Radosław Bodys, ekonomista londyńskiego Banku of America/Merrill Lynch, zwraca uwagę na fakt, że GUS pomylił się początkowo i pokazał nieprawidłowy wpływ poszczególnych elementów wzrostu, m.in. inwestycji, konsumpcji czy eksportu, na zmianę PKB. Następnie urząd się poprawił, ale zdaniem specjalisty, dane o wzroście PKB są przeszacowane.
„GUS podał, że wzrost w I kw. w stosunku do IV kw. osiągnął 0,4 proc., najwięcej w całej UE. Ale w zależności od wybranej metody, którą eliminuje się czynniki o charakterze sezonowym, można osiągnąć różne wyniki - spektrum zmiany PKB w I kw. w stosunku do IV kw. waha się od spadku o 0,7 proc. do wzrostu o 0,4 proc. Specyfikacja parametrów wyrównania sezonowego zastosowana przez GUS dała najwyższą możliwą wartość. A przykładowo gdyby dane wyrównać według metody stosowanej w USA, dałoby to spadek PKB w I kw. 2009 r. o 0,5 proc. w stosunku do IV kw. 2008” – uważa Bodys.
Ekonomista uważa, że zadziwiające jest, że „u wszystkich naszych sąsiadów PKB leci na łeb na szyję - w Rosji o blisko 10 proc., na Ukrainie o 20 proc., w Niemczech o niemal 7 proc., w Czechach o ponad 3 proc., a w Polsce rośnie”.
GUS-owskie dane o wzroście inwestycji w I kw. zdaniem specjalisty nie współgrają z informacjami od przedsiębiorstw, które już od IV kw. 2008 r. sygnalizują ograniczenie nakładów inwestycyjnych. „Może to sugerować, że grono firm, które wpadają do GUS-owskiego koszyka, nie jest do końca reprezentatywne dla całości gospodarki” – uważa Bodys.
Ekonomistę zastanawia również silna dynamika "finalnego popytu krajowego" (skorygowanego o zmianę zapasów), który według moich obliczeń wzrósł w I kw. o blisko 4 proc. „Wiadomo, że mierzenie PKB zawsze jest obarczone dużą niepewnością, ale w Polsce może nawet nieco większą niż w innych krajach” – stwierdził pracownik BoA/ML.
Zdaniem Radosława Bodysa, rewizja danych o wzroście PKB, zwłaszcza jeśli
chodzi o komponenty wzrostu, jest pewna. „Moim zdaniem, ryzyko takiej korekty
jest, i to raczej w dół”.