Drzwi z mosiężną klamką wygładzoną milionami dotknięć nie ustępują łatwo. Ale kiedy już się uda wejść do Desy Unicum przy Marszałkowskiej w Warszawie, zapomina się o podlotkach, plotkujących w pobliskich kawiarniach, i o kikucie spalonej tęczy na placu Zbawiciela. Desa Unicum od środka to nie PRL-u czar, lecz urok sztuki przez wielkie „S”. Renomowany dom aukcyjny od lat ma ekspozycję na kilku piętrach gmachu, będącego wzorcowym okazem stylistyki MDM-u.

Pocieszenie z Abakanu
W gabinecie Juliusza Windorbskiego, prezesa spółki, jest to, co być powinno: sztuka wyzierająca z każdego kąta. Ci jednak, którzy spodziewają się antyków, chińskich waz, azteckich bożków i wczesnych Matejków, zawiodą się. Juliusz Windorbski jest zadeklarowanym wielbicielem stylistyki lat 60., kiedy swoje kilka minut artystycznego „wow!” miał m.in. Op-art, karmiący się łudzeniem ludzkich oczu iluzją, geometrią, kolorową trójwymiarowością.
— Dzięki profilowi naszej działalności mam dużą swobodę w urządzaniu gabinetu i to bezkosztowo, w końcu to dzieła z naszej oferty. Ważne, żebym czuł się dobrze, patrząc na otaczające mnie przedmioty — uważa Juliusz Windorbski. Na powitanie — zawieszone za plecami prezesa na wprost drzwi — okazałe płótno Victora Vasarely’ego.
Prace tego artysty kosztują nawet setki tysięcy dolarów. Jeśli znajdzie się kupiec na ten obraz, trzeba będzie poszukać zastępcy mistrza. Niedługo też z gabinetu szefa Desy Unicum wyniesie się zapewne rzeźba z brązu autorstwa Magdaleny Abakanowicz — wkrótce trafi na aukcję z ceną wywoławczą niemal 200 tys. zł. — Zanim jednak ten abakan powędruje na aukcję, chciałem, by i mnie trochę nacieszył i pocieszył — przyznaje prezes.
Kobro kusi
Siedzimy w wygodnych fotelach odkupionych od Muzeum Narodowego. Polska robota sprzed pół wieku — dzieło Powiatowej Spółdzielni Usług Wielobranżowych Węgierka z Przasnysza.
— Estetyka sprzed 50 lat do mnie przemawia, poluję na okazy z tamtych czasów. Jak na ten regał czeskiego projektanta czy biurko odkryte na aukcji w Sztokholmie — tłumaczy Juliusz Windorbski, ogarniając wzrokiem swój nie największy, lecz przytulny gabinet. Na parapecie przycupnęły kolejna rzeźba Abakanowicz i niezwykłe dzieło Katarzyny Kobro, awangardowej rzeźbiarki wysoko cenionej przez światowych marszandów. Na ścianach następni słynni Op-artowcy z polskim rodowodem: Wojciech Fangor i Julian Stańczak.
I dopiero po dłuższej chwili, gdy płótna się nieco opatrzą, widać… grzejnik, jakże współczesny i pozbawiony artystycznego zacięcia, bez harmonii lat 60. — Już od roku robię podchody, żeby mi go wymienili na coś stylowego — zżyma się gospodarz i po chwili szybko wylicza, że wyposażenie jego gabinetu mogłoby pójść na aukcji za ponad 1,5 mln zł. Grzejnik dorzuci gratis. &
Blaszana zagadka
Na albumie traktującym o kobiecych przyjaciołach — diamentach — stoi sobie zagwozdka. Niewielki blaszany słonik, którego stylistyka przypomina niektórym klimat twórczości Magdaleny Abakanowicz. Czy wyszedł spod ręki artystki i automatycznie wart jest okrągłą sumkę? — Na razie to enigma. Coś ładnie podanego, w ciekawej formie. Dostałem go ledwie wczoraj, trudno z miejsca oszacować, czy tę zagadkę da się w ogóle rozwikłać — zaznacza Juliusz Windorbski.
