GPW przywraca do łask stare indeksy

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-09-19 00:00

Z końcem 2014 r. znikną WIG50 i WIG250, a WIG30 nie doczeka się kontraktów terminowych. Rynek został wysłuchany, ale inflacja zmian nie budzi zachwytu

Nawet roku nie przetrwają indeksy małych i średnich spółek wprowadzone w marcu 2014 r. Prezesem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) był wtedy Adam Maciejewski.

FOT. MW

Ekipa Pawła Tamborskiego zdecydowała, że WIG50 i WIG250 dokonają żywota z końcem 2014 r. W grudniu 2014 r. nie pojawią się więc zapowiadane kontrakty na WIG50. Razem z nimi miały się pojawić kontrakty na wprowadzony we wrześniu 2013 r. nowy indeks blue chipów — WIG30. Tych pochodnych również nie będzie.

— Nadal będziemy liczyli WIG30 — deklaruje Paweł Tamborski, prezes GPW. WIG30 zostanie jednak zepchnięty w cień indeksu WIG20. Obecny zarząd GPW zdecydował, że wróci on do łask, tak jak jego mniejsi bracia — mWIG40 i sWIG80.

Nie jest pewne, czy zostanie przywrócony stary mnożnik kontraktów terminowych (10), czy też zostanie utrzymany mnożnik 20, wprowadzony w czerwcu 2014 r. Decyzja zapadnie po wygaśnięciu wrześniowej serii kontraktów. Tak samo jak kwestie indeksów, zarząd GPW konsultował to już z przedstawicielami rynku.

— Tu zdania były najbardziej podzielone — przyznaje Grzegorz Zawada, wiceprezes GPW.

Kontraktowy problem

Sytuacja na rynku futures to jedna z największych bolączek GPW. Udział pochodnych w przychodach GPW spadł w ciągu czterech lat z 19,5 do 5,3 proc. I nie był to wyłącznie wynik rozwoju innych gałęzi działalności. W drugim kwartale 2014 r. instrumenty pochodne przysporzyły GPW 3,7 mln zł przychodów. Cztery lata wcześniej było to 11,2 mln zł. By pobudzić handel kontraktami, GPW we wrześniu 2013 r. wprowadziła instrumenty z mnożnikiem 20. GPW liczyła, że wzrost mnożnika, a tym samym prawdopodobieństwa zysku lub straty, zwiększy skłonność inwestorów do zawierania transakcji na kontraktach.

Do 20 czerwca 2014 r. współistniały one jednak z instrumentami o mnożniku 10 i właśnie na tych koncentrował się handel.

— W kwestii atrakcyjności nowego mnożnika dla inwestorów zdania są podzielone. Ale sprawą pewną jest, że GPW jako spółka na tym straciła. Wolumeny handlu się nie podwoiły, a tym samym jej przychody spadły — komentuje Łukasz Jańczak, analityk Espirito Santo Investment Bank.

Jego zdaniem, samo przywrócenie do łask starej rodziny indeksów nie ma wpływu na biznes giełdy.

— Odczytuję tę decyzję jako wskazanie, że dla nowego zarządu GPW ważna jest komunikacja z rynkiem. Wyszło na to, że zmiany nie były uczestnikom rynku potrzebne i tworzenie na siłę czegoś nowego nie miało sensu. Działania poprzedniego zarządu GPW w tym zakresie nic nie wnosiły do biznesu giełdy, a zmusiłyby TFI do zmiany benchmarków — dodaje Łukasz Jańczak.

Niektóre TFI już jednak zmieniły benchmarki. W Union Investment TFI punktem odniesienia dla funduszu małych i średnich spółek jest np. WIG50. W związku z decyzją GPW fundusz będzie musiał ponownie zmienić swój portfel wzorcowy.

— Kwestia, która rodzina indeksów jest lepsza, jest dyskusyjna. Każda ma swoje plusy i minusy. Ale giełda powinna być instytucją zaufania publicznego i powinna być stabilnie zarządzana. Z indeksami mamy sytuację odwrotną. Są podejmowane decyzje, które potem są zmieniane — mówi Maciej Kik, zarządzający funduszem małych i średnich spółek w Union Investment TFI.

— Pochwaliłbym giełdę za to, że słucha rynku. WIG30, 50 i 250 lepiej odzwierciedlały podział rynku na duże, średnie i małe spółki. Ale z punktu widzenia benchmarków sytuacja wyglądała inaczej. WIG30 jest dobrym rozwiązaniem, bo WIG20 jest za bardzo skoncentrowany. Ale już sWIG80 jest trudno zastępowalny przez WIG250. W tym ostatnim jest za dużo spółek jak na benchmark i dlatego trudno go replikować — tłumaczy Rafał Janczyk, dyrektor ds. inwestycyjnych i współzarządzający funduszem małych spółek w Aviva Investors TFI.

Aviva nie powiązała dotychczas funduszu małych spółek z nowym indeksem.

Arbitrażyści odetchną

Zdaniem Waldemara Markiewicza, prezesa DB Securities i Izby Domów Maklerskich, przywrócenie do łask starego indeksu blue chipów niesie jednak same korzyści. Dla uczestników rynku, a pośrednio i dla samej GPW. — WIG20 jest płynny i znany inwestorom globalnym. A to oni generują połowę obrotów w Warszawie — podkreśla Waldemar Markiewicz.

Ekspert zwraca uwagę, że inwestorzy ci zabezpieczają też pozycje. W związku z tym przejście na kontrakty na WIG30 wiązałoby się z kosztami i zamieszaniem.

Trader z Londynu, robiąc arbitraż, musiałby operować na akcjach dziesięciu spółek więcej. Waldemar Markiewicz dodaje, że na kontraktach indeksowych oparte są różne produkty z datą zapadalności za rok-dwa. Nie da się ich wprowadzać, w sytuacji gdy WIG20 ma zniknąć, a na WIG30 nie ma jeszcze kontraktów. Poszerzenie listy blue chipów nie przyczynia się natomiast do zwiększenia pokrycia analitycznego spółek, które na tej liście się znajdują.

— Skład indeksu jest nieistotny. Analizujemy te spółki, które są płynne i duże, a z mniejszych te, które mają potencjał i cieszą się zainteresowaniem inwestorów — informuje Artur Iwański, dyrektor biura analiz rynkowych DM PKO Banku Polskiego.