U progu 2026 roku możemy z ulgą powiedzieć, że jest kilka spraw, którymi już nie powinniśmy się martwić. Najważniejsza z nich to inflacja: w grudniu spadła do 2,4 proc. rok do roku i nie ma podstaw, by przypuszczać, że zacznie przyspieszać. Spadek cen surowców i energii, słaby dolar, duża podaż towarów na światowych rynkach, brak presji płacowej w kraju - to najważniejsze powody, by na perspektywy tempa wzrostu cen patrzeć optymistycznie.
Inflacja spadła i nie wzrośnie, PKB przyspieszy, giełda daje zarobić
A skoro inflacja jest pod kontrolą, to i stopy procentowe powinny jeszcze spadać, choć polityka pieniężna niebawem przejdzie w stadium stabilizacji, co w zasadzie jest dobrym otoczeniem dla chcących zaciągnąć kredyt. Optymistycznie wyglądają również prognozy wzrostu gospodarczego. Kluczem do dalszego przyspieszenia mają być inwestycje. Polska stoi przed "górką inwestycyjną", a dodatkową motywacją będzie zbliżający się termin rozliczenia środków z Krajowego Planu Odbudowy. To wyścig z czasem i pytanie brzmi: czy rzeczywiście uda się przełożyć unijne miliardy na konkretne inwestycje w terenie w tak krótkim terminie? Jednak Polska pozostanie jednym z najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej, choć spodziewany wzrost PKB na poziomie 3,8 proc. nie jest tak spektakularny jak w latach 2006-2007.
W nowy rok w bardzo dobrych nastrojach wchodzą też inwestorzy giełdowi. Za warszawską giełdą najlepsze 12 miesięcy od blisko trzech dekad. Największą "rakietą" okazały się spółki Skarbu Państwa – kurs Orlenu wzrósł o ponad 100 proc., a KGHM o około 130 proc. Z perspektywy inwestora dolarowego indeks WIG-20 zanotował najlepszy wynik od 32 lat.
Finanse publiczne największym problemem
Optymizm studzą jednak poważne wyzwania, a do takich należy stan finansów publicznych. Ich perspektywy na rok 2026 stanowią jeden z najbardziej zapalnych punktów w prognozach. Sytuacja budżetowa pozostaje napięta, a średnia prognoz rynkowych wskazuje na deficyt sektora finansów publicznych na poziomie około 6,5 proc. PKB. Strategia rządu opiera się w dużej mierze na nadziei, że dynamicznie rozwijająca się gospodarka pozwoli krajowi naturalnie „wyrastać” z zadłużenia, jednak proces ten będzie zbyt powolny, by można było mówić o realnej konsolidacji fiskalnej. To będzie raczej „pełzająca” konsolidacja fiskalna. Przykład takiej pełzającej konsolidacji to zamrożenie progów podatkowych w sytuajci stale rosnących wynagrodzeń . Dane z 2024 roku pokazują, że już 7 proc. osób rozliczających się według skali podatkowej PIT wpada w drugi próg. To oznacza, że ze stawki 12 proc. podatku wpadają od razu w podatek 32 procentowy, naliczany od nadwyżki powyżej 120 tysięcy złotych dochodu rocznego. Dla nich to duży spadek płacy netto, dla budżetu dodatkowy dochód.
Równolegle narastają obawy dotyczące wiarygodności kredytowej Polski na arenie międzynarodowej. Agencje ratingowe, które już wcześniej ostrzegały przed skutkami wzrostu długu, w nadchodzących miesiącach będą dokonywać rewizji swoich ocen. Choć na ten moment krajowe banki, mimo 30-procentowej stawki podatku CIT, którą będą płacić w tym roku, wciąż wykazują gotowość do finansowania potrzeb pożyczkowych państwa poprzez zakup obligacji, to problem nadmiernego zadłużenia staje się coraz trudniejszy do zignorowania.
Plusy i minusy na nowy rok
W pierwszym odcinku w 2026 roku nie mogło zabraknąć stałej rubryki, czyli naszych plusów i minusów. W ostatnich dniach poprzedniego roku mieliśmy kilka publikacji danych, które się do naszego zestawienia idealnie nadają.
Pierwszym minusem są informacje o wskaźnikach dzietności w poszczególnych powiatach w Polsce. Wynika z nich, że kryzys demograficzny postępuje. Dane GUS wskazują, że w 90 polskich powiatach (blisko jedna czwarta wszystkich) wskaźnik spadł poniżej jednego. Przy braku zastępowalności pokoleń, gdy na dwoje rodziców przypada statystycznie tylko jedno dziecko, Polska stoi w obliczu długofalowej zapaści populacyjnej .
Drugi minus to kolejne nienajlepsze prognozy dla niemieckiej gospodarki. Niemcy, odbierające 20 proc. polskiego eksportu, znalazła się w strukturalnym martwym punkcie. Bundesbank ocenia potencjał jej wzrostu na zaledwie 0,4 proc. rocznie, co oznacza, że nasz najbliższy sąsiad de facto zakończył proces dynamicznego rozwoju ogólnego.
Wśród plusów poza bezprecedensowym wzrostem giełdowych indeksów mamy tym razem coraz bardziej udany pościg wschodnich regionów Polski za liderami w poziomie zamożności. Lubelszczyzna i Podkarpacie rozwijają się szybciej niż liderzy, jak Warszawa, chociaż dystans - różnica w wielkości PKB per capita - nadal jest bardzo duży. Ale wygląda na to, że konwergencja regionów postępuje.
