Igła do wynajęcia

AGNIESZKA MAZUREK
opublikowano: 28-11-2008, 00:00

SoulStitch. Marka znana w londyńskim światku mody, ale odzieży z tą metką próżno szukać w sklepach. Choć właścicielka firmy — Monika Jakubiak — jest cenioną projektantką.

Polka współpracowała ze znanymi domami mody: Mulligan, Shelley Fox, Hussein Chalayan, Markus Lupfer, Daks, Jigsaw, Timothy Everest. Projektowała także dla Marks Spencer, Brora oraz studia Clements Ribeiro, które wybrało jedną z jej pierwszych sukienek dla Naomi Campbell (na okładkę angielskiego wydania magazynu "Elle").

Suknia Baronowej

A SoulStitch? Trzy lata temu Monika Jakubiak założyła firmę, by prowadzić warsztaty projektowania i szycia dla dzieci, osób niepełnosprawnych, studentów mody, a także — kursy dla projektantów. Dla uczestników tych spotkań moda to narzędzie porozumienia — zgodnie z założeniem projektantki, która uważa, że komunikacja i rozpalające inwencję poszukiwania stanowią istotę mody.

Jej podopieczni integrują się wokół zadania: projektowanie i szycie ubrań scala grupę, pomaga nawiązywać kontakty dzieciom i rodzicom, uczy, jak przezwyciężać trudności i planować pracę, by skończyć ją w wyznaczonym czasie. Uczestnicy warsztatów odkrywają w sobie talenty — nie tylko manualne, ale także mentalne: np. zdolności przywódcze, systematyczność, kreatywność. No i zdobywają umiejętności praktyczne.

— Najbardziej lubię pracę z dziećmi. Są otwarte na pomysły, potrafią okazywać uczucia i emocje — zarówno pozytywne, jak i zwątpienie czy złość. Warsztaty są dla nich nie tylko zabawą i sposobem spędzenia wolnego czasu. Uczą też, jak sobie radzić z negatywnymi emocjami — opowiada Monika Jakubiak.

To dzięki tej działalności pojawiła się Polsce — w 2007 r., gdy przyjaciółka, Agnieszka Tarasiuk, poprosiła ją o prowadzenie warsztatów w ramach projektu "Suknia Baronowej" we wsi Hieronimowo koło Białegostoku. Ten projekt miał m.in. szerzyć wiedzę historyczną, no i uczyć dzieci i młodzież twórczego myślenia. Monika Jakubiak zgodziła się na współpracę i znalazła sponsora. Do idei "Suknia Baronowej" przekonała paryski dom mody Chloé. Dziewczynki z biednej popegeerowskiej wsi uszyły suknie (inspirowane historią dworskiego życia, jakie toczyło się tam 70 lat temu) z podarowanych przez Chloé kosztownych tkanin. Stroje te dziewczęta ubrały na bal, wydany w zdziczałym parku, przystrojonym lampionami i wypełnionym muzyką klasyczną.

Maszyna w plecaku

Monikę Jakubiak spotykam rok później — w zamęcie finałowego pokazu mody w poznańskim centrum handlowym Stary Browar. Impreza wieńczy prowadzone przez nią — podczas Art Fashion Festival — ośmiodniowe warsztaty dla młodych projektantów.

Jakubiak — sympatyczna i komunikatywna — ubrana jest w miękkie dzianiny, artystycznie nałożone jedne na drugie. W Londynie odniosła sukces. Jak?

— Trzeba być zorganizowanym i pracowitym. Łączyć umiejętności rzemieślnika i twórcy. Przewidzieć, jakie tendencje będą wkrótce obowiązywały i mieć własny styl. Do tego twardo stąpać po ziemi — wylicza bez wahania.

Umiejętności jej matki, krawcowej amatorki, słynne były w Kościanie — rodzinnym miasteczku projektantki. Pasją zaraziła córkę — dwunastoletnia Monika projektowała i szyła ubrania dla siebie i rodziny. Dla ambitnej nastolatki Kościan stał się wkrótce za ciasny. Po maturze wyjechała do Warszawy, uzbrojona w teczkę z projektami i umiejętności krawieckie.

— W pierwszej połowie lat 90. w stolicy królowały dwie projektantki: Joanna Klimas i Teresa Seda. Dotarłam z projektami do Klimas. Zaproponowała mi pracę krawcowej w swej manufakturze. Nie miałam innego zajęcia, więc się zgodziłam — wspomina Monika Jakubiak.

Ciężka robota i brak perspektyw rozwoju sprawiały, że zaczęła wątpić we własny talent. Zmianę przyniosło przypadkowe spotkanie z Teresą Sedą.

— Opowiedziałam jej o rozczarowaniu, marzeniach i chęci wyjazdu do Londynu. Mocno poparła tę podróż. Z maszyną do szycia w plecaku pojechałam autostopem do Anglii. Był 1995 rok — opowiada projektantka.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

9 funtów za godzinę

Początkowo prawie nie mówiła po angielsku. Koleżanka, Angielka, dzwoniła do znanych projektantów i opowiadała o uzdolnionej Polce. Większość zaprosiła Jakubiak na rozmowę.

— W Clements Ribeiro stwierdzili, że jestem oryginalna i utalentowana. Zaproponowano mi pracę wolnego strzelca: 9 funtów za godzinę. Wiedziałam, że podstawowa stawka u innych projektantów wynosiła 15. Ale Polacy harowali wtedy za 2 funty. Pracę podjęłam od zaraz — wspomina Monika Jakubiak.

Opłaciło się. W następnym sezonie czołowi projektanci Londynu dzwonili do niej, proponując najwyższe wynagrodzenie. Dlaczego? Kreatorzy mają kilku pomocników. Sami nie daliby rady zaprojektować wszystkich ubrań do kolekcji złożonych z kilku linii. Współpracują więc z wolnymi strzelcami, projektującymi zlecone ubrania zgodnie z ideą kreatora. Monika Jakubiak odnalazła się w tej pracy. Poznała twórców, którzy mają takie samo jak ona spojrzenie na modę.

Kocha styl starej Anglii pomieszany z nowoczesną miejską modą pracujących ludzi. Najchętniej wykorzystuje jedwabie, wełny, kaszmiry, ale nie ucieka od nowoczesnych tkanin i dzianin. Pozostaje wielbicielką stylu vintage (dawne projekty legendarnych dyktatorów mody). Bardzo lubi ubrania zaprojektowane przez Barbarę Hulanicki dla kultowej w latach 60. londyńskiej marki Biba. Stroje Moniki Jakubiak są wygodne i całodzienne. W tych ubraniach można pójść do pracy, a wieczorem — do pubu. Projektantka nie lubi ostentacji ani marnotrawstwa. Uważa, że luksus to konsekwencja jakości: tkaniny, projektu i wykonania.

— Angielscy arystokraci naszywają łaty na przetarte rękawy tweedowych marynarek z wełny najwyższej jakości. Oczywiście nie dlatego, że nie stać ich na nowe. Po prostu: szkoda im pozbywać się porządnych rzeczy. To oznacza klasę — wyjaśnia.

Jest ucieleśnieniem tego stylu. Podczas finału pokazu mody w Poznaniu nosiła unikalną sukienkę z lat 60., projektu poszukiwanego w Londynie Ossie Clarka. Moda na styl vintage i powrót do lat 60., 70., i 80. sprawiły, że Jakubiak ma kalendarz gęsto wypełniony zamówieniami.

Uznanie, jakim cieszyła się w londyńskim świecie mody, zaowocowało propozycją objęcia pracowni w Saint Martins College of Art Design. Ona, która miała tylko polską maturę, uczyła, jak przygotować kolekcje dyplomowe.

— Mój brak formalnego wykształcenia nikomu nie przeszkadzał. Pracując w tak twórczym miejscu, zapragnęłam jednak uzupełnić wiedzę. No i skończyłam Saint Martins College of Art Design — podkreśla Monika Jakubiak.

Sukces po latach

Akcja "Suknia Baronowej" odbiła się szerokim echem w mediach. I przyniosła Monice Jakubiak inną jeszcze ofertę pracy w Polsce. Grażyna Kulczyk zaproponowała jej prowadzenie warsztatów dla projektantów podczas pierwszej edycji Art Fashion Festival. W 2008 r. Monika Jakubiak ponownie poprowadziła zajęcia w Starym Browarze.

— Utalentowana projektantka. Bardzo się angażuje w pracę z młodymi. Chce się dzielić wiedzą i czerpie z tego radość. To bardzo cenne, bo podczas długoletniej pracy w Londynie zyskała doświadczenie i nowatorskie spojrzenie na modę i sztukę projektowania. Urzeka skromnością, otwartością na zmiany i gotowością do realizacji najbardziej nietypowych projektów, jak choćby warsztaty w Starym Browarze — chwali projektantkę Grażyna Kulczyk.

W kilka godzin po zakończeniu poznańskich warsztatów Monika Jakubiak wyjechała do Londynu, by prowadzić tygodniowy kurs szycia dla dzieci i rodziców w Victoria Albert Museum w Londynie — jako dodatek do wystawy ubrań dziecięcych na przestrzeni wieków.

Co dalej?

— Coraz częściej myślę o powrocie do Polski. Jestem zachwycona energią kraju, zmianami... Widzę rosnące zainteresowanie ludzi modą, sztuką, warsztatami twórczego myślenia. Myślę, że mogłabym realizować tu wiele swoich pomysłów — uważa Monika Jakubiak.

Na pewno się uda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA MAZUREK

Polecane