Nadzieja na dalsze wzrosty nie gaśnie. Jeśli WIG20 pokona 2317 pkt, może wybić się o kolejne 10 proc.
Gdyby nie słabsza druga część dnia, inwestorzy mogliby świętować wczoraj tegoroczny szczyt WIG20. Skończyło się tylko na rekordzie ustanowionym w trakcie sesji. Niestety, rozpędzony rynek wyhamował po południu, po publikacji wyników przez amerykańskich gigantów z sektora bankowego — Goldman Sachs oraz Citigroup.
— Po serii dobrych wyników spółek zza oceanu część inwestorów zaczęła realizować zyski. Nie ma w tym nic dziwnego, bo wcześniej były spore wzrosty. Wczorajsza słabsza sesja nie musi rozpocząć fali wyprzedaży. Przeciwnie — jestem optymistą przed kolejnymi sesjami — mówi Przemysław Kwiecień, główny analityk XTB.
Powodów do zmartwień nie ma po świetnych wynikach Goldman Sachs. Bankowy gigant z Ameryki znacznie poprawił zysk netto. W III kwartale wyniósł on 3,19 mld USD, czyli 5,25 USD na papier. Wynik okazał się lepszy od średniej prognoz analityków 4,24 USD. Amerykańscy komentatorzy informacje o wynikach spółki po III kwartale opatrzyli tytułami "Złoty kwartał Goldman Sachs". Dobrze zaprezentowało się także Citigroup, które zakończyło III kwartał stratą 27 centów na akcję. Prognoza mówiła o 29 centach na minusie.
Indeksom nie pomogły także wczoraj informacje o wzroście wartość indeksu NY Empire State, określającego perspektywy biznesu w okręgu nowojorskim w kolejnych sześciu miesiącach (znalazł się na poziomie najwyższym od 5 lat) oraz niższa od prognoz liczba nowych bezrobotnych w USA.
Atak na nowy szczyt
Mimo wczorajszych spadków,
wcześniejsze sesje tworzyły pozytywny obraz rynku. Indeksy w USA i Niemczech
jesienią biły już tegoroczne rekordy. Wczoraj na początku sesji indeks WIG20
ustanowił roczny szczyt intraday 2325,82 pkt, przez chwilę będąc powyżej 2317
pkt, czyli tegorocznego szczytu z zamknięcia.
— Początek tego tygodnia pokazał, że dobre wieści ze spółek z rynku amerykańskiego nie są jeszcze uwzględnione w cenach. Jest to szansa na zwyżkę. Jeśli amerykański sezon nadal będzie sprzyjał wzrostom, to WIG20 ma szansę wybić się co najmniej do 2500 pkt — mówi Marcin Kiepas, analityk XTB.
Analitycy podkreślają, że teraz nasza giełda może odrabiać straty w stosunku do rosnących ostatnio szybciej giełd w Niemczech i USA.
— Nasz rynek ostatnio stał w miejscu. Wybicie górą z tegorocznych szczytów byłoby sygnałem do powrotu na wzrostową ścieżkę, przynajmniej w krótkim terminie. Z analizy technicznej wynika, że zasięg ruchu można szacować na 300 pkt. Poziom docelowy to zatem 2550 pkt, pod warunkiem utrzymania się powyżej 2300 pkt. Jednak w horyzoncie średnioterminowym należy liczyć się z mocniejszą korektą — uważa Tomasz Manowiec, analityk BM BGŻ.
Bliskość tegorocznych szczytów i perspektywa ich pokonania wcale nie muszą być zwiastunem minihossy.
— WIG20 zbliżył się do tegorocznego szczytu, ale to nie oznacza żadnego rozstrzygnięcia dla rynku, na którym ścierają się dwie siły. Za jedną stoją słabsze, niż powszechnie oczekiwano, perspektywy odbicia w globalnej gospodarce. Przeciwwagą jest ogromny napływ środków na rynki wschodzące. W tej chwili bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest możliwość wystąpienia korekty optymizmu — mówi Marek Świętoń, wiceprezes Ipopema TFI.
Duży ciągnie małego
Za nami połowa października,
miesiąca, w którym większość sądziła, że giełda pogrąży się w przecenie.
Tymczasem na półmetku WIG20 zyskuje prawie 4 proc.
— Rynek jest przewrotny. Większość obstawiała w październiku spadki. Tymczasem na półmetku miesiąca mogą poczuć się rozczarowani —uważa Marek Świętoń.
Warte podkreślenia jest również to, że indeksy mWIG40 oraz sWIG80 są na minusie. Ale to może się zmienić.
— Zaskakujące jest to, że mimo dużych ofert PKO BP i PGE, WIG20 zachowuje się
dużo lepiej niż indeksy mniejszych spółek. Można przypuszczać, że ruch gigantów
pociągnie za sobą większe zainteresowanie mniejszymi, wśród których jest sporo
spółek z atrakcyjną wyceną —twierdzi Tomasz Manowiec.