Internet rzeczy można poskromić

Paulina KostroPaulina Kostro
opublikowano: 2016-08-23 22:00

Polacy boją się utraty kontroli nad urządzeniami, choć zaledwie 11 proc. z nich zdaje sobie sprawę z istnienia IoT.

Po raz pierwszy terminu internet rzeczy [ang. Internet od Things, IoT — przyp. red.] użyto już w 1999 r. Jego ogólna koncepcja polega na wykorzystaniu połączeń bezprzewodowych przez urządzenia codziennego użytku, które łączą się ze sobą bez ingerencji człowieka i wymieniają informacje ze sobą oraz globalną siecią.

W 2013 r. BusinessWire przewidywał, że do 2020 r. będziemy mieli do czynienia z 30 mld autonomicznych urządzeń podpiętych do cyberprzestrzeni. Dwa lata później wiele raportów wskazywało od 34 do nawet 50 mld. Obecnie do sieci są podłączone urządzenia z niemal każdej dziedziny życia. Można tu wymienić chociażby rozruszniki serca, których praca może być korygowana zdalnie przez lekarza, czy latarnie miejskie i sygnalizatory świetlne dostosowujące się do aktualnego natężenia ruchu. Potencjał rozwoju IoT potwierdzają prognozy Business Insider Inteligence — wartość rynku IoT w 2016 r. ma sięgnąć 200 mld USD, a w 2019 r. aż 600 mld USD.

Zhakowane IoT

Co ciekawe, zaledwie 15 proc. mieszkańców Europy rozumie, co oznacza pojęcie Internet of Things, dowiadujemy się z badania Samsung Electronics. Natomiast według raportu „Internet rzeczy w Polsce” zaledwie 11 proc. Polaków spotkałasię z owym terminem. Oznacza to, że większość krajan nie wie, jakie korzyści płyną z korzystania z IoT, ale także nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie zagrożenia to ze sobą niesie. Mimo to ponad 40 proc. Polaków boi się utraty swojej prywatności, a 34 proc. martwi się o możliwość braku kontroli nad urządzeniem. Obawy te są jak najbardziej uzasadnione, tym bardziej że większość producentów nie poświęca większej uwagi kwestiom bezpieczeństwa.

— Hakerzy mają wtedy po dwakroć ułatwione zadanie. Po pierwsze dlatego, że korzystając z techniki 0-day [czyli wczesnych ataków — przyp. red.], mogą wykorzystywać luki jeszcze niezałatane przez producenta, a po drugie — wielu producentów w ogóle nie stosuje technik zabezpieczających.

Potwierdził to jeden z badaczy Kaspersky Lab, któremu udało się bez większego problemu włamać do systemu sterującego latarniami ulicznymi dzięki wykorzystaniu technologii Bluetooth, ponieważ nie użyto tam żadnych technologii uwierzytelniających — mówi Alan Pajek, pomysłodawca aplikacji MPS Satellite, której zadaniem jest zdalny monitoring i zapewnienie bezpieczeństwa internetowego drukarek.

Odzwierciedleniem działań hakerów w przyszłości może okazać się gra „Watch Dogs”, wydana w 2014 r. przez studio Ubisoft. Możemy w niej wielić się właśnie w postać hakera Alana Pierce’a, który za pomocą smartfona potrafi zablokować przejazd przez most, odciąć całą dzielnicę od prądu bądź nawet pozbawić kogoś życia, rozregulowując jego rozrusznik serca.

Zabezpiecz się sam

Wybierając sprzęt do domu czy do biura, należy przyjrzeć się bacznie producentom i wybrać tego, który przykłada dużą uwagę do kwestii związanych z bezpieczeństwem danych. Szczególnie że o słabych zabezpieczeniach materiałów przechowywanych w „chmurach” mogliśmy się nie tak dawno przekonać, kiedy do internetuwyciekły poufne zdjęcia gwiazd, przechowywane przez nie w serwisie iCloud.

— Mamy świadomość, że niektóre elementy IoT nie gwarantują odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, dlatego na etapie wybierania rozwiązań zabezpieczających firmy muszą monitorować obecną sytuację, szybko reagować na pojawiające się zagrożenia i przewidywać, jak dana technika może rozwinąć się w przyszłości. Nie można sobie pozwolić na pozostawanie w tyle — mówi Łukasz Laskowski z firmy Ediko, specjalizującej się w zarządzaniu obiegiem dokumentów i informacji w firmie. Należy pamiętać, że tylko od stanu naszej wiedzy zależy to, jak bardzo bezpieczni jesteśmy.