Hewlett i Packard: droga przez garaż

Agnieszka Ostojska-Badziak
opublikowano: 30-03-2007, 00:00

Jeśli masz garaż, rosną twoje szanse na biznesowy sukces. Idiotyzm? Nie, tylko powtarzająca się historia. Naturalnie — czasami.

B

Banalne równanie, opisane w tysiącach publikacji: Steve Jobs, Steve Wozniak = garaż = Apple = amerykański sen. Spełniony. We wcale licznych przypadkach. Jakoś mniej słychać na przykład, że genialny duet Apple’a de facto powtórzył drogę starszych kolegów — Billa Hewletta i Davida Packarda.

William Reddington Hewlett i David Packard spotkali się na uczelni w Stanford w 1930 r. Packard był typem studenta prymusa, a przy tym zapalonego sportowca: uwielbiał koszykówkę, a jego wyników w trójskoku latami nikt w szkole nie pobił. Jako 12-latek skonstruował pierwszy skomplikowany odbiornik radiowy, a w ogródku rodziców (ojciec — prawnik, matka — nauczycielka) od dawna jeździła już zbudowana przez małego Dave’a kolejka.

Ojciec Hewletta, znany fizyk zmarł, gdy Bill miał 12 lat. Wpłynęło to nie tylko na psychikę nastolatka, ale także na kondycję finansową rodziny. W szkole średniej nie miał rewelacyjnych wyników. Główną przyczyną była dysleksja — walczył z nią całe życie. Atuty? Niespożycie ciekawy świata i nieustannie szukający odpowiedzi, jak coś działa — tak opisywali go nauczyciele. Dyrektor szkoły zwrócił uwagę uczelni w Stanford na ten niebanalny umysł. I dzięki tej rekomendacji Hewlett został przyjęty.

Packard i Hewlett skończyli Uniwersytet Stanforda z tytułem inżyniera elektryka w 1934 r. Po finałowej ceremonii wybrali się na ryby w góry Kolorado. Wakacje. Od słowa do słowa: postanowili ulec namowom profesora Freda Termana i założyć własną firmę. Tyle że gospodarczy kryzys nakazał ostrożność. Bill miał kontynuować naukę na uniwersytecie w Stanford i w MIT, Dave dostał pracę w General Electric.

Packarda przydzielono do działu testowego. Nudził się niemiłosiernie. Podobnie jak w dziale transmisji radiowej (zamówienia dla armii). Satysfakcję znalazł dopiero w dziale lamp próżniowych. W 1936 r. w General Electric „szychta” kończyła się o godzinie 15. W wolnym czasie Hewlett pracował jako trener koszykówki. Lubił sport, a i parę dolarów też się przydało.

W 1937 r. Packard przejechał pół Stanów, by w Kalifornii spotkać się z narzeczoną Lucile. No i pogadał z Hewlettem o seryjnej produkcji: urządzeń medycznych i odbiorników o wysokiej częstotliwości.

Rok później Packard ożenił się z Lucile. By nie stracić posady, wziął jedynie wolny piątek: w podróż poślubną młoda para pojechała do Montrealu. W poniedziałek był z powrotem w General Electric. W końcu 1938 r. przyszła pora na definitywny krok: Packard wziął bezpłatny, bezterminowy urlop i pojechał z żoną do Kalifornii. Do GE już nie wrócił.

W styczniu 1939 r. przyjaciele zarejestrowali firmę. Nazwa? O kolejności liter (od nazwisk) zdecydował rzut monetą. Hewlett miał więcej szczęścia... W tym samym roku Hewlett poślubił Florę, z którą miał później pięcioro dzieci.

Dave i Lucile Packardowie wprowadzili się do domu 367 Addison Avenue w Palo Alto. Tuż pod bokiem zamieszkał Bill. Co dzień spotykali się w garażu Dave’a, zamienionym w inżynierskie laboratorium. Kapitał obrotowy firmy? 538 dol. (gotówka i używana wiertarka pionowa marki Sears-Roebuck).

Pierwszy produkt firmy to wynik badań Billa Hewletta: opornościowo-pojemnościowy oscylator dźwiękowy HP200A (służył do testów aparatury dźwiękowej; po raz pierwszy zastosowano lampę elektronową o zmiennej rezystancji). Oscylator dostał nazwę 200A, bo — jak mówił Dave Packard —wspólnicy chcieli być postrzegani jako firma z doświadczeniem. Następne produkty HP to analizatory: drgań harmonicznych i zniekształceń.

Pierwszy klient HP, Walt Disney, zamówił 8 oscylatorów HP 200B po 71,50 dol. za sztukę — do produkcji ścieżki dźwiękowej filmu „Fantazja”. W pierwszym roku spółka uzyskała 5369 dol. przychodów. Zatrudniała dwie osoby. HP powoli zyskiwał renomę. Początek II wojny światowej sprawił, że państwowe zlecenia na przyrządy elektroniczne zalały firmę. W drugim roku działalności HP przychody wzrosły niemal siedmiokrotnie. Przyjaciele wypłacili (sobie i pracownikowi: Barneyowi Olivierowi —koledze z uczelni) świąteczne premie: po 5 dol. Tyleż samo darowano organizacji dobroczynnej. Ale... Kraj potrzebował kadry oficerskiej i Bill Hewlett w 1941 r. dostał powołanie (służył do 1947 r.). Pod jego nieobecność Dave dobrał nowych pracowników. Licznych. Gdy Bill wrócił z armii, praca 111 osób przynosiła już rocznie prawie 900 tys. dol. Niebawem wspólnicy przekształcili firmę w spółkę. Prezesem został Dave, wiceprezesem — Bill.

Kolejny skok? W pierwszej publicznej ofercie sprzedaży akcji HP (6 listopada 1957 r.) cena wynosiła 16 dol. za akcję. Pracownicy z co najmniej 6-miesięcznym stażem otrzymali akcje na własność i mieli prawo uczestniczyć w programach zapewniających udział w kapitale firmy (opcje). 17 marca 1961 r. akcje HP po raz pierwszy pojawiły się na „wielkiej tablicy” Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych (NYSE), pod symbolem HWP.

Rok przed debiutem na parkiecie firma przeniosła się do nowej siedziby. Założyciele — w myśl zasady: zadowolony pracownik to efektywny pracownik — zadbali o komfort. Na usytuowanych na szczycie wzgórza 20 hektarach — prócz klimatyzowanych budynków biurowych i produkcyjnych — do dyspozycji pracowników oddano widokowe patio, rzutnię do rzutu podkową, boisko do siatkówki czy badmintona i stołówkę. Zewsząd widać było południową część Zatoki San Francisco.

Stopniowo Hewlett i Packard tworzyli własny styl zarządzania, nazywany dziś HP-way (czyli metodą HP): „zarządzanie blisko pracowników”. Założyli, że każdy chce dobrze pracować. Dlatego stawiali cele, ale wybór sposobu należał do podwładnych. Jako pierwsi wprowadzili u przełożonych „politykę otwartych drzwi” i ruchomy czas pracy. Już w latach 40. zdecydowali się na ubezpieczenia zdrowotne dla pracowników, co wtedy było posunięciem szokującym.

Nie zapomnieli też o społeczeństwie. Małżeństwa Hewlettów i Packardów powołały do życia fundacje dobroczynne, wspierające talenty, kształcące młodzież, pomocne potrzebującym — również poza USA.

Przyjaciele już w latach 60. powoli oddawali innym stery firmy. Nie bez kozery. W roku 1969 Dave Packard został zastępcą sekretarza ds. obrony (na dwa lata). Zreorganizował nieefektywne procesy i wprowadził usprawnienia w zaopatrzeniu armii. Według opinii Williama J. Perry'ego, sekretarza obrony USA, reguły te umożliwiły szybszą i tańszą modernizację armii. Po mianowaniu Dave zrezygnował z pracy w HP; funkcję dyrektora generalnego przejął Bill.

W roku 1972 Packard powrócił — ale na stanowisko szefa rady nadzorczej. W 1978 r. Hewlett zrezygnował ze stanowiska prezesa, ale pozostał dyrektorem generalnym. W dziewięć lat później porzucił też funkcję wiceprzewodniczącego rady nadzorczej HP.

Na emeryturze dwaj inżynierowie nie zasypiali gruszek w popiele. David Packard był m.in. prezesem Stowarzyszenia Emerytowanych Pracowników HP oraz The Monterey Bay Aquarium Research Institute czy też doradcą Fundacji Herberta Hoovera. Bill Hewlett słynął z działalności filantropijnej. Nie do podważenia są też jego zasługi dla nauki. Od Ronalda Reagana odebrał Presidential Medal of Science (najwyższe odznaczenie państwowe dla naukowca).

Byli aktywni do ostatka. 26 marca 1996 r. umarł Dave Packard, 12 stycznia 2001 r. odszedł drugi z założycieli HP, Bill Hewlett. Jak spuściznę pozostawili? Firmę rejestrującą średnio 11 patentów dziennie i umożliwiającą działanie 100 giełd walutowych i towarowych na świecie (w tym i NYSE). Firmę obecną w 170 krajach, zatrudniającą 150 tys. osób, z rocznymi przychodami na miarę budżetu niejednego państwa. Oferta HP obejmuje dziś infrastrukturę IT, globalne usługi informatyczne, systemy komputerowe oraz rozwiązania druku i przetwarzania obrazu. I nowoczesne notebooki, komputery PC, serwery, masowe pamięci...

Pozostał też drewniany garaż przy 367 Addison Avenue, który w 1987 r., jako miejsce narodzin firmy, zyskał status historycznego pomnika Kalifornii. Czy i Polsce doczekamy się kiedyś garażu-symbolu?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska-Badziak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu