Nie Trybunał Konstytucyjny, ustawa medialna czy przepychanki z Komisją Europejską, ale szwajcarski frank w portfelach polskich banków to jest coś, co naprawdę niepokoi zagranicznych inwestorów. Projekt ustawy niosącej pomoc frankowiczom, który wyszedł z kancelarii prezydenta w lutym, świadczy o tym, że ustawodawstwo w Polsce w sprawie rozwiązania problemu hipotek w CHF może być zupełnie nieprzewidywalne.
Dezynwoltura urzędników kancelarii, przekonujących, że sektor nie poniesie strat z tytułu przewalutowania według kursu sprawiedliwego, co najwyżej zainkasuje mniejsze zyski z portfela kredytowego, obnażyła brak merytorycznego przygotowania doradców prezydenta. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wyliczyła koszty tego rozwiązania na ponad 60 mld zł.
W gorączce politycznej licytacji, kto bardziej pomoże frankowiczom, sprawy w swoje ręce po raz kolejny przejmują banki, kładąc na stole nową propozycję zneutralizowania skutków gwałtownego wzrostu kursu franka. Gotowe są przewalutować ten dług na złote i część kosztów operacji wziąć na siebie. Nie jest to oferta dla wszystkich. „Koncepcja rozwiązania kwestii kredytów mieszkaniowych w CHF”, opracowana przez firmę doradczą EY oraz Związek Banków Polskich, zakłada udzielenie pomocy frankowiczom, którzy na ratę wydają ponad 70 proc. miesięcznych dochodów.
70 proc. DTI
W szczegółach wygląda to tak: klient dobrowolnie zgadza się podpisać umowę przewalutowania kredytu po kursie bieżącym NBP. Oferta ma charakter jednorazowy, czyli jeśli bank wyjdzie z propozycją, a frankowicz odmówi, nie będzie miał drugiej szansy.
Mechanizm przewalutowania zakłada konwersję franków na złote po kursie spot z dnia akceptacji warunków programu przez frankowicza. Przewalutowany złotowy kredyt będzie oprocentowany według stawki WIBOR plus taka sama marża, jaka obowiązywała przy hipotece frankowej. Wydłuży się też termin spłaty — maksymalnie o 5 lat lub o 20 proc. okresu pozostałego do zapadalności kredytu.
I tu dochodzimy do najważniejszego punktu programu.
Podstawowym warunkiem, jaki trzeba spełnić, żeby skorzystać z bankowej oferty, jest udokumentowane wysokie obciążenie ratą kredytu frankowego (PIT z poprzedniego roku) wyższe niż 70 proc. miesięcznego dochodu. Dodatkowe kryteria to wzorowa spłata zadłużenia. Poza tym do konwersji może być przeznaczony tylko kredyt zaciągnięty na kupno mieszkania o powierzchni nie większej niż 75 mkw. lub domu o metrażu co najwyżej 150 mkw.
Cały zamysł tej koncepcji sprowadza się do tego, żeby z najbardziej obciążonych frankowiczów zdjąć ryzyko kursowe — temu służy przewalutowanie, oraz zmniejszyć presję na ich budżety domowe, które w ponad dwóch trzecich konsumuje frank. Tu bankowcy chcą wykorzystać mechanizm stabilizacji raty na poziomie nie wyższym niż 70 proc. miesięcznych dochodów.
Pierwsze zadanie jest proste do wykonania, choć bankowcy zakładają, że bez wsparcia NBP się nie obejdzie. Utrzymanie raty kredytowej po zamianie franka na złotego to już trudniejsza sztuka. ZBP i EY wyliczyli, że przewalutowanie kredytów frankowych po kursie z końca ubiegłego roku bez żadnych zmian w umowie zwiększy wartość miesięcznej raty średnio o 37,6 proc. Jeśli wydłużyć termin spłaty o 5 lat, ale nie więcej niż 20 proc. okresu, jaki pozostał do pozbycia się długu, miesięczne należności kredytowe wzrosną o 25,2 proc. I w jednym, i w drugim przypadku rata już dociążonego hipoteką dłużnika będzie nie do udźwignięcia po zamianie CHF na PLN.
Dlatego bankowcy proponują frankowiczom następujący układ: kredytobiorca godzi się na przewalutowanie kredytu po kursie z dnia, co automatycznie zwiększy wartość zadłużenia do spłaty, a w zamian bank umorzy część długu, by po konwersji relacja rata/dochód nie przekraczała 70 proc. To zdarza się pierwszy raz, kiedy sektor bankowy z własnej woli chce się dorzucić do operacji przewalutowania frankowych hipotek.
Nie będą to małe pieniądze. Autorzy koncepcji wyliczyli, że warunki brzegowe, czyli debt to income (DTI) powyżej 70 proc., spełnia 5-10 proc. kredytów w CHF. To około 10-15 mld zł. Gdyby wszyscy właściciele hipotek pozytywnie odpowiedzieli na ofertę banków, koszt przewalutowania połączony z przejęciem na własne bilanse nadwyżki powyżej 70 proc. DTI wyniósłby 2,7 mld zł.
Autorzy tej koncepcji przeprowadzili symulację kosztów stabilizacji raty na poziomie 70 proc. dochodów na podstawie danych uzyskanych z trzech banków, które posiadają 44 proc. frankowych hipotek. Analiza wskazuje, że najwięcej sektor zapłaci z tytułu przewalutowania kredytów z DTI powyżej 90 proc. Tu koszt wyniesie 1,6 mld zł. Rachunek za sanację hipotek, konsumujących 80-90 proc. miesięcznego budżetu domowego, wyniesie 0,5 mld zł. O 100 mln zł więcej trzeba będzie wydać na umorzenie części rat od kredytów o DTI 70-80 proc. Zakładając, że wszyscy kwalifikujący się do pomocy zechcą przewalutować frankową hipotekę, koszt po stronie banków wyniesie maksymalnie 2,7 mld zł.
W projekcie nie ma liczby potencjalnych beneficjentów, ale można ją szacować na kilkadziesiąt tysięcy osób. KNF w „Raporcie o sytuacji finansowej sektora bankowego w 2011 r.” podaje, że 34,5 tys. frankowiczów, którzy zaciągnęli kredyty o wartości 15,4 mld zł, płaciło raty pochłaniające ponad 60 proc. domowego budżetu.
Minusy oferty
Pytanie, jaka część frankowiczów spełniających warunki brzegowe zechce skorzystać z oferty banków, interesującej, ale nie wolnej od sporych wad. Propozycja rozwiązuje wprawdzie, i to tylko częściowo, problem nadmiernego obciążenia raty.
Problem w tym, że po przewalutowaniu kredytobiorca uwolni się od ryzyka kursowego, zyska gwarancję, że koszty hipoteki nie wzrosną, ale wciąż będzie wystawiony na ryzyko stóp procentowych. Jeśli pójdą w górę, rata znów się zwiększy i poziom 70 proc. DTI przestanie być bezpieczny. Czy wtedy banki wrócą z „Koncepcją rozwiązania kwestii kredytów mieszkaniowych w PLN”?
Dodajmy, że według cytowanego raportu KNF, w 2011 r. liczba posiadaczy złotowych hipotek, wydających na regulowanie długu ponad 60 proc. miesięcznych dochodów, była większa niż frankowiczów w takiej sytuacji i wyniosła 42,2 tys.
Drugim minusem oferty jest wzrost zadłużenia po przewalutowaniu. Nawet gdy bank weźmie część kosztów na siebie, kapitał do spłaty w złotych będzie daleko większy niż denominowany w CHF. W przeliczeniu oczywiście po kursie z dnia zaciągania kredytu.
Ale to jest punkt odniesienia dla większości frankowiczów, którzy dotychczas nie chcieli słyszeć o przewalutowaniu po bieżącym kursie.
I jeszcze jeden minus: wydłużenie terminu spłaty o 5 lat. Dla kogoś, kto spłaca kredyt od 8-9 lat, a to właśnie frankowicze z roczników 2007-08 są głównymi adresatami propozycji, i obecnie ma przed sobą jeszcze 21 lat spłat, perspektywa dorzucenia kolejnych 60 rat nie wygląda zachęcająco.
Polityczny sponsor
I last but not least, autorzy nadal nie znajdują rozwiązania, jak księgować odpisy z tytułu umorzenia części frankowego zadłużenia. Na dodatek zakładają, że cała operacja będzie wymagała udziału NBP, a to oznacza, że bez politycznego wsparcia realizacja projektu staje pod znakiem zapytania.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. „Koncepcja rozwiązania kwestii kredytów mieszkaniowych w CHF” została zaakceptowana przez banki z bilansami obciążonymi frankowymi hipotekami. Wstępnie zadeklarowały gotowość wpłaty 2,7 mld zł na rzecz programu, ba, skłonne są wydać nawet więcej, pod warunkiem że na tym koszty restrukturyzacji kredytów frankowych się skończą.
Takiej gwarancji nikt jednak dać im nie może. Podczas prezentacji projektu w KNF nadzór zapytał, kto jest „sponsorem politycznym koncepcji”. Na razie koncepcja nie ma patrona. Bankowcy próbują zainteresować ofertą przedstawicieli rządu i kancelarię prezydenta, co łatwe nie jest, gdyż rządząca partia ma obecnie na głowie mnóstwo innych problemów niż frankowicze.
Henryk Kowalczyk, minister w KPRM i szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, potwierdza, że ZBP zwrócił się do niego z prośbą o spotkanie w sprawie rozwiązania problemu kredytów walutowych.
— Nie znam propozycji ZBP, ale do takiego spotkania na pewno dojdzie — mówił „PB” kilka dni temu Henryk Kowalczyk.
Propozycje sektora są po części zbieżne z wypowiedziami premier Beaty Szydło, która w wywiadzie dla „PB” powiedziała, że „Gdy rozmawiałam o problemie frankowym z Mateuszem Morawieckim, który wywodzi się ze środowiska bankowego i dobrze je zna, zastanawialiśmy się, kto przede wszystkim powinien otrzymać pomoc. Wydaje się, że najpierw ci, którzy — mając niskie dochody — wzięli kredyt, by kupić pierwsze mieszkanie, i jego utrata byłaby dla nich dramatem.
Z drugiej strony, zrozumiałe jest oburzenie ludzi, którzy czują się przez banki oszukani. Zadaniem państwa jest ochrona słabszych przed silniejszymi. Ministrowie pracują z zespołem ekspertów pana prezydenta — czekamy na ostateczną propozycję”.
Po wpadce z lutowym projektem ustawy frankowej kancelaria, a przede wszystkim rząd zdają sobie sprawę, jak trudno jest rozwiązać problem kredytów walutowych oraz że żadna propozycja nigdy nie zadowoli tych, którzy domagają się uznania hipotek w CHF za nieważne.
Przy obecnym kursie franka przewalutowanie kredytów oznacza ruinę dla sektora bankowego, który w planach rozwojowych rządu ma kluczową rolę. Już od jesieni ubiegłego roku, po wprowadzeniu przez nadzór dodatkowych wymogów kapitałowych dla banków z dużą ekspozycją na CHF, potencjał kredytowy sektora znacząco się zmniejszył.
Akcję kredytową dodatkowo uziemił podatek bankowy. Masowa konwersja frankowych hipotek na lata rozłożyłaby sektor finansowy. Prawnicy nie mają też wątpliwości, że radykalne, ustawowe uregulowanie kwestii kredytów walutowych zakończyłoby się wieloma postępowaniami arbitrażowymi, bo trudno sobie wyobrazić, żeby inwestorzy i akcjonariusze przeszli do porządku dziennego nad rozwiązaniem rujnującym ich biznesy w Polsce.
Ekonomiści, NBP i KNF podkreślają natomiast, że przewalutowanie całego portfela doprowadziłoby do kryzysu sektora bankowego, a w konsekwencji recesji w gospodarce.
135,6 mld zł Taka była wartość kredytów we franku na koniec marca tego roku według BIK. Łączna liczba kredytów w CHF to 543,9 tys. Spłaca je 907,6 tys. frankowiczów…
163,2 mld zł …a tyle wynosi ich łączne zadłużenie. Oprócz hipotek zaciągnęli 472 tys. kredytów gotówkowych i 450 tys. kartowych. Odsetek opóźnień w spłatach kredytów konsumpcyjnych w tej grupie kredytobiorców jest dwa razy niższy niż na całym rynku.
8070 Tyle kredytów na koniec marca miało opóźnienie w spłacie raty powyżej 90 dni (1,33 proc. całego portfela frankowego). W całej historii hipotek frankowych banki przewalutowały na złote 5,3 tys. kredytów w CHF. Jest to standardowa procedura w przypadku kredytu walutowego, gdy klient przestał płacić dług i kredyt został postawiony w stan wymagalności. Najwięcej przewalutowań nastąpiło w 2012 r. — 1,1 tys. W kolejnych latach było ich około 600 rocznie.
135,6 mld zł Taka była wartość kredytów we franku na koniec marca tego roku według BIK. Łączna liczba kredytów w CHF to 543,9 tys. Spłaca je 907,6 tys. frankowiczów…
163,2 mld zł …a tyle wynosi ich łączne zadłużenie. Oprócz hipotek zaciągnęli 472 tys. kredytów gotówkowych i 450 tys. kartowych. Odsetek opóźnień w spłatach kredytów konsumpcyjnych w tej grupie kredytobiorców jest dwa razy niższy niż na całym rynku.
8070 Tyle kredytów na koniec marca miało opóźnienie w spłacie raty powyżej 90 dni (1,33 proc. całego portfela frankowego). W całej historii hipotek frankowych banki przewalutowały na złote 5,3 tys. kredytów w CHF. Jest to standardowa procedura w przypadku kredytu walutowego, gdy klient przestał płacić dług i kredyt został postawiony w stan wymagalności. Najwięcej przewalutowań nastąpiło w 2012 r. — 1,1 tys. W kolejnych latach było ich około 600 rocznie.


