Kolejny test dla dolara

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2015-04-10 07:44

Dolar nie miał ostatnio najlepszej passy.

Dolar nie miał ostatnio najlepszej passy. Już zapiski ze styczniowego posiedzeniu Fedu zawierały niepokojące stwierdzenie, świadczące o tym, że część członków chce poczekać z podwyżkami stóp. Rynek dość szybko je zignorował, ale marcowe posiedzenie potwierdziło taką tendencję, a ostatnie słabe dane z rynku pracy były kolejnym argumentem za wyprzedażą dolara. Być może jednak rynek przesadził teraz w drugą stronę. Kolejny test czeka nas we wtorek.

Po odczytanym jako gołębie posiedzeniu FOMC, a następnie po nie najlepszym marcowym raporcie z rynku pracy USA, pojawiły się głosy, że czas sprzedawać dolara, który od połowy 2014 r. wyraźnie umocnił się do większości walut. Pozornie stwierdzenia te miały sens. Pojawiły się wątpliwości co do ścieżki podwyżek stóp (lub może inaczej: rynek te wątpliwości miał od dłuższego czasu, tylko teraz zasygnalizował je też FOMC), dane za pierwszy kwartał były słabe. Jakich argumentów jeszcze trzeba?

Problem pojawia się jednak po drugiej stronie transakcji. O ile grunt pod dolarem amerykańskim trochę się zachwiał, na horyzoncie cały czas nie ma waluty, która mogłaby przejąć miano lidera i poprzez umocnienie absorbować nie tylko jego osłabienie, ale też osłabienie innych walut, do czego bardziej lub mniej bezpośrednio dąży wiele banków centralnych. W rezultacie obserwujemy, że fale osłabienia dolara idą szeroką ławą i najczęściej najmocniej zyskują wtedy waluty, które wcześniej traciły najwięcej — tak jak w ostatnich dniach dolar australijski — mimo że ich fundamenty cały czas pozostawiają wiele do życzenia.

Brak konkurencji to jedno, popadanie rynku w skrajności to drugie. Dolar zareagował pozytywnie na minutes z marcowego posiedzenia Fedu nie dlatego, że były jastrzębie, ale dlatego, że rynek miał co do tego dokumentu zbyt gołębie oczekiwania. Tymczasem pokazał on, że Fed na tę chwilę nie tyle chce przesunąć oczekiwania co do pierwszej podwyżki najwcześniej na wrzesień, co po prostu chce sobie pozostawić pole manewru i wygląda na to, że podwyżka w czerwcu lub nawet w lipcu (kiedy po posiedzeniu nie ma konferencji) wchodzi nadal w grę.

Co do danych kluczowym pytaniem jest to, na ile były słabe przez pogodę. Tak było w zeszłym roku i wiosną widzieliśmy duże przyspieszenie. Tym razem pogoda w lutym, ale też po części w marcu na dużych obszarach USA także była wyjątkowo niekorzystna, dlatego mogła nie zostać wychwycona w całości przez modele sezonowości. Kolejną ważną informacją dla inwestorów będą dane o sprzedaży detalicznej, które poznamy we wtorek. Dane za ostatnie 3 miesiące były bardzo słabe, choć po części wynika to ze spadających cen paliw (sprzedaż podawana jest w cenach bieżących). Nawet jednak po wyeliminowaniu paliw tak mierzony popyt był słaby i dolarowi mocno pomogłaby poprawa w tym zakresie w marcu. Z tym że tak naprawdę wolne od wpływu pogody będą dopiero dane za kwiecień, które poznamy w maju.