PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Kino Momakina

opublikowano: 06-08-2021, 14:25

Krety, chomik, myszy i ryjówka skonstruowane przez łódzkich lalkarzy grają w międzynarodowej produkcji „Nawet myszy idą do nieba”. Film już zdobył nagrodę dla najlepszej animacji na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Szanghaju, a jego premiera odbyła się na najważniejszym światowym festiwalu animacji IAFF w Annecy. Za powstanie prawie połowy lalek odpowiadała łódzka firma Momakin.

Założycielki Momakina pracowały przez kilka lat w łódzkim studiu Se-ma-for Produkcja Filmowa i w Muzeum Animacji, dzięki czemu dobrze poznały świat i ludzi animacji: plastyków, animatorów, konstruktorów. Momakin założyły w maju 2015 r., gdy po ostatecznym upadku studia zdecydowały, że dalej chcą pracować w branży, w której widziały duży potencjał, miały kontakty i pomysł, jak dalej działać i ją umacniać. Firma łączy dziś polskiego producenta z zagranicznymi partnerami, zagranicznego producenta z polskimi twórcami. Momakin wspiera też późniejszą dystrybucję i promocję filmów, działając jako swoiste spoiwo branży animacji poklatkowej.

– Tworzenie lalek wymaga nie tylko umiejętności plastycznych, ale również technicznych, wiedzy z zakresu materiałoznawstwa – opowiada Katarzyna Gromadzka, która w Se-ma-forze była kierownikiem produkcji, a w Momakinie kieruje projektem Polish Quality, jest producentem wykonawczym i koordynuje współpracę z plastykami.

– Tworzenie lalek wymaga znalezienia dostawców bardzo rzadkich materiałów i części, tym również się zajmujemy - dodaje.

Kobiece grono
Kobiece grono
Zespół tworzący firmę Momakin - od lewej: Paulina Zacharek, KatarzynaGromadzka, Agnieszka Kowalewska-Skowron.
K.Jarczewski

– Fachowcy, którzy to potrafią, są bardzo poszukiwani na rynku, jednak do spotkania z producentem prowadzi długa droga, usiana przeszkodami – językowymi, odległościowymi, prawnymi, kulturowymi – uzupełnia Agnieszka Kowalewska-Skowron odpowiadająca za poszukiwanie filmów i programów telewizyjnych do dystrybucji oraz koordynację projektów promujących polską animację na świecie.

– Chodzi o to, by doprowadzać do spotkań właściwych ludzi we właściwym miejscu – dodaje Paulina Zacharek, w Se-ma-forze dyrektorka Muzeum Animacji, w Momakinie odpowiadająca za dystrybucję kinową animacji, edukację i profesjonalizację branży animacji. – Artyści nie zawsze znają się na kwestiach biznesowych, sprawach konstruowania umów. Szkoda nam było ducha Se-ma-fora. Po jego upadku twórcy pozostali sami, bez wsparcia.

Słuchając potrzeb branży, specjalistki sześć lat temu powołały do życia Animarkt Stop Motion Forum, jedyne na świecie, odbywające się w Łodzi spotkanie środowiska stop motion (animacji poklatkowej), pomyślane jako platforma do dzielenia się doświadczeniami między artystami, producentami, dystrybutorami, nadawcami, dostawcami usług i narzędzi animacyjnych z całego świata.

– Z naszych szacunków wynika, że wartość projektów, które w jakimś stopniu zostały zrealizowane, także dzięki obecności na Animarkcie, wynosi 5,3 mln zł. Utwierdza nas to w przekonaniu, że Animarkt spełnia swoją rolę, mamy zwrotną informację, że dzięki kontaktom nawiązanym w Łodzi powstawały całe zespoły produkcyjne – mówi Agnieszka Kowalewska-Skowron.

Pośrednik i twórca
Pośrednik i twórca
Momakin został założyły w maju 2015 r. Dziś firma łączy polskiego producenta z zagranicznymi partnerami i zagranicznego producenta z polskimi twórcami. Momakin wspiera też późniejszą dystrybucję i promocję filmów, działając jako swoiste spoiwo branży animacji poklatkowej.
K.Jarczewski

Międzynarodowa koordynacja

Przy tworzeniu filmu animowanego normą jest współpraca fachowców z różnych krajów, a nawet kontynentów. Wiedząc o tym, nazwę firmy wymyślały tak, by była łatwa do wymówienia dla obcokrajowców.

– Chodziło o słowo nieistniejące w żadnym języku, wpadające w ucho, proste do wymówienia – wyjaśnia Paulina Zacharek. – A rozwijamy je jako skrót od motion making.

Branża stop motion bardzo się teraz rozwija w Ameryce Środkowej.

– Staramy się budować most między naszą częścią Europy a Ameryką, bo żyjemy na podobnym poziomie gospodarczym – wyjaśnia Katarzyna Gromadzka. – To oznacza, że łatwiej dopiąć budżety niż np. z Francją, gdzie wszystko jest o wiele droższe.

Główne role
Główne role
Lalki, które grały w serialu dokumentalnym „Wojna i ja”, którego akcjaczęściowo rozgrywała się w Polsce.
K.Jarczewski

Na koncie mają również konsultację scenariuszy. Tak było w przypadku niemieckiego serialu „Wojna i ja” o II wojnie światowej, którego akcja częściowo rozgrywała się w Polsce – Momakin między innym konsultował realia historyczne. Zaś dzięki znalezieniu w Łodzi specjalistów potrafiących stworzyć mechaniczne głowy – konstrukcje pozwalające na sterowanie mimiką twarzy lalki animacyjnej – została nawiązana współpraca z Meksykiem, powstały lalki do filmu „Inzomnia” – pierwszego meksykańskiego pełnometrażowego filmu realizowanego w technice animacji lalkowej. Opowiada on historię dziewczynki, która wyrusza w podróż do świata snów, by uratować swoje miasto i bliskich. Międzynarodową produkcją jest też film „Nawet myszy idą do nieba” w reżyserii Denisy Grimmovej i Jana Bubeníčka – to koprodukcja czesko-słowacko-francusko-polska, która łączy animację lalkową z komputerową 3D. Do niej trzeba było stworzyć tzw. lalki flokowane.

– To bardzo ciekawa technika, lalkę pokrywa się drobinami strzyży tekstylnej, która tworzy sierść i futerko – wyjaśnia Katarzyna Gromadzka. – Korzystając z pola magnetycznego, nakłada się drobiny włókna na piankę lateksową. To technika wymagająca bardzo dużego doświadczenia. Strzyżę trzeba odpowiednio przygotować, nakładać warstwami w określonej kolejności na detale, jak fragment ucha czy ogonek, mające po kilka milimetrów. Czesi szukali specjalistów w kilku krajach, zanim trafili do Polski.

Droga na ekran

Droga filmu od pomysłu do pokazania na ekranie jest długa, często liczona w latach.

– „Nazywam się Cukinia”, nominowany do Oscara francusko-szwajcarski film animowany z 2016 r. w reżyserii Claude’a Barrasa, powstawał 13 lat – opowiada Agnieszka Kowalewska-Skowron. Na tę długą drogę składa się praca nad konceptem, przygotowanie scenariusza, szukanie finansowania, przygotowanie projektów lalek, dekoracji, budowa, preprodukcja, rekwizyty, produkcja, postprodukcja, sprzedaż…

Do tego dochodzą zmiany i swoista ewolucja filmu.

– „Myszy…” w 2017 r. były prezentowane na Animarkcie – wspomina Agnieszka Kowalewska-Skowron. – Projekt filmu wyglądał zupełnie inaczej – grały w nim zupełnie inne lalki, właściwie tylko historia oparta na książce się nie zmieniła. Mamy rok 2021 i dopiero odbyła się premiera podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych w Annecy, we Francji. Film będzie miał oficjalną polską premierę jesienią na 8. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Kino Dzieci podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty. 10 lat po rozpoczęciu pierwszych prac…

Przy tak długotrwałych projektach problemów i wyzwań nie brakuje.

– Dlatego jesteśmy potrzebne branży – mówi Paulina Zacharek. – Umiemy połączyć w jednej firmie wiele działań związanych z filmem. Pracujemy z tytułami, które uważamy za wartościowe, które często nie leżą w sferze zainteresowań dużych dystrybutorów.

– W filmie „Nawet myszy idą do nieba” potrzebnych było kilkanaście kopii postaci głównej bohaterki – myszki Czmyszki, każda musiała tak samo wyglądać, mieć identyczny nosek czy ogonek. To wymagało ogromnej precyzji i od twórców, i od nas – wspomina Katarzyna Gromadzka.

Proces twórczy
Proces twórczy
Konstrukcje animacyjne - odlewy, prototyp głównej postaci i lalkaanimacyjna myszki Czmyszki do filmu „Nawet myszy idą do nieba”, wreżyserii Denisy Grimmovej i Jana Bubenicka. To koprodukcjaczesko-słowacko-francusko-polska, która łączy animację lalkową zkomputerową 3D.
Krzysztof Jarczewski

Dzięki temu, że w Łodzi zgromadziła się przez lata grupa specjalistów w branży stop motion, Łódź wybija się zarówno na rynku polskimi, jak i na rynku tej części Europy.

– To nasze miasto, dlatego zależy nam na rozwoju tej branży tutaj, dlatego też tutaj organizujemy Animarkt, na który przyjeżdżają ludzie z całego świata – podkreślają twórczynie Momakina. – W Polsce produkuje się głównie krótkie metraże, seriale, jako firma nie mamy jeszcze na koncie pełnego metrażu. Jednak nasi twórcy zyskują pełnometrażowe doświadczenie w produkcjach zagranicznych, więc myślę, że ten moment zbliża się wielkimi krokami – podsumowuje Katarzyna Gromadzka.

Animacja po pandemii

Animacja zdaje się najmniej cierpieć z powodu epidemii. Technika cyfrowa pozwala na zdalną realizację wielu filmów. Wyjątkiem są projekty realizowane w technice poklatkowej, które wymagają pracy całego zespołu na planie zdjęciowym.

– Reżyserzy radzą sobie na różne sposoby z obostrzeniami. Na przykład Joseph Wallace, będąc w połowie zdjęć do swojego filmu „Salvation Has No Name”, który był prezentowany na Animarkt Pitching 2018, musiał opuścić studio filmowe Aardamn z powodu lockdownu w Wielkiej Brytanii. Rozwiązaniem okazała się współpraca z koproducentem czeskim i część animacji została przeniesiona do Pragi, w której wtedy obowiązywały mniejsze obostrzenia. A instrukcje reżysera wysyłane były przez internet – mówi Agnieszka Kowalewska-Skowron.

Po wstrzymaniu planów aktorskich wzrosło zapotrzebowanie na wykorzystanie animacji w reklamie, a przy zamkniętych szkołach i przedszkolach – w programach edukacyjnych. Reakcja branży była błyskawiczna. Kanadyjskie studio Unlimited Media podwoiło swój zespół animatorów, a Six Point Harness z Los Angeles zainwestowało w oprogramowanie, które niweluje różnice w synchronizacji obrazu i dźwięku w materiale opracowywanym zdalnie.

Dodatkowo poszczególne kraje wprowadziły rozwiązania systemowe wspierające indywidualnych twórców czy ułatwienia dla producentów w celu utrzymania rozpoczętych realizacji. W wielu krajach wciąż jednak brakuje kompleksowych strategii wsparcia produkcji audiowizualnej w okresie pandemii.

Obostrzenia najdotkliwiej odczuwalne były w dystrybucji (zamknięte kina), brakło też wydarzeń filmowych.

– Także tu wiele działań musiało przenieść się do internetu, który stał się – może niedoskonałym – ale ratunkiem dla branży – ocenia Katarzyna Gromadzka, – Długotrwałe skutki odczujemy jeszcze w przyszłości, bo zmieniły się pewne mechanizmy, przyzwyczajenia oraz rynek finansowy wokół kina.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane