Jak imigracja podbija konsumpcję

opublikowano: 21-09-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Spadek realnych dochodów konsumentów ciągnie w dół popyt konsumpcyjny. Ale jednocześnie większa liczba ludności w kraju podtrzymuje wielkość zakupów.

Tak wynika z najnowszych danych o sprzedaży detalicznej w Polsce. Dobrze sprzedają się głównie towary pierwszej potrzeby – żywność, kosmetyki, ubrania. Gorzej natomiast dobra trwałe, takie jak meble czy sprzęt RTV/AGD. To zjawisko widać już od paru miesięcy i sierpień przyniósł jego kontynuację.

W sierpniu sprzedaż detaliczna wzrosła o 4,2 proc. rok do roku, po wzroście o 2 proc. w lipcu. Te dane wskazują, że popyt konsumpcyjny ogółem trzyma się nieźle. Oczywiście nie widać w tych danych większości usług (w sprzedaży detalicznej zawarta jest sprzedaż towarów oraz usługi gastronomiczne), ale jest to duża część zakupów konsumentów.

Patrząc bliżej na trendy w wielkości sprzedaży, można wyróżnić kilka ciekawych trendów. Na wykresie pokazuję wolumeny sprzedaży, a nie dynamiki roczne, aby lepiej uwidocznić zmiany postępujące z miesiąca na miesiąc.

Przede wszystkim widać, że choć dynamika sprzedaży wciąż jest niezła, to inflacja ograniczyła wielkość zakupów. W ujęciu rocznym sprzedaż rośnie, ale od czerwca jej wolumen jest słabszy. Mamy zatem do czynienia z efektem kurczących się dochodów ludności. Przypomnę, że od czerwca realne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw notuje ujemną dynamikę.

Ponadto widoczne jest ograniczenie wydatków na dobra trwałego użytku, czyli meble i sprzęt RTV/AGD. Wynika to zarówno ze spadku realnych dochodów, jak też z prawdopodobnego przesuwania wydatków z towarów w kierunku usług.

Jednocześnie bardzo solidnie trzyma się sprzedaż towarów FMCG – żywności, kosmetyków – a także ubrań. Jest to prawdopodobnie efekt napływu imigrantów z Ukrainy. W marcu pisałem w tekście pt. „Nadchodzą strukturalne zmiany w konsumpcji”: wzrośnie zapotrzebowanie na dobra pierwszej potrzeby, a osłabi się popyt na dobra dyskrecjonalne, czyli zaspokajające potrzeby wyższego rzędu. I to się teraz dzieje.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno ciekawe zjawisko – załamanie sprzedaży paliw. Jest to oczywiście efekt bardzo wysokich cen. Pokazuje to, jak konsumenci potrafią szybko dostosować swoje zakupy w reakcji na sygnały cenowe. Gdybyśmy pozwolili w Polsce cenom prądu wzrosnąć znacząco, obserwowalibyśmy również dużą redukcję popytu i tym samym wzrost oszczędności energii. Oczywiście nie w takim stopniu jak w przypadku paliw, bo elastyczność popytu na energię jest mniejsza niż na paliwa. Ale cena jest kluczowym sygnałem informującym o konieczności ograniczenia zakupów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane