Jak Temida grała w ciuciubabkę

opublikowano: 31-05-2013, 06:50

W 2009 r. krakowski biznesmen przyznał na piśmie, że oszukał Getin Bank na prawie 9 mln zł. Do dziś nie został skazany

W 2005 r. Getin Bank (GB) podpisał umowę faktoringu z Mariuszem U., prowadzącym w Krakowie Marstal, firmę handlującą stalą. Współpraca układała się na tyle dobrze, że bank systematycznie zwiększał limit transakcji (z 1,3 do 10 mln zł), a w 2007 r. odstąpił od weryfikacji wniosków Marstalu o wykup poszczególnych faktur. Już dwa lata później gorzko tego żałował. W lipcu 2009 r. pracowników GB zaniepokoiło, że faktury zaczął spłacać sam Marstal, a nie, jak dotychczas, jego kontrahenci. Wezwany na rozmowę Mariusz U. przyznał, że od kilku miesięcy, w związku z „dekoniunkturą w branży” i „dla ratowania firmy”, przekazywał bankowi wnioski o wykup nieistniejących wierzytelności i sfałszowane potwierdzenia kontrahentów. Zobowiązał się też do zwrotu w ratach wyłudzonych w ten sposób prawie 9 mln zł.

Śledczym się nie spieszy

Z obietnic się nie wywiązywał i dlatego 11 sierpnia 2009 r. GB zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Będzinie o przestępstwie, a do dokumentów dołączył pisemne przyznanie się Mariusza U. do winy. Co zrobili śledczy? Przez miesiąc nic. A 9 września 2009 r. przesłali zawiadomienie banku do prokuratury w Krakowie. Ta jednak też nie chciała zająć się sprawą, która trafiła z powrotem do Będzina. Pierwszą czynność, przesłuchanie przedstawiciela GB, prokurator wykonał 1 października 2009 r. A pięć dni później wszczął śledztwo. Od razu poinformował też Getin, że nie może zastosować środków zapobiegawczych, bo przecież w sprawie nie ma podejrzanych. Dopiero 23 listopada przeszukano siedzibę Marstalu i mieszkanie jej właściciela. A 11 grudnia 2009 r. przesłuchano Mariusza U. Jako świadka. Potwierdził to, pod czym podpisał się w banku pięć miesięcy wcześniej. Zrobił to ponownie na kolejnym przesłuchaniu 12 stycznia 2010 r. Ponad 250 zarzutów oszustwa i podrobienia dokumentów prokuratura przedstawiła mu… rok później, 31 grudnia 2010 r.

W tym czasie przesłuchano wszystkich pracowników Marstalu i kontrahentów firmy na okoliczność oszustwa, choć przecież sam Mariusz U. jego dokonania nie kwestionował. Śledztwo kilkakrotnie przedłużano, z tym samym uzasadnieniem: konieczność „sporządzenia i ogłoszenia postanowienia o przedstawieniu zarzutów Mariuszowi U.” i „przesłuchania pracowników banku”. Przedstawienie zarzutów właścicielowi Marstalu w sylwestra 2010 r. sprawy nie skończyło. Mimo tak długiego śledztwa prokuratura pominęła kilkadziesiąt fikcyjnych faktur i musiała wydłużyć listę zarzutów Mariusza U. do prawie 300. Jednocześnie, choć szef Marstalu nie dotrzymywał kolejnych obietnic spłaty zadłużenia wobec GB, śledczy wciąż chcieli uzgodnić z nim wyrok (U. proponował 4 lata więzienia w zawieszeniu na 9 i naprawienie szkody w 8 lat od uprawomocnienia wyroku). Dopiero stanowczy sprzeciw GB zniweczył ten plan.

Sąd umywa ręce

Wreszcie 31 maja 2011 r. prokuratura wysłała akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Będzinie. Szczęśliwy finał? Bynajmniej. Już 16 czerwca 2011 r. będziński sąd stwierdził swoją niewłaściwość i przekazał sprawę do Sądu Okręgowego w Katowicach. A ten 17 października 2011 r.... zwrócił ją do Będzina. Fizycznie akta trafiły tam w grudniu 2011 r., a pierwszy termin wyznaczono na kwiecień 2012 r. Proces nie mógł jednak ruszyć, m.in. ze względu na wątpliwości co do stanu zdrowia Mariusza U. W rezultacie akt oskarżenia został odczytany dopiero 20 lutego 2013 r. Sąd od razu stwierdził, że „przeprowadzenie postępowania dowodowego przed sądem będzie zapewne równie czasochłonne [jak w prokuraturze — red.] i niewątpliwie rozciągnie się w czasie”. Powód? W sprawie jest 127 świadków, a akta liczą ponad 30 tomów. To, że ogromna większość świadków nic do sprawy nie wnosi, a większość akt to fałszowane przez Mariusza U. faktury i inne dokumenty, dla sądu zdaje się nie mieć znaczenia. Epilog (na razie) jest taki, że 4 kwietnia 2013 r. po przesłuchaniu oskarżonego sąd z Będzina… ponownie stwierdził swoją niewłaściwość i zdecydował o przekazaniu akt tym razem do Sądu Okręgowego w Krakowie. A choć od wydania tego postanowienia minęło ponad 1,5 miesiąca — akta wciąż są w sądzie będzińskim, a nie krakowskim…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Jak Temida grała w ciuciubabkę