Kolacja z księciem

Karolina Guzińska
opublikowano: 17-11-2006, 00:00

Złoty Dżajsalmer, różowy Dżajpur, niebieski Dżodhpur. Lubujący się w barwnych strojach Radżastańczycy nadali też kolory największym ze swych miast.

Radżastan, najbarwniejszy region Indii. Dosłownie — Dżajpur, Różowe Miasto, połyskuje koralowo od farby ze sproszkowanej terakoty wymieszanej z wapnem.

— Różowy to kolor gościnności. Pomalowano nim domy w 1905 r., gdy w Dżajpurze bawił książę Walii — mówi Danuta Orlewicz, miłośniczka Indii, przewodnik wycieczek Logos Travel.

Z kolei domostwa Dżodhpuru — Błękitnego Miasta — powlekano farbą indygo. Ponoć ten rozjaśniający ściany kolor odpędza też komary.

— Dżajsalmer zyskał swój przydomek dzięki ozłacającym kamienne mury promieniom zachodzącego słońca — dodaje Honorata Grązka ze studia fotograficznego 3/3.

Honor i odwaga

Majestatyczne fortece, bajeczne pałace radżów, marmurowe świątynie, bogate domy kupieckie — to największe skarby Radżastanu — Ziemi Książąt.

— Wyjątkowa kraina, zaskakująca cywilizacją i kulturą. Materialne świadectwa oszałamiającego bogactwa sprzed wieków, choćby wytworne, handlowe ulice ciągnące się bez końca, odbiegają od stereotypu Indii biednych i brudnych — uważa Danuta Orlewicz.

Imponujące budowle to spuścizna Radżputów, wojowniczych klanów kontrolujących region przez ponad tysiąc lat. Skoligaceni ze Scytami, Hunami, Persami, Kazachami i innymi ludami, tworzyli mieszankę wybuchową. Słynęli z odwagi i poczucia honoru — przekonać się o tym można, zwiedzając Chittorgarh, najważniejszą fortecę Radżputów, zdobytą przez Akbara, władcę imperium Mogołów, w 1568 r. Mówi się, że 8 tys. kobiet popełniło wtedy dżauhar: spaliło się żywcem, by nie wpaść w ręce wroga. Mężczyźni przywdzieli szafranowe szaty i stanęli do walki, wychodząc naprzeciw śmierci.

— Między VIII a XIII w. radżputańscy książęta pokojowo rozszerzali swe wpływy, zajmując stare królestwa hinduistyczne, gdy wymierały ich dynastie. Na nowych ziemiach wznosili ośrodki przypominające greckie miasta-państwa, nazywane od imienia założyciela: Udajpur to miasto Udaja, Dżajpur — Dżaja itd. — tłumaczy Danuta Orlewicz.

Byli to młodsi synowie — wyruszali, bo nie mogli dziedziczyć po ojcu. Na nowych terytoriach gospodarzyli z poszanowaniem lokalnych wierzeń, stawiając przybytek najważniejszemu z miejscowych bóstw. Tak powstała świątynia szczurów w Desznok, poświęcona bogini Karni Mata. Za srebrnymi wrotami, wśród marmurowych rzeźb, kłębią się tysiące kabas — świętych gryzoni. Wierni karmią je, pilnie wypatrując białego, przynoszącego szczęście osobnika.

— Świątynię ufundował syn władcy Dżodhpuru dla głównego bóstwa ziemi, na którą dotarł — Karni Mata, kobiety guru, w legendarnych czasach pomagającej okolicznej ludności. Kiedy przyszła do niej rodzina zrozpaczona stratą matki, Karni Mata pocieszyła ją, twierdząc, że matka pozostała w domu pod postacią szczura. A to zwierzę ważne w całych Indiach. Tu nie zabija się szczurów, bo są wierzchowcami boga-słonia Ganesza — opowiada Danuta Orlewicz.

W imię demokracji

W XVIII w. Radżputowie zastąpili warowne fortece nowoczesnymi miastami, z ulicami krzyżującymi się pod kątem prostym. Obronne zamki ustąpiły pola luksusowym pałacom o kolorowej, otwartej architekturze. Zdobne w kolumnady, balkony, wieżyczki, kopuły i tarasy, zachwycają wyrafinowaną elegancją i wyposażeniem: miniaturami, makatami, dywanami, meblami inkrustowanymi kością wielbłądzią. Potomkowie rodów książęcych wciąż utrzymują te bajeczne siedziby, strzegąc rodzinnych tajemnic i prowadząc interesy. W latach 60. i 70. XX w. musieli udostępnić rezydencje zwiedzającym, bo zażądały tego demokratyczne władze indyjskie. Wiele pałaców, fortów i domostw bogatych kupców mieści dziś muzea i hotele.

— Każdy pałac jest inny. Jeden z najpiękniejszych stoi w Udajpurze, zwanym Wenecją Wschodu. To letni pałac na jeziorze, ze wspaniałymi dziedzińcami i stawami zarośniętymi kwiatami lotosu. Wzniesiony w XVIII w. przez władcę Udajpuru, zmienił się w luksusowy hotel. Ceny sięgają tysiąca dolarów za noc, bo wnętrza wiernie oddają przepych życia maharadżów w XVIII i XIX w. Zatrzymywali się tu Rockefellerowie, książę Rainer z Monako czy Jacqueline Kennedy — wylicza Danuta Orlewicz.

W Jeziornym Pałacu w Udajpurze kręcono zdjęcia do „Ośmiornicy” — jednego z filmów o Bondzie.

— Mieszkanie w pałacu to sam smak Radżastanu. Region obfituje także w wiejskie pałacyki — siedziby pomniejszych radżów. Cena waha się od 30 do 50 dolarów za noc. Pamiętam nocleg w Castle Bijaipur w Bidżajpurze — właściciel pałacu, radża Rao Narendra Singh, zjadł z nami kolację — wspomina Danuta Orlewicz.

Komu dopisze szczęście, może zobaczy także maharadżę Dżodhpuru — jego rodzina mieszka w Meherangarh, trzeciej pod względem potęgi fortecy Radżputów. Świetnie zachowany gigantyczny fort na wzgórzu to największa atrakcja miasta, założonego w XV w. przez Rao Dżodha. Warownia muzeum przyciąga turystów piętrowymi pałacami o wdzięcznych nazwach: Perłowym, Przyjemności, Kwiatów. Ich wnętrza kryją bogate zbiory broni, palankiny, w których władca podróżował na słoniach, obrazy przedstawiające sceny z życia dworu, sale urządzone jak w czasach, gdy książę przyjmował interesantów.

— Sam Dżodhpur przypomina wielki bazar. Morze straganów uginających się pod ciężarem wszelkiego dobra: bel materiałów, ręcznie robionych butów, taniej odzieży, owoców i warzyw — dodaje Honorata Grązka.

Czarne oko Kriszny

Jedna czwarta mieszkańców 50 tys. Dżajsalmeru ma swe domy, sklepiki i stragany w granicach najeżonego 99 basztami fortu, wzniesionego w XII w. przez Dżajsala. Magiczne miasto na pustyni Thar, strategicznie położone na szlaku karawan z Persji do doliny Gangesu, rozkwitło już w średniowieczu. Po dawnej zamożności pozostały pyszne rezydencje majętnych kupców, tzw. haveli. Imponujące domostwa ze złocistego piaskowca, zdobione kamienną ornamentyką i freskami, zachowały się niemal nietknięte zębem czasu. Wiele z nich pomalowano na ciepły, różowy kolor, od którego odbija podobizna boga Kriszny z czarno-białymi, przenikliwymi oczami.

— Do fortecy wieńczącej 80-metrowe wzgórze Trikuta prowadzi kilka masywnych bram. Zwiedzając ją, wędruje się wzdłuż szpaleru wąskich domków przyklejonych jeden do drugiego. Najokazalsze, wyrastające ponad inne, to haveli wyposażone w wewnętrzny dziedziniec wokół drzewa, ozdobne drzwi, kolumny i galerię rzeźbionych balkonów. Nad wszystkim góruje siedmiokondygnacyjny zamek maharadży — opisuje Honorata Grązka.

W obrębie murów Dżajsalmeru podziwia się także świątynie — szczególnie ciekawą, z malowidłami wewnątrz kopuły, poświęcono hinduistycznemu bóstwu Lakszminath.

— Radżastańczycy żywiołowo obchodzą święta, zwłaszcza ku czci Kriszny, uświetniane tanecznymi korowodami ze statuą bóstwa i pieczeniem specjalnych ciasteczek. Równie barwne jest listopadowe święto wielbłądów w miasteczku Puszkar. Hodowcy Radżastanu zjeżdżają na targ. Odbywają się wyścigi wielbłądów, przedstawienia uliczne i pląsy o zachodzie słońca przy ogniskach na pustyni — opowiada Danuta Orlewicz.

W Dżajsalmerze i okolicach zobaczy się także zabytkowe (XII-XV w.) świątynie dżinijskie. To religia pokrewna buddyzmowi, lecz bardziej ascetyczna.

— Jakieś 15 km od miasta piętrzą się ruiny Lodhruvy, byłej stolicy regionu. O dawnym splendorze miasta przypominają tylko dżinijskie świątynie odnowione w latach 70. XX w. Największym skarbem pozostaje misterna, srebrzona podobizna tirthankara (świętego) Parasnatha — opisuje Honorata Grązka.

Papka na talerzu

Zwiedzaniu Dżajsalmeru towarzyszy przejażdżka na wielbłądach po wydmach Sam. Warto się na nią wybrać, by po drodze podejrzeć życie radżastańskiej wsi.

— Ludzie — barwni, jakby wydarci z albumu — sprawiają wrażenie, że żyje im się lepiej niż stłoczonym mieszkańcom miast. Kobiety niosące na głowach wyładowane srebrne misy i dzbanki z wodą, mężczyźni pędzący kozy i wielbłądy to typowy wiejski obrazek — wspomina Honorata Grązka.

Kobiety ubierają się w kolorowe, szerokie spódnice z drukowanej bawełny i gorsety wyszywane świecidełkami. Na to zarzucają ogromne, przezroczyste szale, a ręce i nogi zdobią bransoletami. Mężczyźni noszą się na biało — jedyny barwny akcent to czerwony turban. Butami ze skóry wielbłąda osłaniają też stopy przed kłującą roślinnością. Radżastańska wieś ma również własną kuchnię, lecz słodkie papki z pszenicy i prosa nie odpowiadają turystom. Na dworach maharadżów jadano zgoła inaczej: wykwintne dania kuchni wedyjskiej, oparte na ryżu i ostrych potrawkach z warzyw. Dziś można ich skosztować w regionalnych restauracjach.

— W Dżajsalmerze trafiliśmy do wegetariańskiej knajpki w prywatnym domu. Vyas Meal Service polecają przewodniki, lecz trudno ją znaleźć, bo nie ma reklam ani drogowskazów. Siedząca w kucki staruszka, która obierała w kuchni jarzyny, wskazała nam schody na dach, gdzie stały stoliki. Czekając na jedzenie przez 40 minut, gapiliśmy się na sąsiednie dachy. A działo się tam sporo — ktoś robił pranie, inny gotował, bawiły się dzieci. Życie toczy się na dachach, bo tylko tam dociera powiew wiatru. Na dole, w labiryncie uliczek, stoi potworny upał. W końcu dostaliśmy ogromną tacę wyładowaną miseczkami z jedzeniem — zupą warzywną, fasolą na ostro, tofu w sosie pomidorowym. Do tego dużo ryżu i chlebków ciapati. Do picia —zsiadłe mleko, ale nie polecam. Rozstrój żołądka gwarantowany — przestrzega Honorata Grązka.

Kiedy przyszło do płacenia, gospodyni wręczyła turystom menu i kartkę — każdy sam podliczył, co zjadł. Radżastańczycy ufają swym gościom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy