Klub dżentelmenów szos

opublikowano: 02-06-2021, 15:50

Jeszcze kilka lat temu Supercar Club Poland z marnym skutkiem szukał chętnych. Dziś odrzuca co piątą kandydaturę.

Pomysł:
Pomysł:
Mieliśmy potrzebę robienia czegoś wyjątkowego związanego z naszą największą pasją – samochodami. W brytyjskiej prasie motoryzacyjnej często czytaliśmy o tamtejszych klubach samochodowych. Padł pomysł, by zorganizować coś takiego nad Wisłą – wspomina Krzysztof Hołowczyc, kierowca rajdowy i jeden z założycieli Supercar Club Poland.
ANDRZEJ STAWINSKI

Równo dekadę temu – w 2011 r. – wystartował Supercar Club Poland (SCC). Pierwszy i jedyny dotąd w Polsce klub time-sharingu elitarnej motoryzacji, który w ramach płatnego członkostwa oferuje abonamentowy dostęp do floty supersamochodów i który omal… nie doczekał pierwszych urodzin.

Garnitur czy kask?

Przełamanie:
Przełamanie:
Przez pierwsze pięć lat działalności SCC kilka razy myśleliśmy, żeby ten biznes zaorać. Przełamanie przyszło w okolicy 2016 r. Nie jestem w stanie wskazać konkretnych przyczyn, ale wszystko zaczęło się składać i przypominać samonapędzającą się kulę śniegową – klubowicze rekomendowali kolejnych, nowi zaczęli się zgłaszać sami. Wydaje mi się, że zadziałała konsekwentna dobra robota i wiara w jej sens wbrew okolicznościom – mówi Kamil Dłutko, jeden z założycieli i prezes SCC.
DAREK_LEWANDOWSKI

Pomysł przeniesienia do Polski popularnego w krajach anglosaskich współużytkowania (time-sharing) wyjątkowych samochodów powstał w grupie przyjaciół skupionych wokół Krzysztofa Hołowczyca, znanego kierowcy rajdowego.

– Mieliśmy potrzebę robienia czegoś wyjątkowego i związanego z naszą największą pasją – samochodami. W brytyjskiej prasie motoryzacyjnej często czytaliśmy o tamtejszych klubach samochodowych. Wydawało się to świetnym pomysłem, a jednocześnie nieosiągalnym jeszcze w Polsce sposobem prowadzenia biznesu. Wspólne rozmowy przekonały nas, że warto spróbować – wspomina Krzysztof Hołowczyc.

Prace ruszyły w 2010 r.

– Czwórka założycieli była mocno biznesowa. Prowadziliśmy firmy, mieliśmy zacięcie do badań rynku, analiz i układania scenariuszy strategicznych. Bardzo solidnie przygotowaliśmy ten projekt – wspomina Kamil Dłutko, jeden z założycieli, właściciel agencji marketingowej.

W zakładaniu Supercar Clubu uczestniczył też m.in. Marcin Czernik, doradca inwestycyjny, który obsługuje inwestycje zamożnych klientów. Dla klubu modelował liczbę samochodów, koszty, liczbę klubowiczów i różne implikacje z tego wynikające. Przed decyzją o starcie Supercar Club miał rozbudowane modele finansowe i kilka strategii marketingowych. Miał też na pokładzie niesłychanie medialnego Krzysztofa Hołowczyca, który współtworzył klub jako jeden z akcjonariuszy.

– Zastanawialiśmy się nad grupą docelową. Pamiętam sesję fotograficzną, podczas której spieraliśmy się, czy Hołek ma wystąpić w kasku czy w marynarce – innymi słowy, czy chcemy się pozycjonować sportowo czy może bardziej elegancko – opowiada Kamil Dłutko.

Założyciele zaopatrzeni w tabele, scenariusze, wyceny i wizualizacje zwrócili się do ponad stu zamożnych osób pasjonujących się motoryzacją z badaniem wywiadowym realizowanym przez agencję badawczą, czy taka oferta byłaby dla nich interesująca.

– Ponad 70 osób zadeklarowało chęć uczestnictwa w takim przedsięwzięciu, jeśli się go podejmiemy. Chwalili pomysł, wskazywali jego adekwatność do swoich potrzeb, dopingowali, byśmy z nim ruszyli – wspomina Kamil Dłutko.

Powstała w 2011 r. spółka Supercar Club Poland wynajęła miejsca garażowe i biuro w warszawskim hotelu Hilton, kupiła sześć aut (Ferrari, Lamborghini, Porsche 911, Audi R8, Nissan GT-R, Corvette) i zaprosiła zainteresowanych na uroczystą inaugurację. Z pokaźnej grupy deklarujących chęć wstąpienia do klubu słowa dotrzymało… zero osób.

– Na imprezie inauguracyjnej pozyskaliśmy jednego klubowicza spoza grupy ankietowanych. Kości zostały rzucone. Tak wystartowaliśmy – mówi Kamil Dłutko.

Zaoranie biznesu

Inna oferta:
Inna oferta:
SCC to znacznie więcej niż garaż z supersamochodami. 150 klubowiczów ma oczywiście do dyspozycji ponad 50 aut, ale może też korzystać ze szkoleń, spotkań, wyjazdów oraz… bogatej sieci biznesowych kontaktów.
materiały prasowe

Kolejne miesiące upłynęły na poszukiwaniach zainteresowanych współużytkowaniem supersamochodów. Powoli dołączały kolejne osoby, co ciekawe, o cechach i oczekiwaniach odmiennych niż zakładane.

– Klubowiczami zostawali ludzie o zupełnie innym profilu niż nasz drobiazgowo wymodelowany target. Decyzje podejmowali z innych powodów niż zakładaliśmy, co innego było dla nich ważne i atrakcyjne. Mało kto zwracał uwagę na korzyści finansowe, zwykle najważniejszym kryterium była przyjemność. Większość decyzji była spontaniczna, bez analizy detali. Stwierdziliśmy, że wszystkiego musimy się nauczyć od nowa w działaniu – przyznaje Kamil Dłutko.

W pierwszym roku Supercar Club pozyskał mniej więcej dziesięciu członków. Trzykrotnie mniej od założeń. Spółka zanotowała 1,5 mln zł straty.

– To od strony czysto biznesowej kwalifikowało projekt do zaorania. Założenia się nie potwierdziły, wyniki były dołujące, a perspektywy poprawy bardzo odległe – wspomina Kamil Dłutko.

Pierwszy rok zweryfikował też plany założycieli na ich rolę jako inwestorów. Biznesmeni wyszli z założenia, że zasiądą w radzie nadzorczej. Diametralnie różny od założeń start klubu szybko usadził Kamila Dłutko za sterami spółki.

– Sądziłem, że być może założycielska wizja jest zbyt ambitna i sam muszę ją realizować. Przyjąłem, że przez rok doprowadzę projekt do rentowności. W praktyce zajęło mi to trzy razy dłużej – mówi Kamil Dłutko.

Przez ten czas wiele razy akcjonariusze dyskutowali o kapitulacji.

– Gdyby nasze motywacje były wyłącznie finansowe, na pewno by do tego doszło. Ale nie robiliśmy tego wyłącznie dla biznesu – każdy z nas pasjonował się samochodami, więc nasz próg tolerancji powiększała frajda z tego, co tworzyliśmy. Dodatkowo motywowali nas fantastyczni ludzie przystępujący – powoli, bo powoli – do klubu. Nasi pierwsi klienci zostali współinwestorami, jeszcze dobitniej realizując ideę współwłasności. Nie poddaliśmy się i szliśmy do przodu wbrew liczbom i analizom, którym pierwotnie ufaliśmy. Na etapie, na którym nie dało się już polemizować z faktami, serce wzięło górę nad rozumem i napędzała nas tylko wiara, że skoro sami jesteśmy tak zafascynowani oferowaną przez klub wartością, to dotarcie do nam podobnych musi być kwestią czasu – wspomina prezes SCC.

Budowa rynku:
Budowa rynku:
Supercar Club zaczynał z time-sharingiem długo przed pojawieniem się w Polsce firm oferujących współdzielenie aut popularnych czy rowerów.
materiały prasowe

Przełamanie nastąpiło… nie wiadomo kiedy, mniej więcej po pięciu latach od startu.

– Dziś nie jestem w stanie wskazać konkretnych czynników zmiany ani powiedzieć, co się stało lub zmieniło, ale wszystko zaczęło się składać i przypominać samonapędzającą się kulę śniegową – klubowicze rekomendowali kolejnych, nowi zaczęli się zgłaszać sami, dawni wątpiący przekonywali się, obserwując nasz rozwój, i dołączali czasem po kilku latach od pierwszych rozmów. Zadziałała konsekwentna dobra robota i wiara w jej sens wbrew okolicznościom – wspomina Kamil Dłutko.

Supercar Club zaczynał z time-sharingiem długo przed pojawieniem się w Polsce firm oferujących współdzielenie aut popularnych czy rowerów i musiał ten rynek budować od zera. Dziesięć lat później Polacy rozumieją korzyści time-sharingu i powszechnie z niego korzystają w wielu segmentach rynku – od hulajnóg przez samochody i łodzie po samoloty i nieruchomości, redukując koszty i czas poświęcany na zajmowanie się tymi aktywami, a jednocześnie zwiększając ich użyteczność.

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Nie tylko motoryzacja

Mianownik:
Mianownik:
Choć na flotę SCC składają się sportowe ikony, m.in. pierwsze w Polsce Ferrari F8 Spider, McLaren 720S czy Lamborghini Huracán Evo Spyder, nie brakuje też aut bardziej przyziemnych. Są hotchatche, limuzyny, luksusowe SUV-y i samochody elektryczne. Wspólny mianownik klubowych aut to ich wyjątkowość i frajda z jazdy.
materiały prasowe

Dziś Supercar Club liczy 150 klubowiczów i zajmuje całe piętro parkingu warszawskiego Hiltona, gdzie stacjonuje flota ponad 50 wyjątkowych samochodów, która tylko w tym roku powiększy się o 12 kolejnych. Nowe samochody wybierają klubowicze w głosowaniach. Choć na flotę składają się sportowe ikony, m.in. pierwsze w Polsce Ferrari F8 Spider, McLaren 720S czy Lamborghini Huracán Evo Spyder, nie brakuje też aut bardziej przyziemnych. Są więc hotchatche, limuzyny, luksusowe SUV-y i samochody elektryczne. Wspólny mianownik klubowych samochodów to wyjątkowość i frajda z jazdy.

– Nasza flota jest odbiciem oczekiwań klubowiczów – mówi prezes SCC.

Ale Toyotę GR Yaris to kto chciał kupić?

– Pewne uprawnienia zarządu muszą pozostać – śmieje się Kamil Dłutko, wielki fan małych turbodoładowanych aut rajdowych z napędem na cztery koła.

I dodaje, że dla SCC supersamochody to nie tylko bardzo mocne i bardzo drogie auta egzotyczne, lecz wszystkie, które na pierwszym miejscu stawiają doznania z jazdy.

– Stąd w naszym klubie m.in. malutkie Mazdy Mx5, Renault Clio Sport czy Honda Civic Type R obok majestatycznego Mercedesa G63, Bentleya czy ultranowoczesnego Taycana – wymienia Kamil Dłutko.

Oczywiście motoryzacja i wyjątkowe auta są cały czas osią klubu. Ale pojawiły się też zupełnie inne płaszczyzny działania.

– Teraz 70 proc. wydatków klubowiczów przeznaczanych jest nie na samodzielne użytkowanie aut, lecz na udział w wydarzeniach, które organizujemy. Mamy ponad 40 rozmaitych propozycji w roku: spotkania dyskusyjne, szkolenia torowe dla ambitnych kierowców, jednodniowe wypady w nieznane, weekendowe wyjazdy na zwiedzanie Polski, a także duże zagraniczne wyprawy. W tym roku w czerwcu jedziemy w Alpy i we wrześniu do Chorwacji. Uczestnicy wybierają na wyprawy auta z klubowej floty i w trakcie wyprawy zmieniają się za kierownicami. O ile jazda supersamochodem po alpejskich przełęczach jest spełnieniem marzeń, o tyle możliwość prowadzenia tam wielu wyjątkowych aut potęguje przyjemność wykładniczo i jest niemalże nie do zrealizowania poza klubem – twierdzi Kamil Dłutko.

Poza doznaniami motoryzacyjnymi klub dostarcza także czysto biznesowych wartości. Klubowicze to w zdecydowanej większości przedsiębiorcy, właściciele firm, inwestorzy.

– Prowadzimy systemowy networking. Spotykamy się regularnie, żeby rozmawiać o naszych potrzebach biznesowych, i szukamy rozwiązań dla siebie nawzajem. Powstaje z tego wiele skutecznych rekomendacji czy udanych wspólnych przedsięwzięć – zaznacza Kamil Dłutko.

Pod tym względem SCC przypomina angielskie kluby dżentelmenów, w których poza hobby jest spora przestrzeń na interesy i wzajemne wspieranie się. Trzeba tylko… się tam dostać.

Zostać klubowiczem

Klubowicze SCC w Chorwacji
Klubowicze SCC w Chorwacji
materiały prasowe

Jak się dostać do SCC? Niby prosto. Minimalna roczna składka za kartę klubową to 50 tys. zł (zalecana 100 tys. zł). W zamian klubowicz otrzymuje punkty, które może wymieniać na użytkowanie aut, udział w spotkaniach, wyjazdach i szkoleniach. Im wyższa składka, tym większe możliwości.

– Nasze domyślne członkostwo to ekwiwalent niespełna 10 tys. zł miesięcznie, czyli raty leasingowej za niezłe auto. Jedno. U nas daje dostęp do blisko sześćdziesięciu. Zamiast kupować jeden samochód i ponosić koszty utraty jego wartości, ubezpieczenia, serwisu i utrzymania, można korzystać z wielu aut, kiedy jest taka potrzeba. Oczywiście nie jest to alternatywa dla samochodu codziennego, ale dla drugiego czy trzeciego w garażu już jak najbardziej – przekonuje Kamil Dłutko.

Pieniądze to konieczny, ale niejedyny warunek przystąpienia do klubu. Drugim jest przejście procedury aplikacyjnej i związanej z nią weryfikacji, na którą kandydat wyraża zgodę. Na czym polega weryfikacja?

– Jednym z kryteriów jest historia ubezpieczeniowa. Pozostałe to tajniki naszego biznesu – kwituje dyplomatycznie Kamil Dłutko.

Podkreśla, że klub bardzo mocno odcina się od nieodpowiedzialnej jazdy szybkimi samochodami.

– Każdy klubowicz przechodzi szkolenie wprowadzające i ma dostęp do stałego programu podnoszenia umiejętności. Przez dziesięć lat działania klubu nikt z nas nie stał się negatywnym bohaterem zdarzeń drogowych, odnotowaliśmy raptem trzy niewielkie stłuczki, co daje szkodowość liczoną w promilach w odróżnieniu od wielokrotnie wyższych statystyk wypożyczalni. Odbywa się wiele wydarzeń związanych ze sportowymi samochodami, w których dominują nieodpowiedzialność i ostentacja. My oferujemy alternatywę tym, którzy szukają prywatności, dyskrecji i rozsądku. Nasze wyjazdy są stonowane, nastawione na doznania estetyczne i kulturalne, prowadzone z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa. Nasi klubowicze przede wszystkim cenią spokojne spędzanie czasu w towarzystwie podobnych sobie pasjonatów – podkreśla prezes SCC.

Dużo kandydatów odpada w przedbiegach?

– Mniej więcej co piąty – ujawnia Kamil Dłutko.

Duma i ekspansja

Wyprawa SCC do Katalonii
Wyprawa SCC do Katalonii
materiały prasowe

Prezes SCC podkreśla, że po 10 latach jest zadowolony przede wszystkim z klubowiczów.

– Oczywiście bardzo się cieszę z floty aut, którą udało się nam zbudować, bo to całkiem imponująca kolekcja, ale to tylko rzeczy materialne, które da się kupić. Klubowicze to absolutnie unikalna grupa fantastycznych ludzi. Wielu jest z nami od początku – podkreśla.

Zapewne jest zadowolony również z tego, że biznes się spina.

– Ponieważ kilkadziesiąt samochodów jest w ciągłym użyciu, jesteśmy znacznie bardziej efektywni kosztowo od posiadaczy indywidualnych. Zarówno przy zakupie, jak i serwisie czy ubezpieczeniu. Korzystamy z efektu skali i możliwości podziału kosztów między wielu użytkowników – wskazuje Kamil Dłutko.

Zaraz, ale taki plan był od początku!

– Owszem, ale rynek nie był gotowy – śmieje się Kamil Dłutko.

Dziś pracuje nad planami ekspansji zagranicznej. Podkreśla, że SCC jest już dojrzałym biznesem, gotowym do replikacji na sąsiednie rynki, na których nie ma podobnej oferty.

– Skupiamy się na Europie Środkowej: Czechach, Słowacji, Węgrzech, Chorwacji, krajach bałtyckich. W każdym kraju, niezależnie od wielkości, jesteśmy w stanie pozyskać odpowiednią liczbę klientów. Jestem przekonany, że Europa Środkowa już dojrzała do time-sharingu supersamochodów i nasza oferta trafi na podatny grunt – zapowiada Kamil Dłutko.

Podkreśla jednak, że doskonale pamięta lekcję z początków SCC.

– Do wszelkich założeń podchodzę z dużym dystansem i gotowością ich modyfikacji, jeśli okaże się, że rynek mówi co innego. Jedno pozostaje niezmienne – nasza pasja do samochodów – zaznacza prezes Supercar Clubu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane