Klienci trafili na widełki

Eugeniusz Twaróg
20-11-2008, 00:00

Nie tylko kredytobiorcy interesują się spreadami na kredytach. Przyglądają się im też UOKiK i KNF. Czy się czegoś dopatrzą?

Kursy walut w bankach mają na oku urzędy nadzoru i antymonopolowy

Nie tylko kredytobiorcy interesują się spreadami na kredytach. Przyglądają się im też UOKiK i KNF. Czy się czegoś dopatrzą?

Pół miliarda złotych — tyle szacunkowo banki zarobiły na różnicach kursów walut w I półroczu. W drugim kwota może być jeszcze wyższa, szczególnie po ostrych zwyżkach cen franka szwajcarskiego, jakie banki zafundowały klientom w IV kw. Spready, czyli różnica między ceną kupna i sprzedaży waluty, w jakiej udzielany jest kredyt, z dnia na dzień poszybowały w górę. Kupuj tanio, a sprzedawaj drogo — banki opanowały tę zasadę do perfekcji. Liderem wzrostów był Dom Bank.

— Koszty po stronie klienta rosły, gdyż w górę szły ceny waluty na rynku finansowym — wyjaśnia Artur Wiza z Getin Holding.

Ponieważ sytuacja nie tylko nie poprawiała się, ale coraz trudniej było zdobyć pieniądz, bank wycofał się z kredytów we frankach. Nadal jednak obsługuje stary portfel kredytowy. I podobnie jak inne banki korzysta na różnicy kursów.

20-procentowy haracz

— Rozszerzenie spreadów odzwierciedla sytuację na rynku międzybankowym, na którym widełki między ceną kupna i sprzedaży walut też uległy rozszerzeniu. Pytanie tylko, czy zmiany dla klientów były proporcjonalne do tych na rynku międzybankowym, czy też poprzez wyższe spready banki rekompensują sobie wzrost kosztów finansowania w walutach — zastanawia się Katarzyna Siwek, analityk Expandera.

Marek Juraś z DM BZ WBK uważa, że podwyższając wysokość spreadów banki odbijają sobie mniejsze wpływy z kredytów udzielonych w ostatnich miesiącach po niskich marżach.

— Do niedawna jednych z najniższych w Europie — mówi Marcin Mrowiec, p.o. głównego ekonomisty Pekao.

Dzisiaj klient, który kiedyś brał kredyt na bardzo korzystnych warunkach (jeśli nie liczyć niskiego kursu franka szwajcarskiego), płaci dodatkowy haracz za to, że bank pożyczył mu tanio pieniądze. Expadner wyliczył, że przy maksymalnym rozwarciu widełek spreadu koszty wynikające z różnicy kursów mogą stanowić 20 proc. raty kredytowej płaconej przez klienta.

Zasilające źródło

Dla banku spread to poważne i wygodne źródło dochodów, z którego może czerpać bez większych ograniczeń, ponieważ wysokość spreadu nie jest opisana w warunkach umowy kredytowej. Składając na niej swój podpis, klient zgadza się, że będzie wymieniał pieniądze w banku według jego tabeli kursowej.

Ile banki zarobiły na spreadzie w III kw., dowiemy się, gdy Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) opublikuje dane o sprzedaży hipotecznych kredytów walutowych. Największe wpływy przyniesie jednak IV kw., ponieważ widełki spreadu zaczęły się mocno rozwierać dopiero w październiku.

Zresztą już w poprzednich miesiącach wpływy z wymiany walut stanowiły jedno z ważniejszych źródeł zasilających bankowe kasy. Niestety, w raportach kwartalnych nie można bezpośrednio znaleźć informacji o danych z foreksu na kredytach walutowych. Dochody z tego źródła są raportowane w wynikach z pozycji wymiany walut, które mieszczą wiele innych składowych. I tak np. BRE Bank po trzech kwartałach tego roku miał 435 mln zł wyniku z pozycji wymiany, z czego 19 proc. (84 mln zł) z portfela kredytów walutowych. PKO BP na 561 mln zł uzyskanych z transakcji na rynku pieniężnym w ciągu dziewięciu miesięcy około jedną trzecią zawdzięcza kredytom.

Jednak już w Getin Holding, jak twierdzi Artur Wiza, około 90 proc. wpływów dają kredyty. Od stycznia do października wynik z pozycji wymiany wyniósł 249 mln zł.

Do siego roku

Marcin Mrowiec uważa, że rozwarcie się widełek ze spreadem powinno mieć charakter przejściowy, determinowany wyjątkowymi warunkami rynkowymi. Zakłada, że w przyszłym roku sytuacja powinna wrócić do normy. Marek Juraś nie jest takim optymistą.

— Słabnie akcja kredytowa i maleją wpływy z innych źródeł. Dlatego nie sądzę, żeby banki rezygnowały z dodatkowej możliwości zarobku — mówi analityk DM BZ WBK.

Potwierdzają to nasze nieoficjalne informacje, że bankom bardzo zależy, aby KNF w rekomendacji przygotowywanej na grudzień nie zajmowała się spreadami. Wcześniej jej szef zapowiadał, że problem trzeba uregulować.

Nie tylko KNF ma spready na oku. Pod lupę weźmie je również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), ale dopiero w przyszłym roku. Jak się dowiedzieliśmy, UOKiK przewiduje kontrolę umów kredytowych pod kątem spreadów w harmonogramie prac na 2009 r.

Jak się nie dać bankom

Jeśli masz kredyt we franku, a bank daje ci możliwość spłaty rat w tej walucie, zwykle bardziej opłaca się kupować walutę w kantorze i zanieść ją do banku, niż pozwolić bankowi na przewalutowanie po narzuconym przez niego kursie. Można zaoszczędzić 1-2 grosze na jednym franku. Jeśli bank daje ci taką możliwość, samodzielnie przewalutuj ratę ze złotego na franka na dzień-dwa przed datą spłaty, ustaloną w umowie. Jeśli przeprowadzenie tej operacji pozostawisz bankowi, możesz mieć pewność, że zrobi to po najmniej korzystnym dla ciebie kursie z dnia spłaty.

Eugeniusz

Twaróg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Klienci trafili na widełki