Karać agresora, ale nie siebie

opublikowano: 13-03-2022, 20:00

Nieformalny szczyt Rady Europejskiej (RE) obraduje w składzie tych samych szefów państw/rządów, co posiedzenie formalne, ale ranga przyjmowanego dokumentu jest wyraźnie niższa.

Dlatego zbiórka unijnych prezydentów/premierów 10-11 marca, zwołana przez francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona do królewskiego Wersalu, podsumowana została jedynie deklaracją, a nie konkluzjami. Te przyjmie dopiero 24-25 marca cokwartalny szczyt zwyczajny RE w Brukseli. Różnice polityczne w praktyce się zacierają, ale prawnie pozostają jednak istotne. Notabene w piątek u nas również nastąpiło propagandowe nagięcie rzeczywistości – z okazji 23-lecia członkostwa Polski w NATO odbyło się uroczyste zgromadzenie posłów i senatorów, które absolutnie nie było konstytucyjnym posiedzeniem Zgromadzenia Narodowego! Niezgodnie z Konstytucją RP zostało jednak tak patetycznie awansowane przez wiele mediów, na czele z TVP, oraz… samego przemawiającego Andrzeja Dudę.

W odniesieniu do tragedii Ukrainy deklaracja wersalska okazała się równie wzniosła, co decyzyjnie miałka. Oczywiście zawiera wiele ostrych słów potępienia oraz wskazanie Rosji, ze współsprawcą Białorusią, jako państwa odpowiedzialnego za wojnę. Generalnie jednak omija tak oczekiwane przez Kijów konkrety związane z przyznaniem statusu państwa kandydackiego. Punkt 4 brzmi tak: „Rada Europejska uznała europejskie aspiracje i dążenia Ukrainy, jak stwierdzono w układzie o stowarzyszeniu. 28 lutego 2022 r., wykonując przysługujące Ukrainie prawo samostanowienia o swoim losie, prezydent złożył wniosek Ukrainy o członkostwo w Unii Europejskiej. Rada UE szybko podjęła działanie i zwróciła się do Komisji Europejskiej (KE) o przedłożenie opinii w sprawie tego wniosku zgodnie ze stosownymi postanowieniami traktatów. W oczekiwaniu na tę opinię i bez zbędnej zwłoki będziemy dalej wzmacniać nasze więzi i pogłębiać nasze partnerstwo, aby wspierać Ukrainę na jej europejskiej drodze. Ukraina należy do naszej europejskiej rodziny”. W praktyce to czysto informacyjne przypomnienie idei układu stowarzyszeniowego oraz procedur traktatowych. Nie ma w deklaracji zobowiązania KE, by jej opinia przedstawiona została przed najbliższym szczytem formalnym RE 24-25 marca. Przypominam, że cały czas mowa tylko o nadaniu Ukrainie statusu państwa kandydującego. Uwzględniając poziom jej przygotowania do integracji z UE oraz realia negocjacyjne, procedura potrwa kilka lat, ścieżka ekspresowa nie istnieje. Ale przyszła akcesja przynajmniej by się zaczęła, co byłoby ważne tym bardziej, że wykonanie analogicznego kroku przez NATO jest wykluczone.

Szokujący jest kontrast między perspektywą szefów państw/rządów UE, debatujących w salonach króla Ludwika XIV Wielkiego, a tragiczną sytuacją Ukrainy z gorzkich apeli prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Fot. EU / Dario Pignatelli
Dario Pignatelli

Nieformalny szczyt w Wersalu wstępnie podjął także temat uniezależnienia się UE od energetycznego zaopatrzenia z Rosji. W tej sprawie polaryzacja stanowisk państw związana jest z poziomem uzależnienia, zarówno obecnie, jak też w planach. We wspólnocie dominuje zrozumienie dla konieczności ponoszenia także po naszej stronie kosztów wojny oraz sankcji, ale do pewnej granicy. Ogromne nadzieje zaopatrzeniowe np. z gazociągiem Nord Stream 2 wiązały (i nadal wiążą!) przecież nie tylko Niemcy, lecz także m.in. Austria oraz… Czechy. Generalnie wszyscy partnerzy wyszehradzcy na temat dostaw surowców z Rosji mają (a przynajmniej mieli do wybuchu wojny) zdanie inne niż Polska. W sprawie embarga na rosyjskie dostawy bardzo reprezentatywna dla unijnego biznesu jest zaś wypowiedź Siegfrieda Russwurma, szefa Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI): „Nie ma sensu karać siebie surowiej niż agresora”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane