GPW: INWESTORZY BOJĄ SIĘ, ALE PŁACĄ

Bednarz Ewa, Grzeszczuk Robert
05-10-1999, 00:00

GPW: INWESTORZY BOJĄ SIĘ, ALE PŁACĄ

Zdaniem analityków, nie będzie panicznej wyprzedaży polskich spółek przez zagranicę

WIESŁAW ROZŁUCKI: Spadki na giełdzie są przede wszystkim efektem pogarszającego się od pewnego czasu nastroju wśród inwestorów. fot. Borys Skrzyński

Przyczyną dekoniunktury na giełdzie jest nie tylko pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna i słabe wyniki finansowe spółek, ale również niepewność związana z obecną sytuacją polityczną.

Utrzymująca się od kilku tygodni dekoniunktura na warszawskiej giełdzie jest wynikiem splotu kilku czynników. Giełdzie nie sprzyjają ciągle pojawiające się opinie o coraz gorszej sytuacji makroekonomicznej. Dane o narastającym deficycie obrotów bieżących, kłopotach ZUS, nasilającej się inflacji powodują, że kapitał zagraniczny szerokim kołem omija nasz parkiet. Wydaje się, że dopóki nie nastąpi jakaś wyraźna poprawa podstawowych wskaźników ekonomicznych, trudno będzie żądać od inwestorów większego zainteresowania notowaniami na GPW. Do tego dochodzą zaostrzające się napięcia polityczne, związane z kryzysem w koalicji rządzącej oraz wyniki samych spółek. Te są coraz gorsze. Nie widać też przesłanek, które mogłyby to zmienić.

Jest czy nie ma

Jednocześnie analitycy usiłują udowodnić wycofywanie się kapitału zagranicznego z polskiego rynku. Nie biorą tylko pod uwagę, że gdyby ich tezy za każdym razem były prawdziwe to jedynymi zainteresowanymi polskimi akcjami byliby rodzimi inwestorzy. Tymczasem, według badań przeprowadzanych na zlecenie GPW, udział zachodnich inwestorów obecnych na warszawwskim rynku jest taki sam jak polskich inwestorów indywidualnych. I proporcje te już od dwóch lat utrzymują się na zbliżonym poziomie, mimo rozmaitych zawirowań na rynku.

Kłopoty przed milenium

Dochodzi do tego jeszcze problem roku 2000, który sprawia, że do końca grudnia nie należy się raczej spodziewać wzmożonej aktywności inwestorów zagranicznych. Prawdopodobnie większość będzie wolała odłożyć plany inwestycyjne na początek przyszłego roku. Bez ich udziału wzrost notowań wydaje się mało prawdopodobny.

— Pozostają jeszcze towarzystwa emerytalne i dokonywane przez nie zakupy na rynku. Utrzymująca się nieciekawa sytuacja na GPW pozwala je jeszcze bardziej rozłożyć w czasie — uważa jeden z analityków.

Naczynia połączone

Według Wiesława Rozłuckiego, przyczyną deprecjacji kursów zdecydowanej większości akcji jest niepewna sytuacja w Nowym Jorku. Wysokie ceny akcji na Wall Street od dwóch lat budzą niepokój. Jeżeli dojdzie tam do załamania, to odbije się to na wszystkich giełdach, także naszej. Nerwowość panująca na tym rynku odbija się przede wszystkim na emerging markets, do których zaliczana jest również Polska. Na Węgrzech indeks BUX po czterech spadkach z rzędu zatrzymał się na najniższym od trzech miesięcy poziomie. Także praski PX oscyluje blisko swojego dwumiesięcznego minimum.

Lepszy nastrój

Mimo utrzymujących się spadków i małej aktywności na rynku inwestorów, pod koniec ubiegłego tygodnia wzrosły obroty. Najwyraźniej część inwestorów postanowiła utrzymujące się od dłuższego już czasu spadki wykorzystać do kupowania akcji. Zmniejszenie się podaży i wzrost popytu świadczy o niechęci do pozbywania się papierów, które uległy tak znacznej przecenie w ostatnim czasie. Potwierdzają to zarządzający funduszami inwestycyjnymi, którzy podczas okresu dekoniunktury postanowili dokonać przebudowy portfeli. Zła koniunktura na giełdzie jest również dobrym okresem dla inwestorów branżowych. Wielu z nich zdecyduje się prawdopodobnie na ogłoszenie wezwań do sprzedaży walorów spółek.

Optymizm i statystyka

Paniki wśród inwestorów nie potwierdza analiza tygodniowej statystyki podstawowego rynku akcji. Spadła wprawdzie średnia liczba zleceń, ale udział największych inwestorów sprzedających w obrotach giełdowych nie świadczy o wyprzedawaniu przez nich papierów. Oczywiście mogą oni rozbijać swoje zlecenia, aby nie powodować nagłych spadków kursów i jednocześnie znaleźć nabywców na swoje walory. Ale również udział średnich zleceń w zleceniach sprzedaży zwiększył się tylko nieznacznie.

Natomiast w ostatnim tygodniu o jedną trzecią wzrósł udział dużych zleceń w zleceniach kupna. Jednocześnie nie zmienił się udział dużych inwestorów w sprzedaży. Utrzymuje się on na jednakowym poziomie od początku września.

W trakcie panicznej wyprzedaży akcji zawsze wzrasta udział zleceń PKC. Zdesperowani akcjonariusze usiłują zamknąć pootwierane pozycje za wszelką cenę. Mimo wydawałoby się złych nastrojów, zlecenia PKC wśród inwestorów pozbywających się akcji utrzymują się na nie zmienionym poziomie, podczas gdy te same zlecenia cieszą się dużą popularnością wśród kupującyh. W ciągu ubiegłego tygodnia ich udział wśród nabywców akcji zwiększył się aż o 66,7 proc.

Nadzieja w PKN

Wydaje się, że rynek wierzy w poprawę notowań dzięki wprowadzeniu do obrotu akcji Polskiego Koncernu Naftowego. Może się jednak okazać, że na podgrzewaniu tej wiary się skończy. Notowania koncernów naftowych na innych rynkach emerging markets nie są ostatnio najlepsze. Stawia to zatem pod znakiem zapytania sukces oferty PKN. Wszystko jednak zależy od ceny. Ta musi zawierać dyskonto w stosunku do notowanych w tej części Europy innych firm z tej branży. W przeciwnym razie może być ją trudno uplasować na rynku. Niewykluczone, że tak jak sprzedaż 10-proc. pakietu KGHM Polska Miedź zostanie ona także przełożona na późniejszy okres. Podobnie, jak emisja Polimexu Cekop, którą w czwartym kwartale ma zamiar przeprowadzić Bank Handlowy, jeden z największych akcjonariuszy przedsiębiorstwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bednarz Ewa, Grzeszczuk Robert

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / GPW: INWESTORZY BOJĄ SIĘ, ALE PŁACĄ