Jak Tauron komputery kupuje

opublikowano: 26-01-2016, 22:00

Energetyczny gigant chce kupić sprzęt za 27 mln zł. Wskazuje trzy konkretne marki, bo przetarg jest niepubliczny

Do 29 stycznia 2016 r. grupa Tauron czeka na oferty w niebagatelnym przetargu na sprzęt komputerowy. Sama szacuje jego wartość na 27 mln zł netto. Chce kupić m.in. 4,7 tys. desktopów, 3,9 tys. laptopów i tyle samo stacji dokujących oraz 5,8 tys. monitorów. Jednak z góry zastrzega, że sprzętu innych marek niż Dell, HP i Lenovo nie kupi.

Zaprotestował już Piotr Leśniak, współwłaściciel spółki PRZP Systemy Informacyjne. Wysłał list do Remigiusza Nowakowskiego, prezesa Tauronu Polskiej Energii.

„Nie istnieją na rynku programy komputerowe, aplikacje czy systemy, które współpracują jedynie z markami Dell, HP czy Lenovo” — czytamy w korespondencji. Z treści listu wynika, że PRZP chciałoby stanąć do przetargu z komputerami polskiej produkcji. W rozmowie z „PB” autor dodaje, że specyfikacja zasilaczy wskazuje, że na kontrakt ma szansę tylko jedna z marek wymienionych w specyfikacji. — Ograniczenie konkurencji w tym przetargu aż w oczy kole — podkreśla Piotr Leśniak.

Nie jest jedynym, który domaga się wyjaśnień. List do Tauronu wysłał też Asustek Computer. W regionie obejmującym Europę, Bliski Wschód i Afrykę ma 8,2 proc. udział w rynku komputerów, wobec np. 10,1 proc. Della, który do przetargu został dopuszczony.

— Jesteśmy nowym graczem na rynku korporacyjnym, a nie ma co ukrywać, że niektóre firmy wciąż żyją strukturą rynku sprzed kilku lat. Niekiedy pytają np. o komputery IBM, których na rynku już nie ma. W tym konkretnym przypadku czekamy na zajęcie stanowiska przez Tauron. Dopiero po otrzymaniu odpowiedzi będziemy mogli podjąć jakiekolwiek dalsze kroki — mówi Adam Żelazko z polskiego biura Asustek Computer.

Przetarg niepubliczny…

Ograniczenie konkurencji Tauron tłumaczy niepublicznym charakterem przetargu.

— Niepubliczny charakter zamówienia wynika z faktu, iż zamawiający, tj. Tauron Obsługa Klienta, nie jest zobowiązany do stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych — twierdzi Tomasz Topola, rzecznik spółki Tauron Obsługa Klienta, powołanej m.in. do świadczenia usług IT w ramach grupy Tauron.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Nie widzę tu specjalnego problemu. Tauron jest spółką i pod Prawo zamówień publicznych nie podpada. Jeśli zaś nie podpadają pod tę ustawę, to mogą oczekiwać jednego konkretnego typu komputerów, choćby inne były tańsze i lepsze. Dobrą praktyką jest w tym przypadku to, że wskazano trzech producentów. Wiadomo, że żaden z nich bezpośrednio do przetargu nie stanie. Zgłosi się więc 6-10 pośredników, z których zostanie wybrana najlepsza oferta, i wszystko będzie w porządku. Tak naprawdę nawet nie musieli robić tego przetargu — wtóruje mu Wiesław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

…ale czy słusznie?

Nie wszyscy niezaangażowani w spór widzą go jednak w ten sposób. W Tauronie 30 proc. akcji ma skarb państwa. Teoretycznie jest to mniej niż 50 proc. wskazane w Prawie zamówień publicznych jako próg objęcia spółki ustawą. Tyle że ustawa obejmuje również podmioty, w których skarb państwa bezpośrednio lub pośrednio „sprawuje nadzór nad organem zarządzającym” lub ma prawo „powoływania ponad połowy składu organu zarządzającego”. Na WZA Tauronu prawo głosu każdego innego akcjonariusza niż skarb państwa jest ograniczone do 10 proc. W ten sposób na WZA z listopada 2015 r. 30 proc. akcji skarbu dało 46,7 proc. głosów. Wraz z 10,4 proc. akcji KGHM — kontrolowanego przez państwo w podobny sposób — dało to 62,3 proc. To natomiast może oznaczać, że przetarg na komputery powinien podlegać Prawu zamówień publicznych.

— Na pierwszy rzut oka ten przetarg jest zastanawiający i budzi wątpliwości, czy reguły nie są jakoś dziwnie interpretowane albo nawet naciągane — komentuje Jarosław Sroka, partner w kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu