Kiedyś luksus mieszkał w górskich ostępach. Tak wysoko, by obcować z nim mogli tylko najwytrwalsi. Dziś to nie człowiek szuka luksusu, lecz luksus człowieka. Z tym, że to pojęcie oznacza dziś już zupełnie coś innego.
Zaburzenie percepcji
Szyld taki widziałem: „Luksusowa odzież używana”. Dotarło do mnie, że pojęcie, będące (choć wielu z nas trudno się do tego przyznać) odnośnikiem do życiowej majętności, nieco skapcaniało. Czy rzeczywiście szczytem materialnych marzeń są zakupy w lumpeksie? Zaraz odezwą się ci, którzy uważają, że punkt widzenia zależy wyłącznie od punktu siedzenia. Ale mówcie, co chcecie. Ja uważam, że jeśli szczyt jest na… szczycie, to nie można odtrąbić jego zdobycia w połowie góry ani tym bardziej u jej podnóża.
W tym przypadku szczyt jest jeden. A jeśli kogoś nie stać na wdrapanie się na niego, nie może się nazywać zdobywcą. Choćby i dał z siebie wszystko. Luksus to luksus. I koniec. Za Chiny Ludowe nie może być nim sweter z drugiej ręki. Choćby i markowy, choćby i za całą pensję. Czym zatem jest luksus? Najprościej byłoby to przetłumaczyć.
Z łaciny. W tym języku luksus (a raczej luxus) oznacza nadmiar bądź przepych. Korzenie terminu sięgają jednak Indochin. I oznaczają „wypaczenie”. Początkowo określano nim wszystko, co naruszało porządek lub było odchyleniem od normy, z czasem tylko to, co było owym naruszeniem lub odchyleniem w jedną stronę. Bogatą.
Każdy luksusu chciał, ale większość się do tego głośno nie przyznawała. A ponieważ świat jest ułożony tak, że brak w nim proporcjonalności i żyjących w luksusie było nieporównywalnie mniej niż o nim marzących, z czasem luksusowym zaczęto nazywać wszystko, na co nas nie stać. A że biednych więcej, więc luksusem może być nawet schabowy. Regularne obniżanie lotów przez luksus skrzętnie wykorzystali producenci aut. Przekonując, że wystarczy nowe, by było luksusowe. Tymczasem tak nie jest. Nawet w BMW.
Powiew prawdziwego…
…luksusu oczywiście. To kotara z jedwabiu z ręcznym haftem, a nie zasłona z Ikei, to leżanka z historią, a nie sofa pokryta skajem. To dbałość o szczegóły. I choć rzeczy luksusowe są drogie, to nie cena jest miarą przynależności do tej elity. Nie chcę oceniać, czy to dobrze, że „obrzydliwe” bogactwo istnieje. Chcę jedynie dokładnie opisać, co — w moim mniemaniu — luksusowym czyni. Bowiem dziś słowa „luksus”, „luksusowy” utożsamia się niemal wyłącznie z bardzo drogimi produktami.
A że „bardzo drogie” dla każdego znaczy zupełnie co innego, mamy do czynienia z… luksusowymi lumpeksami. A mi się wydaje, że szczyt jest jeden. I — co zaraz spróbuję udowodnić — nie musi mieć nic wspólnego z jakością. Każdy ma własną hierarchię marek motoryzacyjnych. Nie trzeba być wróżbitą, nawet Maciejem, żeby założyć, że Rolls Royce jest blisko góry tej tabeli. A Skoda? Uważasz tę markę za luksusową?
Wiem, wiem, to świetne auta, wygodne, przestronne, może nawet i komfortowe. Ale nawet z najbogatszym możliwym wyposażeniem, w limitowanej wersji, nie są i nie będą luksusowe. A używanie tego słowa w odniesieniu do produktów popularnych jest nadużyciem. I wiecie co? To samo dotyczy BMW. Zgoda, jest drogie, należy do marek premium. Ale to nie luksus. To drogie i świetne auto. Może i najlepsze w klasie, może i najszybsze. Ale nie luksusowe. Bo jeśli nazwać by je takim, to co powiesz o Rolls Royce’ie?
No i co, cwaniaczku?
Sam siebie do powyższej teorii przekonywałem. I w sumie dobrze mi z nią było. Aż ktoś uderzył z grubej rury. — Jeśli BMW, Mercedes czy Audi nie są autami luksusowymi, to co powiesz o flagowcach?„Siódemce”, „aósemce” czy „klasie es”? — zapytał ów ktoś. Co powiem? To drogie auta. Duże, wygodne i komfortowe. Do tego marki z uznaniem (markowe znaczy). Z uznaniem osadzającym właściciela w określonych „butach” społecznych. Ale nie luksusowe. Przynajmniej w moim rozumieniu luksusu.
— To niczym nie różnią się Skody czy innej Hondy? Dokładnie tym samym, czym garnitur z Pedetu od takiego z salonu Ermenegildo Zegna. Oba spełniają swoją funkcje. W obu miejscach znajdziesz kolor i fason dla siebie. Różnią się ceną. Diametralnie. Ale i jakością, dbałością o szczegóły oraz całą otoczką związaną z budowaniem prestiżu. Prestiżu nie luksusu. BMW jest jak Zegna. Doskonałe w tym, co robi, i z podobną opinią o sobie. I w BMW też o tym wiedzą. Wiedzą, że ich produkty — choć może i najdoskonalsze — luksusowymi nie będą, dopóki będą „z wieszaka”. Pora do krawca.
Szycie i ukrywanie
Tradycyjny luksus wyraża się w wyjątkowym lub kunsztownym artystycznym wykonaniu i drogich materiałach. Trudno powiedzieć, czym jest luksus dzisiaj, zwłaszcza że luksus i nowoczesność nie idą w parze. Luksus jest elitarny i przypuszczalnie polega na pielęgnowaniu tradycji lub przynajmniej odwołaniu się do niej. Współczesna retoryka natomiast podpowiada, że nowoczesność jest egalitarna, demokratyczna, dostępna dla każdego. W Polsce przybywa ludzi zamożnych, a w 2016 r. ich liczba przekroczy milion (majątek powyżej 1 mln zł) i coraz chętniej wydają pieniądze na dobra z wyższej półki (w 2016 r. szacunki mówią o 14,3 mld zł, czyli o 13 proc. więcej niż rok wcześniej). A że najczęściej kupowanymi drogimi produktami są samochody (niemal 7 mld zł), to takie BMW ma powody do radości. Ale że ludzie ci coraz częściej odróżniają dobro luksusowe od po prostu dobrego i drogiego, koncern staje wobec wyzwania. Bo jak przekonać, że marynarka z wieszaka jest uszyta specjalnie dla ciebie?
Ready to wear
W BMW do tego przekonywania stworzyli osobny byt. Nazywa się BMW Individual. Czym się zajmuje? Wypada znów odwołać się do krawiectwa i obowiązujących w nim terminów (z niewiadomych powodów po angielsku). Ready to wear (gotowe do noszenia) to np. takie garnitury, które nadają się do noszenia prosto z wieszaka. Nieco większy prestiż mają produkty made to measure (szyte na miarę). Tu już pojawia się krawiec. Uczestniczy w szyciu garnituru, ale… nie proponuje stworzenia dla ciebie indywidualnej formy. Po prostu na podstawie gotowego szablonu dopasuje wdzianko do ciebie. Ty wybierzesz tkaninę, dodatki etc.
On sklei to w „indywidualną” całość. W przeważającej części taki garnitur jest szyty i wykańczany maszynowo. Ręczna robota obejmuje niewielkie poprawki i kilka szczegółów. Najwyższy poziom to bespoke. To też szycie na miarę, ale od postaw i wyłącznie dla ciebie. Żadnych gotowych rozwiązań, żadnych szablonów. I mnóstwo ręcznej pracy.
Z oczywistych powodów w epoce globalizmu „bespoke” w samochodach raczej nie występuje. Mamy do czynienia z zaawansowanym „made to measure”. I to jest właśnie BMW Individual. Osobna manufaktura, która dopasuje wybrany model (od serii 3 w górę) do twojego widzimisię. I choć lista materiałów jest ograniczona, to wystarcza, by poczuć wolność wyboru.
W BMW Individual klient może poprosić o zaprojektowanie wnętrza pojazdu, dobór koloru nadwozia i dodatków wedle własnych upodobań i gustu. Manufaktura oferuje ekskluzywne pojedyncze egzemplarze. Projektuje również edycje i modele specjalne na poszczególne rynki — najgłośniejsze przykłady to kooperacja ze manufakturą zegarmistrzowską Girard Perregaux, producentem fortepianów Steinway & Sons i pracownią srebra Robbe & Berking. Oferta BMW Individual to wysokiej klasy luksus (i teraz używam tego słowa zgodnie z jego pierwotnym znaczeniem). Może to być ekskluzywna tapicerka ze skóry owiec merynosów o delikatnej fakturze i w kolorze truflowym oraz wyhaftowany na zagłówkach twój inicjał. Ale może być inaczej. Jak sobie wymyślisz. Jeśli zniesie to twój portfel, to możesz wkomponować we wnętrze samochodu resztki jachtu po dziadku.
Tak, to nie ma sensu. Nie podniesie osiągów auta. I dlatego to luksus. Po kilku godzinach spędzonych ze specjalistą z BMW Individual wyciągnąłem cztery wnioski. Po pierwsze, luksus nie stanowi o jakości auta, ale o jakości jego posiadania. Po wtóre, subtelne różnice między luksusem a drożyzną pozna nie ten, kto ma pieniądze, ale ten, kto ma również fantazję. Po trzecie, łatwo pomylić luksus z sybarytyzmem. I wreszcie po ostatnie, nic z powyższych mi nie grozi. Bo z samą fantazją to mogę najwyżej do „luksusowego” lumpeksu skoczyć. &
© Ⓟ
