Kino nocne

opublikowano: 28-03-2019, 22:00

Największą wadą nowej serii 8 od BMW jest łącznik. Poza tym to auto jest czystą perfekcją, która wymaga tyle charakteru (w tonach), ile kosztuje (w złotówkach).

Wszyscy polscy kierowcy to idioci. Kretyni, matoły i frajerzy. Oczywiście z moim skromnym wyjątkiem. To ja nadaję tempo. Jedziesz wolniej? Toś frajer i zawalidroga! Śmiałeś mnie wyprzedzić? Już dzwonimy do prokuratury albo, co gorsza, wrzucamy filmik na YouTube’a. Gawiedź cię oceni, drogowy morderco w ząbek czesany. Ty kurzy paznokciu, co prawo jazdy w czipsach znalazł. Albo nie! Sam cię nauczę szacunku dla prawa. No, wysiadaj! Mam kolegów, znajdziemy cię! Znacie to? Owszem. Wiem, wiem, z opowieści kolegi, ale znacie.

Wyświetl galerię [1/3]

Fot. Materiały prasowe

Jedyny sprawiedliwy

Agresja drogowa ma kilka stopni natężenia. Prawie wszystkie ukazaliśmy w powyższej opowiastce. Pierwszy stopień to niebezpieczna jazda, która cechuje się lekceważeniem przepisów ruchu drogowego. Kolejnym jest gniew za kierownicą — przejawia się nadużywaniem klaksonu, błyskaniem światłami, krzykiem, wrogimi gestami czy jazdą zderzak w zderzak. Najsilniejszym wyrazem agresji jest tzw. road rage — drogowa furia. W tym przypadku dochodzi do fizycznego ataku na innego kierowcę z użyciem własnego pojazdu lub innego niebezpiecznego narzędzia. Zaczyna się bezpodstawnym hamowaniem, a skończyć się może okładaniem fizys drogowego oponenta.

Oczywiście takiej agresji doświadczamy nie tylko w Polsce. Występuje niemal wszędzie, gdzie na drodze pojawia się więcej niż jeden samochód. I choć częściej na Wschodzie (ta słowiańska dusza!), problem jest widoczny na całym kontynencie: 80 proc. europejskich szoferów, badanych przez Ipsos w 2016 r., przyznało, że obawia się agresywnego zachowania innych kierowców. Paradoksalnie, 54 proc. ankietowanych potwierdziło, że sami obrażają współuczestników ruchu. W badaniu pełno też innych niekonsekwencji. Otóż najwięcej kierowców (75 proc.), poproszonych o wybranie pozytywnej cechy, określającej ich za kierownicą, wymienia ostrożność. Natomiast u innych zauważa ją jedynie 14 proc. ankietowanych. Gdy respondenci mieli wskazać negatywną cechę, stawiali na stres (u siebie) i nieodpowiedzialność (u całej reszty).

Wniosek? Opisałem wyżej. To ja jestem jedynym sprawiedliwym. Reszta to leszcze. Innymi słowy, mnie wolno wszystko i zawsze mam dla siebie wytłumaczenie. Jednocześnie rzadko lub nigdy nie tłumaczę innych. Po co? Przecież to barany.

Bawarski wampir

Mimo przekonania, że „inni to osły i tylko ja potrafię jeździć”, większość agresywnych kierowców obrzuci tego, kto jedzie szybciej niż oni, inwektywami znacznie lżejszego kalibru niż te, które skieruje w stronę szofera trzymającego się ograniczeń prędkości. Nie wierzycie? Spróbujcie pokonać kilkaset kilometrów zgodnie z przepisami i obserwujcie miny wyprzedzających. Dlaczego tak? Pewnie dlatego, że łamanie przepisów drogowych kojarzone jest raczej z zaradnością życiową i dobrze pojętym sprytem aniżeli z wykroczeniem. Zgoda, każdy złamał kiedyś ograniczenie prędkości, ale tylko u nas można się tym publicznie chełpić. Warszawa — Gdańsk znacznie poniżej trzech godzin — to zdanie prawdopodobnie będzie wypowiedziane z dumą. Ukradłem ze sklepu trzy paczki papierosów — tym już raczej nikt się nie pochwali. Nikogo nie obchodzi, że oba zdarzenia z punktu widzenia prawa są tym samym — wykroczeniem. Po prostu jeździsz szybko, jesteś „cool”, bo nawet jeśli inny kierowca pośle słowną wiązankę w twoją stronę, to i tak wiesz, że… zazdrości ci tej „zaradności”. Sprawa nabiera rumieńców, jeśli jedziesz tzw. dobrym samochodem.

Premium znaczy. Czasami odnoszę wrażenie, że posiadanie takiego auta wręcz obliguje do agresywnych zachowań drogowych. Zdawszy sobie z tego sprawę, mierzę się z agresją (własną i innych) za kierownicą auta marki, która w pewnym sensie z agresji słynie. BMW. Kto nie słyszał o „szaleńcach w BMW” na polskich drogach? Dowcipów o kierunkowskazach w BMW (a raczej o ich braku)? Wreszcie kto nie widział jednej z dziesiątek internetowych kompilacji filmów z nieodpowiedzialnymi zachowaniami kierowców bawarskich aut? Jest tego sporo. Zresztą nie tylko w Polsce kierowcy BMW nie mają dobrej opinii. Za aroganckich i niebezpiecznych uważają ich też Brytyjczycy. Wyspiarski kanał telewizyjny Dave stworzył ranking kierowców z najgorszymi manierami. Pierwsze miejsce na podium? A jakże! Ten za kółkiem BMW. Co z tą marką jest nie tak? Ma coś z wampira z Feratu, filmowego auta wysysającego krew z kierowców? Wysysa zdrowy rozsądek i pompuje koktajl agresji z adrenaliną?

Narzędzie zagłady

BMW zawsze stawiało na emocje, radość z prowadzenia i pokonywania każdego kilometra. Bawarczycy chcieli budować samochody, w których nie cel był ważny, lecz droga do niego. Nic się nie zmieniło. Najwyraźniejwidać to zza kierownicy najnowszej serii 8. To Gran Turismo, czyli segment, który niemal z definicji jest do jazdy, a nie dojazdów. BMW 850i jest też tym, który najlepiej oddaje charakter marki. Ale od początku.

Dzisiejsza seria 8 zastępuje serię 6 (tę z 2003 r.), która kiedyś zastąpiła serię 8 (tę z 1992 r.), czyli następcę poprzedniej szóstki. Zagmatwałem? To nie ja. To w BMW namieszali. Żeby nie plątać bardziej, przejdźmy do szczegółów obecnej wersji modelu 850i. Ma 4,4 l pojemności, 530 KM, 750 Nm i napęd na cztery koła xDrive, co się przekłada na 3,7 s w sprincie do 100 km/h. Do tego brzmienie V8 i potężny „kopniak” z podwójnego doładowania wespół z ogromem technologii i pracy inżynierów ułatwiających ogarnięcie tego wszystkiego. Jeśli dodać zjawiskową stylizację i pomnożyć przez doskonałe prowadzenie, to się okaże, że BMW 850i może być doskonałym narzędziem zagłady w rękach drogowego furiata.

Tu docieramy do sedna, które brzmi: Ręce precz od BMW! Auta tej marki mają tyle wspólnego z drogową agresją, ile producent kijów bejsbolowych z ustawkami pseudokibiców lub Horacy Smith i Daniel Wesson z morderstwem Johna Lennona. Jak można obwiniać producenta butów, że stopa weń odziana kopie kogoś w głowę? Zdaję sobie z tego sprawę, jadąc od dobrych dwóch godzin drogą krajową i literalnie trzymając się przepisów. Nowa 850i przyciąga spojrzenia. Moje zachowanie budzi zdziwienie. Mam wrażenie, że postronni wręcz oczekują ode mnie agresywnego zachowania. Spektakularnego wyprzedzania. Dynamicznego przyspieszania. Zupełnie jakby marka i charakter auta do tego zobowiązywały. Masz sprzęt, to korzystaj — zdają się sugerować spojrzenia.

Do gwałtu też mam sprzęt! — staram się odpowiedzieć spojrzeniem. BMW 850i nie jest dla tych, którzy co chwilę muszą udowadniać, co to znaczy mieć pod stopą pół tysiąca koni. Jest dla tych, którym wystarczy tego świadomość. Jest to niemal perfekcyjna maszyna, przed zakupem której powinno się przechodzić testy psychologiczne. Choć BMW nigdy się na to nie zdecyduje, być może zdecyduje się UE lub jakieś inne instytucje. Auto każdym warknięciem kusi spragniony palenia gumy tłum. Nie do gnania w tym aucie na złamanie karku trzeba charakteru, lecz do zaniechania tego. W BMW 850i zdecydowanie łatwiej przejechać rondo bokiem niż zwyczajnie. Po 600 km przepisowej jazdy zmęczyłem się bardziej niż po dniu na torze z Porsche. Tysiąc razy powiedziałem swojemu wewnętrznemu diabełkowi: Nie! Ale i tak nie odpuszczał.

— To może choć kierunkowskazów nie używaj — szeptał.

Wymiana zdań jest dowodem na to, że BMW 850i (i każde inne) ma jedną wadę. Tym najsłabszym ogniwem jest wspomniany na wstępie łącznik. Co łączy? Kierownicę z pedałem przyspieszenia.

Nocny rachunek sumienia

Wrócę na chwilę do dzieciństwa. Do czasów, w których największą zagadką było dla mnie, co wyświetlają w telewizji po napisie: kino nocne. Doczekałem się. Domownicy przekonani, że śpię i nieświadomi tego, że uknułem plan, oddali się przyjemności oglądania. Ja w tym czasie na podłodze swojego pokoju oglądałem z nimi (obraz odbijał się w szafie „na wysoki połysk”). Do dziś pamiętam wypieki na twarzy, które pojawiły się, kiedy przekroczyłem Rubikon nocnego kina. Serce waliło. Wnioski? Głupi byłem. Niegotowy. W rezultacie kilka nocy nie spałem i… moczyłem łóżko. Siedmioletnia psychika słabo zniosła horror „Duch”.

Po co o tym opowiadam? Ponieważ, obserwując wyczyny niejakiego Froga, który w gęstym ruchu ulicznym za kierownicą BMW popisuje się brakiem szacunku dla prawa i wszystkiego, co żyje, dochodzę do wniosku, że na niektórych samochodach powinien wisieć napis: kino nocne i że ktoś winien sprawdzać mentalny wiek klientów. Jak? A dać im BMW 850i na trasę i posłuchać dyskusji z ich wewnętrznym szatanem. Piekielnie trudny do zdania test.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu