Koliber ma niezły kaliber

Mariusz Mucha
opublikowano: 2007-05-16 00:00

Safo wygląda przy gigantach branży jak koliber przy orłach. Ale sprzedaje systemy komputerowe największym firmom.

Gazela Biznesu Lubelska spółka informatyczna Safo

Safo wygląda przy gigantach branży jak koliber przy orłach. Ale sprzedaje systemy komputerowe największym firmom.

Przywołanie kolibra jest nieprzypadkowe. Safo to właśnie nazwa gatunku andyjskiego kolibra. Skąd ten ptaszek w Lublinie?

— Czekałem, aż pan zapyta. Kontrahenci wciąż pytają — uśmiecha się Maciej Maniecki, prezes zarządu lubelskiej firmy.

Tłumaczy, że gdy zaczynali swą przygodę z biznesem (jego koledzy Marek Dutkowski, Robert Kłos, Piotr Krzyżak, Tomasz Skocki, Dariusz Jaworski do dziś są członkami zarządu i dyrektorami poszczególnych działów), każda firma branży komputerowej dodawała sobie do nazwy słówko „soft”. Oni źle się czuli w stadzie. Encyklopedia w rękę, krótkie poszukiwania, potem dyskusja i narodziło się Safo. A wracając do porównania z orłem, Maniecki tłumaczy: oferują rozwiązania technologiczne i jakość równie wyrafinowaną jak światowi potentaci.

O tym, że można pokusić się o konkurowanie z najlepszymi, młodzi informatycy wiedzieli od czasu praktyk w Niemczech, jakie odbyli pod koniec lat osiemdziesiątych. Zaskoczyło ich, że na zadanie wymagające kilku godzin pracy dostawali nawet trzy tygodnie. Wniosek prosty: można być lepszym niż Niemcy.

Prezes też się myli

Firmę założyli w 1990 r. i w parę lat zawojowali lokalny rynek. Firmy, które z ich oprogramowania korzystały na samym początku swej drogi, dziś są już w krajowej I lidze — jak Eldorado (współpracuje z Safo od 1991 r.) czy CRH Żagiel (od 1993 r.).

Przełom nastąpił w 1995 r., gdy podpisali umowę partnerską z Oracle Polska. Odtąd przy tworzeniu oprogramowania korzystają z platformy technologicznej Oracle. Były prezes Oracle Polska stwierdził kiedyś zgryźliwie, że firmy takie jak Safo nie mają prawa przetrwać, bo są zbyt małe, aby konkurować na coraz bardziej wyrafinowanym rynku.

— Dwa lata temu powiedział nam, że nawet on ma prawo się mylić — nie kryje dumy Maciej Maniecki.

Udowodnili, że mały nie znaczy słaby. Ich system m.in. zarządza pracą handlowców we Frito Lay i wspomaga logistykę fabryki Philipsa w Kwidzynie, gdzie z taśmy co minutę zjeżdża kilkadziesiąt telewizorów.

Kilka tygodni temu weszli na rynek rosyjski. To ich pierwszy zagraniczny kontrakt. Forum Auto, jeden z największych rosyjskich dystrybutorów części zamiennych, złożył kompleksowe zamówienie: od systemów informatycznych, wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem, po wspomagające logistykę. Realizacja zadania wartego trzy miliony złotych już się rozpoczęła w Moskwie.

Mimo sukcesów Safo pozostaje niezbyt wielką firmą z Lublina. Pracownicy i szefostwo mówią sobie na ty i spotykają się na firmowym grillu.

— Przekonujemy do siebie ludzi i firmy, które obawiają się anonimowości koncernów. Szukając najnowszych technologii, potrzebują pierwiastka ludzkiego. Chcą kupić IT, ale od człowieka, a nie od molocha. Odnoszę wrażenie, że nawet najwięksi kontrahenci czują się u nas rodzinnie. Wiedzą, że ich uważnie słuchamy, a na rozmowę z szefami Safo nie muszą umawiać się przez asystentów — podkreśla prezes Maniecki.

Rodzina maniaków

Oprócz pań w sekretariacie reszta pracowników to komputerowi maniacy. Stusiedemdziesięcioosobowa załoga to w większości ludzie młodzi, luźno ubrani i sądząc z ich rozmów, zakochani w tym, co robią. Warto posłuchać ich rozmów, całkowicie hermetycznych dla osób postronnych.

— Mobo za mały mi się na tego softa zrobił. Muszę zrobić totalną przeinstalkę — rzuca kolega do kolegi w czasie przerwy na papierosa.

O co chodzi?

— No, jak to? Płytę główną w pececie muszę zmienić —tłumaczy informatyk, wyraźnie zdziwiony poziomem ignorancji.

Prezes Maniecki z zespołu jest bardzo zadowolony.

— Mamy szczęście do pracowników, którzy nie traktują Safo jak miejsca, gdzie się podbija zegar o siódmej rano. To bardzo ambitni ludzie — mówi z uśmiechem.

Opowiada, jak to parę lat temu jeden z zatrudnionych przy serwisie ludzi nie wrócił na noc do domu. Zdesperowana małżonka zadzwoniła raniutko do firmy, tam też go nie było. Pojawił się w pracy kilka minut później, niewyspany po nocy spędzonej na usuwaniu awarii u jednego z klientów.

— Nie mogłem tego tak zostawić na noc, bo miałem kilka pomysłów, co może być nie tak — tłumaczył.

Sprawdzili — rzeczywiście nie zmyślał. Awarię usunął, na telefon do żony zabrakło czasu.

Aplikacja na medal

Safo.express to aplikacja przeznaczona dla kadry menedżerskiej, którą stosują takie firmy, jak PZU, Komfort, Black Red White, BRE Bank, Inter Cars, Żagiel, CEDC. Otrzymała medal europejski, przyznawany przez BCC i UKIE tym polskim firmom, których wyroby i usługi spełniają standardy europejskie. To drugi Medal Europejski dla lubelskiej firmy. W zeszłym roku Safo otrzymało wyróżnienie za program safo.mag przeznaczony do zarządzania centrami logistycznymi i magazynami wysokiego składowania.

Jak powstają programy

Najpierw klient powinien dokładnie powiedzieć, czego oczekuje — co chce usprawnić, przyspieszyć, poprawić. Pomagają mu w tym analitycy, którzy jego żądania przelewają w fachowy sposób na papier.

Potem analitycy i ich koledzy, zwani projektantami-architektami, pracują nad tym, aby spisane żądania ubrać w odpowiednie rozwiązania informatyczne. Ustalają konstrukcję docelowego rozwiązania w zakresie m.in. infrastruktury sprzętowej, doboru technologii czy możliwości rozbudowy w przyszłości.

Następny etap to przekładanie z papieru na bity. Tu już nie ma miejsca na słowa, wszystkie ustalenia są tłumaczone na język formalny, zrozumiały dla programistów. Do pracy przystępują grupy złożone z inżynierów oprogramowania. Prace dzielone są na małe fragmenty, których opracowaniem zajmują się poszczególni programiści.

Na koniec — wszystko do kupy i ma działać. Złożeniem poszczególnych elementów tej układanki w jeden działający system zajmują się integratorzy i wdrożeniowcy. Na setki sposobów sprawdzają poprawność funkcjonowania aplikacji. Gdy wszystko gra, program może zostać wdrożony u klienta.

Grzegorz Możdżen

dział aplikacji biznesowych Safo

made in safo

1W łódzkim Centrum Logistycznym Komfortu działa moduł obsługi pozwalający na zaopatrywanie 100 sklepów firmowych. System pracuje całą dobę. Dzięki niemu towary — od rolek dywanowych po chodniki i panele podłogowe — trafiają do sklepów.

2 W Polmosie Lublin zintegrowany system safo.biz pracuje w działach sprzedaży, logistyki oraz finansowo-księgowym. Obsługuje magazyny materiałów, półfabrykatów, ewidencję procesów produkcyjnych. Programiści musieli pamiętać o dodatkowej ewidencji związanej ze szczególnym nadzorem podatkowym, czyli akcyzą na wyroby spirytusowe.

3 W Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie program kadry-płace safo.hr zapewnia, że żaden z tysiąca studentów nie zniknie z listy, a 500 pracowników dostanie pobory na czas. Wynagrodzenia liczone są według 20 rozmaitych algorytmów, opartych na ponad 300 różnych składnikach płacowych.

Źródło: www.safo.com.pl

W pierwszej dziesiątce

W Polsce liderami rynku w branży oprogramowania są międzynarodowe korporacje, takie jak SAP, Oracle, IFS. Wykorzystują przewagę, jaką daje im efekt skali i kilkudziesięcioletnie doświadczenie. Jednak polskie firmy skutecznie i coraz śmielej z nimi konkurują. Safo jest w pierwszej dziesiątce producentów oprogramowania dla przedsiębiorstw w Polsce. Należy do niego około 2,5 proc. rynku. W czołówce są także: Comarch z Krakowa, wrocławska Teta, warszawski Softlab i BPSC z Chorzowa.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: