W czasie wakacji zawsze stara się być aktywne państwo, któremu właśnie w drugim półroczu trafiło się przewodnictwo Rady UE. Obecnie rotacyjną prezydencją sprawują Czechy i z tego tytułu dość istotna jest wypowiedź premiera Petra Fiali, który wykorzystał jako okazję naradę czeskich ambasadorów.
Sprzeciwił się ewentualnej zmianie zasady jednomyślności przy podejmowaniu ważnych unijnych decyzji. Potwierdził, że budowanie porozumienia w trybie koniecznej zgody wszystkich państw trwa czasami długo (te całonocne szczyty Rady Europejskiej…), ale gdy już zostaje osiągnięte, to jest stabilne i skuteczne. Po agresji Rosji na Ukrainę potwierdziło się, że zdolność wspólnoty do działania zależy od tego, czy potrafi osiągnąć kompromis w strategicznych priorytetach. Ponieważ Czechy przewodniczą pracom legislacyjnym, niektórzy tamtejsi politycy opowiadają się za podjęciem debaty nad kwestią jednomyślności. Prezydencja chce przeprowadzić ankietę wśród wszystkich państw, aby zebrać opinie, w których obszarach ważnych można byłoby zrezygnować z tej zasady na rzecz głosowania większościowego.
Jednomyślność to kij z dwoma końcami, ocena zależy od punktu możliwego uderzenia. Obowiązuje na przykład przy nakładaniu sankcji na Rosję. Właśnie toczy się dyskusja o ograniczeniu wydawania schengeńskich wiz dla Rosjan, w której stanowiska państw bardzo się różnią i osiągnięcie jednomyślnego porozumienia wydaje się raczej wykluczone. Gdyby w takiej sprawie obowiązywała kwalifikowana podwójna większość – jak przy przyjmowaniu przez Radę UE aktów prawnych – to małe państwa najbardziej zagrożone przez Rosję mogłyby przynajmniej podjąć próbę przegłosowania potężnych Niemiec, które zakaz wiz odrzucają. Arytmetycznie pewnie i tak by się im nie udało, Niemcy dysponują potężnym pakietem decyzyjnych akcji, ale jednomyślność wyklucza nawet próbę.

