Małe firmy, aby konkurować z tuzami reklamy, muszą być sprytniejsze, bardziej pomysłowe i szybsze.
"Puls Biznesu": Za dużymi agencjami reklamowymi stoi renoma. Czy więc warto korzystać z usług małych agencji lokalnych?
Grzegorz Kosson, inspirujący strateg marki z agencji strategicznej Brand Development: David Ogilvy, najbardziej rozchwytywany czarodziej branży reklamowej, mawiał, że lepiej wybrać małą, startującą agencyjkę niż dużą i dobrze znaną. Bo ta pierwsza ma więcej pary. Myślę, że to prawda. Wielkim graczom czasem już się tak bardzo nie chce, a mali mają parcie na sukces.
Jakie atuty mają te mniejsze agencje?
Przede wszystkim są bardzo blisko rynku. Szybko dostrzegają pojawiające się na nim możliwości. Mają lepsze więzi z otoczeniem, znają ludzi, są istotną częścią swojej społeczności. Poza tym w mig podejmują ważne decyzje, bo nie muszą ich konsultować z ważnymi ludźmi w Warszawie, Londynie czy w Nowym Jorku.
Mogą też wygrywać ceną, ale mówi się, że jakość musi kosztować.
W małych firmach ta zasada niekoniecznie się sprawdza. Atrakcyjna cena wynika między innymi z pokory i szacunku dla możliwości finansowych klientów. Lokalne agencje nie odmawiają współpracy tylko dlatego, że budżet jest za mały. Raczej myślą o tym, jak efektywnie go wykorzystać, jak zrobić coś nietuzinkowego, mając skromne środki. Nic tak nie pobudza kreatywności jak lęk przed wypadnięciem z rynku.
Jakiś przykład siły regionalności?
Małe, lokalne browary i ich marki, na przykład Perła w Lubelskiem czy Królewskie w Warszawie. Świetnie sobie radzą dzięki lokalnym kampaniom. Duże ogólnopolskie marki, jak choćby Warka z kampanią "Uznanie w regionie", próbowały wejść na ich rynek. Ale natrafiły na zbyt duży opór, bo te marki regionalne są bardzo mocno zakorzenione w lokalnym krajobrazie.
Zdarza się, że mniejsi gracze przechodzą z okręgówki do pierwszej ligi?
Przykładem jest agencja reklamowa Just z Wielkopolski, która przebojem wdarła się na rynek warszawski. Dzisiaj jest liczącą się firmą ogólnopolską i obsługuje duże budżety, m.in. Żywca i Warki.