Język lata jak łopata

Jeśli zrezygnujemy z plotek, jak będziemy się dyscyplinować, wzmacniać przyjaźnie i bronić przed złymi ludźmi?

Znowu obśmialiśmy kreację nowej stażystki, nie zostawiliśmy suchej nitki na nieogarniętym szefie i przestrzegliśmy koleżeństwo przed upierdliwym klientem. Teraz mamy wyrzuty sumienia. Słusznie? Albo ekspresja, albo depresja. Tłumienie odczuć, nieumiejętność odreagowania stresu, złości to upośledzenie emocjonalne — twierdzi kanadyjska psycholog Michell Larivey.

Z UST
DO UST:
Zobacz więcej

Z UST DO UST:

Pogaduchy na temat znajomych, sąsiadów, współpracowników mogą pozytywnie wpłynąć na samopoczucie jednostki i funkcjonowanie grupy. Fot. Fotolia

Cytując klasyka, „czasami człowiek musi, inaczej się udusi”. Na higienie psychicznej jednak rola potępianych przez moralistów i kaznodziejów plotek się nie kończy. Są one mechanizmem społecznej samoobrony, wykształconym jeszcze w czasach, gdy nasi praprzodkowie polowali na mamuty. Pozwalają zidentyfikować „pasożyty” — jednostki, które nie przestrzegają reguły wzajemności i dają grupie znacznie mniej, niż dostały. Obrabianie komuś czterech liter ma przypominać ludzkiemu stadku o znaczeniu wspólnych wartości i zasad, a także uświadamiać, co nam grozi w razie ich zlekceważenia. Plotki — twierdzi antropolog ewolucyjny Robin Dunbar — dowodzą wyższości gatunku homo sapiens nad innymi ssakami naczelnymi.

Aby się orientować, komu ufać, kogo się bać i kto z kim trzyma, małpy zdane są na bezpośrednie obserwacje. Natomiast ludzie zdobywają tę wiedzę dzięki wyrafinowanej komunikacji — ciętemu językowi, wyrazom oburzenia, niepochlebnym opiniom na czyjś temat. Przy okazji wzmacniamy swoje więzi z grupą. Jeśli wierzyć prof. Dunbarowi, obmawianie jest odpowiednikiem wzajemnego iskania się, np. wśród pawianów. Jeden osobnik ochoczo głaszcze, pieści i muska drugiego nie tylko z powodu higieny. Tak wyraża swoją sympatię. Fizyczny kontakt niesie komunikat: „Wolę być tutaj i dotykać ciebie, niż siedzieć na tej wyższej gałęzi z Beatą, bo jej nie cierpię”.

Z obnażaniem i wyśmiewaniem czyichś słabości jest pewien kłopot — część niepochlebnych opinii, którymi dzielimy się z innymi, może do nas przylgnąć. Trudno obrzucać kogoś błotem i pozostać czystym? Potwierdził to eksperyment Johna Skowronskiego z Uniwersytetu Stanowego Ohio w Newark. Uczestnicy oglądali materiał wideo, w którym wynajęty aktor mówił o swoim nieobecnym znajomym: „Gdy wpadł mu dziś pod nogi malutki pies, po prostu go kopnął”. Potem poproszono badanych o opisanie charakteru osoby z nagrania. Choć piętnował podłość znajomego, konsekwentnie cechę tę przypisywano… właśnie aktorowi.

Bezpieczna wydaje się samokrytyka, jeśli dotyczy drobnych ułomności — mistrzowie w tej dziedzinie umieją ze swojego bałaganiarstwa, niskiego wzrostu lub łysienia zrobić atut. Jak amerykański guru sprzedaży Jeffrey Gitomer, który w jednym z pięciogwiazdkowych hoteli poszedł do fryzjera, a ten mu zaśpiewał 50 dolców za usługę. „Co pan, dolara za każdy włos?” — zapytał Gitomer. Podczas swoich szkoleń wypatruje na sali kogoś, kto też się nie może pochwalić bujną czupryną — i mówi: „Pierwszą rzeczą, jaka mi się w tobie spodobała, jest fryzura”. Dystans między trenerem a uczniem natychmiast niknie.

Nie każda plotka to potwarz i kłamstwo. Nikt nie lubi być obgadywany. Z drugiej strony, chyba każdy uniknął kiedyś złej decyzji, bo w porę usłyszał, że firma, do której wysłał CV, jest nieuczciwa, touroperator ma kłopoty z płynnością finansową, zaś narzeczona dorabia w agencji towarzyskiej. A jeśli obmawianiu towarzyszą żarty? Dowcip może świadczyć o życzliwości. Jak pisał pewien krakowski poeta: „nie okrutnego, nie cynicznego / śmiechu nam trzeba / bardzo dobrego”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Język lata jak łopata