Czytasz dzięki

Inspektorzy NIK muszą się spieszyć

opublikowano: 22-06-2020, 22:00

Do pierwszej tury wyborów prezydenckich pozostaje pięć dni, kampania w obszarze słownym zaostrza się dosłownie z każdą godziną.

Nietypowe będą najbliższe dwie doby, gdy Andrzej Duda zwinie występy krajowe i poleci po polityczne paliwo do Donalda Trumpa, który sam znajduje się w sytuacji wielkiej niepewności. Wśród masy kampanijnych absurdów koniecznie trzeba jednak odnotować wielki pozytyw — biegunową zmianę postrzegania przez Polaków wiarygodności wyborów 28 czerwca w stosunku do udaremnionej hucpy z 10 maja. Po wszystkich stronach sceny zniknęły głosy o niekonstytucyjności wyborów i braku legitymacji zwycięzcy, nawoływania do bojkotu etc.

Poprzednia specustawa przymuszała Pocztę Polską do odegrania 10 maja roli całkowicie jej obcej.
Zobacz więcej

Poprzednia specustawa przymuszała Pocztę Polską do odegrania 10 maja roli całkowicie jej obcej. FORUM

Nie znaczy to rzecz jasna, że procedura obowiązująca 28 czerwca nie ma błędów. Uniwersyteckie katedry podkreślają jej generalną ułomność — jeśli prawo wyborcze zostało w Polsce skodyfikowane, to forsowanie w tym obszarze chaotycznych specustaw zawsze będzie gwałtem na zasadach dobrej legislacji. I po akademicku mają świętą rację, co uzasadnię na konkretnym przykładzie. Kodeks wyborczy uregulował w art. 40 § 4 sposób zabezpieczania kart do głosowania przed podrabianiem — jest miejsce na postawienie oryginalnej pieczęci konkretnej komisji obwodowej oraz wydrukowanie odcisku pieczęci Państwowej Komisji Wyborczej (PKW). Specustawa z 2 czerwca zawiera natomiast w art. 7 taki ust. 3: „Na karcie do głosowania umieszcza się oznaczenie zapewniające autentyczność karty do głosowania. Nie stosuje się art. 40 § 4 ustawy Kodeks wyborczy”. Kilka wierszy dalej, w ust. 6, znajduje się jednak upoważnienie: „PKW określi, w drodze uchwały, wzór karty do głosowania, w tym sposób oznaczenia jej autentyczności”. Nietrudno się domyślić, jak PKW wykonała ową ustawową delegację: „Oznaczenie autentyczności karty do głosowania stanowi wydruk pieczęci PKW oraz odcisk pieczęci obwodowej komisji wyborczej”. A zatem koło wykonało obrót o 360 stopni i wróciło do wersji kodeksowej, tyle że jedynie uchwałą PKW.

Po co w ogóle PiS postanowiło wyrzucić w Sejmie drzwiami mądry przepis, który i tak oknem powrócił?

Wypada postawić także inne pytanie, tym razem opozycyjnej większości z Senatu — a czemuż nie podjęto nawet próby wniesienia w tym miejscu poprawki? Pierwsza izba podważyła wiarygodność wyborów, druga całkowicie zlekceważyła znaczenie przepisu. Przy czym intencja PiS była oczywista — trzymano się mrzonki, że może udałoby się 28 czerwca wykorzystać ponad 30 mln pseudokart wydrukowanych na 10 maja przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych nielegalnie, bo bez podstawy w Dzienniku Ustaw, chociaż… bardzo dobrej jakości. Mrzonka jednak się rozwiała, ale wcale nie dlatego, że na liście kandydatów nastąpiły dwie zmiany. Otóż cały nielegalny nakład z PWPW został za niemałe pieniądze powkładany do kopert w ponad 30 mln pakietów wyborczych, które obecnie magazynuje Poczta Polska. Czysto hipotetycznie — gdyby nawet nie zmieniła się lista kandydatów i PKW jakimś cudem zgodziłaby się na użycie kart bez odcisku jej pieczęci i dziennej daty wyborów — konieczna byłaby gigantyczna praca odwrotna. Szybkie wyjęcie ponad 30 mln kart z kopert, równe zapakowanie ich, dostarczenie do delegatur Krajowego Biura Wyborczego etc. to jednak całkowita abstrakcja. W każdym razie inspektorom Najwyższej Izby Kontroli, którzy przyjrzą się hucpie wyborczej sprzed 10 maja, w tym makulaturze zalegającej w pocztowych magazynach, wypada poradzić, by się pospieszyli…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane