Telegram ze Śląska: Jest ich trzech. Stop. Razem mają ponad 20 mln zł. Stop. Od dwóch lat bezskutecznie próbują kupić zdrową firmę z południa Polski. Stop.
Godzina 12.05, Ponderossa, restauracja w Katowicach, znana dobrze w śląskich kręgach biznesowych. Umówiłem się tutaj z brokerem inwestycyjnym, doradcą finansowym z Tychów, który skontaktował się z „PB” dwa tygodnie temu. Utrzymuje, że reprezentuje trzech śląskich biznesmenów, którzy chcą kupić kilka dobrze prosperujących małych lub średnich firm produkcyjnych z południa Polski. Próbują już prawie dwa lata i nic.
Pierwszy z nich jest deweloperem. Ma do wydania ponad 10 mln zł. Drugi prowadzi usługi finansowe i chce zainwestować 6 mln zł, a trzeci świadczy usługi budowlane i ma 4 mln zł wolnych środków.
— Moi mocodawcy nie interesują się byle czym. Nie chcą firm z problemami finansowymi, długami skarbowymi, w upadłości itp. — zaczyna doradca.
Biura matrymonialne
— Początkowo szukaliśmy zbywców w Ministerstwie Skarbu Państwa, w Agencji Rozwoju Przemysłu i na stronach syndyków masy upadłościowej, bo z masy upadłościowej można przecież wydzielić nieobciążoną część. Pytaliśmy też w samorządzie województwa — ciągnie broker.
I co?
— Nic. Województwo śląskie np. w latach 2004-05 miało wystawić na sprzedaż około 50 przedsiębiorstw. Wystawiło jedynie 19. Otrzymywaliśmy pisma, że niebawem lista zostanie ogłoszona i na tym się kończyło. Postanowiłem więc spróbować innej drogi — tłumaczy mój rozmówca.
Randka w internecie
W Polsce działa kilka serwisów internetowych, w których przedsiębiorcy zamieszczają oferty kupna-sprzedaży firm lub ich udziałów, m.in. w portalu Interia.
— Tam szukaliśmy. Obdzwoniliśmy też kilku znajomych na kierowniczych stanowiskach w firmach i bankach. Pytaliśmy, czy nie słyszeli o rozwijających się przedsiębiorstwach produkcyjnych, które potrzebują środków, by wejść na nowe rynki. Oprócz braku problemów finansowych, warunki były i są dwa — objęcie co najmniej 51 proc. udziałów oraz przychód roczny powyżej 10 mln zł — opowiada doradca.
Oferty pojawiły się m.in. z takich branż, jak produkcja aluminium, szkła gospodarczego, kotłów przemysłowych, był też producent frezarek, tokarek i obrabiarek, któremu skończył się kontrakt na dostarczanie sprzętu do Stanów Zjednoczonych oraz firma z branży high-tech.
— Okazało się jednak, że informacjom w nich zawartym bliżej do pobożnych życzeń właścicieli niż do prawdy. Problemy były różne. Od konfliktów właścicielskich po zastawy rejestrowe, komorników. Zdarzyło się, że przedsiębiorstwo miało tylko halę i pomysł — tłumaczy doradca.
Doszło nawet do sytuacji, że właściciel jednej ze spółek, mimo iż był zainteresowany sprzedażą — nie chciał wpuścić kupującego przedsiębiorcy do zakładu, bo twierdził, że ten może mu podkraść technologię.
Co na to eksperci
— Rynek fuzji i przejęć w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw ciągle jest mały, więc ze znalezieniem wystawionej na sprzedaż dochodowej spółki mogą być problemy. Ale nie dlatego, że takich w Polsce nie ma, tylko dlatego, że ich właściciele nie są zdecydowani na odcinanie kuponów — mówi Kamila Gujska, kierownik zespołu w biurze oceny ryzyka w Euler Hermes.
Jej zdaniem, właściciele, którym zaproponowano sprzedaż firmy, obawiają się takich transakcji także z powodu niedobrej opinii środowiskowej o przejęciach.
— Wiele przejęć odbywa się tylko po to, by wykorzystać rynkową renomę przejmowanego, nie mówiąc już o ewidentnych przekrętach — przyznaje Kamila Gujska.
Dariusz Karwacki, właściciel firmy Vilogic z Piaseczna, szukającej kontrahentów dla funduszy inwestycyjnych, banków i prywatnych inwestorów, zaleca cierpliwość.
— Szukanie wartej uwagi małej lub średniej spółki musi trwać. Jeśli chcielibyśmy wyciągnąć średnią, to do transakcji dochodzi zwykle w blisko rok do półtora od pierwszego spotkania i po około sześciu miesiącach od podjęcia decyzji o inwestowaniu. Choć do jednej z umów udało mi się doprowadzić w dwa miesiące — przyznaje Dariusz Karwacki.
Problemy pojawiają się nie tylko na etapie poszukiwań, bo w sektorze małych i średnich firm są spółki o niewiarygodnie dobrych wynikach. — Trudno przekonać właścicieli do transakcji. Nie wierzą oni w dobre intencje instytucji finansowych. Boją się też samej transakcji. Dlatego skuteczność pośrednika gra tu wielką rolę — dodaje szef Vilogica.
Wnioski
Z przytoczonej historii śląskich inwestorów i po prześledzeniu różnych badań, które stwierdzają ciągłą tendencję wzrostową rynku fuzji i przejęć w Polsce, oraz analizie wypowiedzi ekspertów i praktyków (patrz ramki) można wysnuć trzy wnioski.
- Kupienie dobrze prosperującej spółki z sektora małych i średnich przedsiębiorstw może okazać się czasochłonne, trudne, ale nie niewykonalne. Wiele zależy od sprawności brokerów.
- Jest biznes do zrobienia. Brakuje platformy wymiany sprawdzonych ofert kupna-sprzedaży małych i średnich firm. „Sprawdzonych” oznacza, że jeżeli napisane jest w ogłoszeniu: „mam do sprzedania niezadłużone przedsiębiorstwo przynoszące zyski i produkujące gwoździe”, to rzeczywiście przynosi ono zyski, produkuje gwoździe i nie ma długów.
- Jeżeli chcesz sprzedać dobrze prosperujące przedsiębiorstwo czy pozbyć się większościowych udziałów w spółce na południu Polski za nieco ponad 10 mln zł, bo np. chcesz zainwestować w inną działalność, przejść na emeryturę lub po prostu mieć święty spokój z pracownikami, urzędnikami skarbowymi i niewypłacalnymi kontrahentami, napisz maila na mój adres: [email protected], a podam namiary na przedstawiciela biznesmenów ze Śląska.
Okiem eksperta
Kupiłem...
W ubiegłym roku kupiliśmy za 2,4 mln zł warszawską spółkę WiedzaNet, która specjalizuje się w szkoleniach internetowych. Decyzja o poszukiwaniach dochodowej firmy zapadła na 10 miesięcy przed transakcją.
O WiedzyNet wiele wiedzieliśmy, korzystaliśmy jednak z firm doradczych. Dla zachowania poufności transakcji zatrudniliśmy firmę pośredniczącą, wyspecjalizowaną w transakcjach kapitałowych. Dzięki wykorzystaniu nie- znanego w branży pośrednika chcieliśmy zapobiec nieocze-kiwanym reakcjom konku- rencji.
Poprzedni właściciele WiedzyNet do dziś zarządzają firmą. Stworzyliśmy dla nich program specjalnych premii zależnych od wyników spółki, mają też pewne gwarancje zatrudnienia.
Grzegorz Rebajn członek zarządu katowickiego Spin
Okiem eksperta
...sprzedałem
Brytyjski Aegis Media kupił agencję za 31 mln zł. Zadzwonili do mnie rok przed transakcją i do dziś jest to jedno z szybszych przejęć, jakie udało się Aegisowi przeprowadzić. Dlaczego? Bo byłem przygotowany. Już kilka lat wcześniej zakładałem, że Hypermediom będzie potrzebny strategiczny inwestor. Dlatego zdobyliśmy certyfikat ISO, przygotowaliśmy nawet swoisty miniprospekt emisyjny. Rozmowy były żmudne, czasami gorące, w agencji trwał też pełny audyt — zarówno prawny,
jak i finansowy. Doradcy i prawnicy też trochę kosztowali.
Mieliśmy kilka innych ofert kupna agencji od funduszy inwestycyjnych, osób prywatnych czy z domów mediowych. Wybrałem najlepszą dla siebie i z punktu widzenia firmy. Wzmocnienie Hypermediów już przynosi wyniki. Ostatnio wygraliśmy m.in. dwa przetargi międzynarodowe.
Sławomir Stępniewski prezes Hypermedia CEO Isobar w Polsce