Siedem godzin miesięcznie i trzy tysiące złotych rocznie — tyle z powodu korków tracą średnio kierowcy. O ich czas i pieniądze można powalczyć, wdrażając nowe technologie. Ale muszą być dobierane z głową. W przeciwnym razie po polskich aglomeracjach nadal będziemy jeździli w ślimaczym tempie.

— Zdarza się, że samorządy wprowadzają wiele nowinek, które mają ułatwiać życie i usprawniać jazdę, ale jeszcze bardziej komplikują sytuację. Taki scenariusz to konsekwencja braku analizy. Za przykład niech posłużą przyciski dla pieszych. Ich instalacja na każdym bez wyjątku skrzyżowaniu opóźnia ruch, zamiast go upłynniać — uświadamia Przemysław Wojtkiewicz, dyrektor linii smart city w spółce Integrated Solutions (IS), należącej do grupy Orange.
Zarządzanie falą
Chcemy jeździć bezpieczniej i szybciej, zużywać mniej paliwa i obniżać emisję dwutlenku węgla. Temu celowi służą inwestycje w infrastrukturę drogową i teleinformatyczną. A jednak często trudno się nie zastanawiać nad sensem takich innowacji jak czujniki w asfalcie, tablice informujące o warunkach jazdy czy kamery na skrzyżowaniach. Kiedy nowoczesne systemy sterowania ruchem mają szansę spełnić swoją rolę?
— Uruchomienie kolejnych urządzeń lub aplikacji nie przyniesie spodziewanych rezultatów, jeśli wcześniej nie wdrożymy odpowiednich mechanizmów, analizujących natężenie ruchu drogowego w czasie rzeczywistym — mówi dyrektor Wojtkiewicz.
W odkorkowaniu aglomeracji mogą pomóc rozwiązania klasy ITS, czyli inteligentne systemy transportowe, które pozwalają zbierać i przetwarzać bieżące informacje o wszystkich zdarzeniach, które mają wpływ na ruch w mieście. Dla przedstawiciela IS wzorcowy pod tym względem jest Stuttgart, w którym działa Centrum Zarządzania Ruchem, wspólna inicjatywa służb miejskich, medycznych, policji, zarządu dróg i operatorów transportu zbiorowego.
— Szacuje się, że dzięki centrum codziennie udaje się ograniczyć długość korków o około 20 kilometrów i skrócić opóźnienia autobusów o połowę — wskazuje Przemysław Wojtkiewicz.
Nowa droga
Tradycyjne systemy opierają się na danych historycznych, szacunkach średniego ruchu w konkretnym miejscu o określonej porze i narzuceniu kierowcom cykli świateł zielonych i czerwonych. Wkrótce jednak światła drogowe będą się dostosowywały do warunków na drogach. Producenci wdrażają już rozwiązania V2V (vehicle- -to-vehicle), w których samochody komunikują się z sobą. Ostatnim krzykiem mody są technologie V2X (vehicle-to- -everything), które umożliwiają pojazdom „rozmowę” z całą infrastrukturą drogową. Montaż nadajników i czujników zdalnie komunikujących się z sobą i pojazdami pozwoli zdobyć nową wiedzę, którą algorytmy „przerobią” na dyspozycje optymalizujące zarządzanie ruchem.
— Jeśli kierowcy będą korzystali z nawigacji, system odgadnie, dokąd konkretny pojazd zmierza. Światła automatycznie dostosowują się do sytuacji w danym miejscu, biorąc także pod uwagę ruch w innych częściach miastach. Wyeliminuje to sytuacje, gdy światła tworzą zieloną falę, a nie ma aut z niej korzystających, zaś na prostopadłych ulicach tworzą się korki — opisuje Marcin Maroszek, menedżer działu marketingu w spółce Emapa. Ruch będzie sprawniejszy, zatory rozładowane, emisja spalin zmaleje, straty paliwa także, czas dojazdu do pracy i z powrotem się skróci. Science fiction? Niekoniecznie. Programy pilotażowe, np. w Dreźnie, już są realizowane.
7godzin Tyle czasu średnio co miesiąc traci polski kierowca, stojąc w korkach...
3 tys. zł ...a tyle wynoszą jego roczne straty finansowe.
7godzin Tyle czasu średnio co miesiąc traci polski kierowca, stojąc w korkach...
3 tys. zł ...a tyle wynoszą jego roczne straty finansowe.
