beczkach, nawet wyposażenie letnich ogródków piwnych. Nam zabrakło już zapału do dalszej działalności — mówi Eugeniusz Woronowicz, prezes Browaru Goch.

Przyznaje, że fabryka ma kilkaset tysięcy nie ściągniętych należności, bo z płaceniem za towar bywało różnie.

— W ciągu dwóch lat produkcja małych warzelni, które współpracują ze stowarzyszeniem, spadła o 200 tys. hl, czyli o ponad 16 proc. To bardzo duży spadek. Sytuacja małych browarów regionalnych jest coraz trudniejsza. Jak wszystkie małe firmy w każdym sektorze, muszą stawiać czoła dużym graczom — mówi Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich.

W 2004 r. upadło co najmniej pięć lokalnych warzelni. Niektórym, jak browarowi Hetman z Krasnegostawu, brakowało kapitału na inwestycje, które uniezależniłyby go od podwykonawców. Firmę zjadły koszty. Więcej szczęścia miał browar Viktoria z Męckiej Woli.

— Znaleźliśmy dla zakładu nowego właściciela. Inwestor chce rozwijać zakład, ale raczej nie będzie kontynuował produkcji — mówi Tadeusz Kabalski, syndyk masy upadłościowej fabryki.

Andrzej Olkowski dodaje jednak, że mimo wysokiej akcyzy, dużej konkurencji i niepowodzeń niektórych browarów na rynku widać też pozytywne zjawiska.

— Do pierwszego sezonu przygotowuje się reaktywowany browar w Raciborzu. Nowy browar-restauracja zaczął też działać w Poznaniu — mówi szef związku browarów.